GN 47/2020 Archiwum

Męskie imię wojny

Tytułowy „Iwan” to popularne w Wehrmachcie określenie żołnierza Armii Czerwonej. Etykietki sporo mówią o postrzeganiu przeciwnika.

Na Anglików w mundurach Niemcy mówili „Tommies” – nieszkodliwe i fajtłapowate „Tomcie”. Ci odwdzięczali się przezwiskiem „Kraut” – stereotypowy posłuszny i nudny urzędnik. Natomiast „Iwan” to naiwny i wiecznie pijany analfabeta. O tym, jak bardzo prawdziwy był to obraz, czytelnik można się przekonać czytając książkę Catherine Merridale „Wojna Iwana”.

Pobór trwał od dwóch do trzech miesięcy. Mężczyźni podróżowali – często na piechotę – do wyznaczonych miejsc. Te miesiące to był czas pijackiego amoku: dodawania sobie odwagi, bratania się z towarzyszami drogi, zapijania tęsknoty za rodziną. Wojsko było przepustką w świat i przeżyciem męskiej przygody. Rozczarowanie przychodziło szybko: brak butów, odzieży, broni. Ale wojna to także czas zawieszenia granic moralnych. Merridale opisuje m.in. zjawisko „wojennych żon”. W Armii Czerwonej służyły kobiety. Pomiędzy mężczyznami i kobietami nawiązywały się romanse, które przeradzały się w silne więzy. Wspólnie spędzone miesiące lub lata, razem przebyte kilometry, w niebezpieczeństwie – to musiało zbliżać. Ciekawe jest to, w jaki sposób żołnierze radzieccy zostali wprowadzeni w podwójne standardy poczucia winy. Nie mieli wyrzutów sumienia za gwałty popełnione na kobietach, znęcanie się nad ludnością cywilną czy grabieże.

Na podstawie rozmów z weteranami Armii Czerwonej powstał fascynujący obraz życia żołnierza, daleki od propagandy.

Marcin Cielecki

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama