Nowy numer 40/2020 Archiwum

Przygoda Dla

Są fizjoterapeutkami i pasjonatkami wędrówek. Swoim pacjentom pomagają terapią i… chodzeniem dla nich po różnych zakątkach świata.

Wyprawy Katarzyny Kujawy i Agaty Gorączko trwają od 4 lat. W 2016 r. wyruszyły w 900-kilometrową trasę Drogą Francuską do Santiago de Compostela i dalej, do Muxia i do Fisterry.

Poszły dla kogoś, kto chodzić nie mógł – Michała, młodego człowieka, który po poważnym wypadku potrzebował kosztownej terapii. Wędrówce towarzyszyła zbiórka. Myślały, że to jednorazowa inicjatywa. Potem jednak kolega podsunął pomysł założenia fundacji; jako fizjoterapeutki miały do czynienia z kolejnymi pacjentami wymagającymi pomocy…

Muszla nadziei

– Zawsze jest tak, że jednemu przydałby się wózek, drugiemu jakieś inne urządzenie – mówią. – Co roku więc organizujemy zbiórkę dla konkretnej osoby. Bardzo lubimy podróżować, połączyłyśmy więc jedno z drugim. Pomysł jest prosty. Dziewczyny, dziś doktorantki w Akademii Wychowania Fizycznego we Wrocławiu, idą w jakieś piękne miejsce. Po drodze wrzucają na Facebooka Fundacji „Idziemy Dla” filmiki, zdjęcia z drogi i dołączają link do zbiórki prowadzonej na portalu siepomaga.pl. – Wszystkie pieniądze ze zbiórki są przeznaczane dla danej osoby, koszty wyprawy pokrywamy z własnej kieszeni – tłumaczy Kasia. Zyskiem wędrowniczek jest radość podróżowania i pomagania innym; radość pacjentów, uważnie śledzących ich wędrówki. – To dla nich taka odskocznia. Obserwują, co robimy, i cieszą się z tego. Piszemy też dla nich specjalne pozdrowienia – wyjaśnia. Na publikowanych zdjęciach zobaczyć można podróżniczki w malowniczym plenerze, z kartką z pozdrowieniami dla konkretnego pacjenta. Znajduje się na niej jakiś charakterystyczny tekst, powiedzonko danej osoby – często zrozumiałe tylko dla wtajemniczonych. Dwa lata temu przeszły 200 km na Bałkanach, a dwa tygodnie później poszły na Mont Blanc. Towarzyszył im wtedy tato Agaty, pan Witold, który spełnił swoje marzenie o zdobyciu tego szczytu. W ubiegłym roku wędrowały w Nepalu dookoła Annapurny, przemierzając ok. 260 km i wznosząc się do wysokości ponad 5400 m n.p.m. – W tym roku celem była Gruzja, ale odwołano nam loty do tego kraju. Ostatecznie zdecydowałyśmy się na Polskę, na Główny Szlak Beskidzki – mówi Katarzyna. Wyprawa trwa od 8 do 29 sierpnia. Uczestnicy pokonają 517 km, a ruszają z Wołosatego. Każdy może na 1–2 dni dołączyć do wędrówki po uprzednim kontakcie z organizatorkami (konto Idziemy Dla na FB). W całości wędrówki będzie uczestniczyć tym razem oprócz Kasi i Agaty także mama jednej z pacjentek, którą Katarzyna się opiekowała. Kiedy dziewczyna zmarła, fizjoterapeutka podarowała jej mamie muszlę św. Jakuba. – „My to przywiozłyśmy z Santiago, a ty to tam zaniesiesz” – powiedziała jej.

Z wierzbowymi gałęziami

Jak wybierają cele kolejnych wędrówek? Oglądają zdjęcia i patrzą, gdzie jest ładnie, zwracając uwagę na dystans i na to, czy da się po drodze zdobyć jakąś górę. Jeśli to możliwe, nocują w namiotach, jeśli nie – w lokalnych hostelach. Dwa lata temu Kasia zapomniała o zapakowaniu kijów tworzących stelaż do namiotu. Po pierwszej nocy spędzonej przez podróżniczki praktycznie pod chmurką pan Witold wynalazł dla nich wierzbowe gałęzie, które zastąpiły brakujący sprzęt. – Przez 2 tygodnie każda z nas łaziła z 2-metrowymi wierzbowymi gałęziami w rękach przypominającymi wędki. Ludzie pytali, o co chodzi. Wkręcałyśmy ich, mówiąc, że to taki tradycyjny polski sposób podróżowania – mówi. Noszenie wszystkiego ze sobą to pewne wyzwanie. – Na początku nasze plecaki miały po ok. 14 kg. Na zimowych wyprawach mają po 20 kg. Po kilku dniach można się przyzwyczaić – wyjaśnia Katarzyna. – Jako fizjoterapeutki nie mamy stylu życia kanapowców. Jesteśmy w sekcji wspinaczkowej. Ja trenuję pole dance, Agata biega, obie jeździmy na rowerze. Każdego dnia jesteśmy w ruchu. Nie mówiąc o tym, że nosimy pacjentów. Sam fakt trenowania wynika z tego, że chcemy trochę popracować w tym zawodzie i musimy dbać o nasz kręgosłup. Dziewczyny potrafią zatroszczyć się fachowo w drodze o siebie i innych. – W razie potrzeby robimy sobie terapię; raz po raz „zbieramy do kupy” innych wędrowców. Gdy szłyśmy do Santiago, spotykałyśmy co jakiś czas pewną panią, której co rusz „naprawiałyśmy” nogę – mówi. Ekipa w tym roku idzie dla Aleksandry. Celem jest zgromadzenie pieniędzy na wózek elektryczny, a także, jeśli się uda, na auto, w którym można by ten wózek przewozić. Ewentualną nadwyżkę Ola i jej chłopak przeznaczą na rehabilitację dla niej. Zbiórka potrwa do października.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama