Nowy numer 43/2020 Archiwum

Klęcząc, przeszła do wieczności

– Żyła jak święta, umarła jak męczennica – mówią ci, którzy znali siostrę Laurę Mainetti. Zamordowana przez nieletnie satanistki włoska zakonnica wkrótce zostanie błogosławioną.

Ta okrutna zbrodnia wstrząsnęła Włochami 20 lat temu. Przypomniano o niej, kiedy papież Franciszek uznał męczeństwo siostry Laury, potwierdzając, że została zabita z nienawiści do wiary. – Wciąż mam przed oczami zmasakrowane ciało siostry, którą udało się zidentyfikować dopiero po zakonnej obrączce, i pozbawione jakiegokolwiek żalu zeznania jej oprawczyń, które każdy szczegół zaplanowały z zimną krwią – mówi podpułkownik Luigi Verde, który prowadził wówczas śledztwo. Jako jeden z pierwszych przybył na miejsce zbrodni. – Pamiętam, jak koledzy z niedowierzaniem przyglądali się pozycji, w jakiej zastygło ciało zakonnicy. Wyglądała tak, jakby klęcząc, przeszła do wieczności – opowiada śledczy. Nastoletnie morderczynie zeznały, że siostra, zamiast błagać o życie, do ostatniego tchu błogosławiła im i szeptała słowa przebaczenia. – Nie okrucieństwo, którego się dopuściły, ale właśnie te słowa były dla nich największym szokiem – wyznaje Verde. Prokurator Gianfranco Avella zauważa, że jedyne, czego żałowały, to fakt, że siostra zepsuła im rytuał. – Każda miała jej zadać po sześć pchnięć nożem – 6-6-6 to symbol apokaliptycznej Bestii. Mówiły, że modlitwa siostry tak je wytrąciła z równowagi, że ciosów było więcej i nie były pewne, czy rytuał był ważny – opowiada. Do końca nie mógł uwierzyć, że za tą masakrą stały śliczne nastolatki, nigdy wcześniej niesprawiające problemów wychowawczych. Nie mogli w to uwierzyć także mieszkańcy maleńkiej Chiavenny, gdzie siostra była znana i bardzo ceniona ze względu na zaangażowanie na rzecz dzieci i młodzieży.

Przyjaciółki i ich ofiara

Veronica Pietrobelli, Ambra Gianasso i Milena De Giambattista pochodziły z normalnych rodzin, niczego im nie brakowało. Miały jednak za dużo wolnego czasu i właśnie z nudy, jak zeznały w śledztwie, wymyśliły całą zbrodnię. Szczegóły ustaliły, popijając kawę w ulubionym barze. W ich szkolnych zeszytach policjanci znaleźli sporo rysunków pentagramów, trzech szóstek i bluźniercze hasła pod adresem Kościoła.

Dziewczyny wyznały, że mordując zakonnicę, chciały złożyć hołd szatanowi. Dwie miały wówczas po 17 lat, trzecia była o rok młodsza.

Początkowo na ofiarę upatrzyły sobie miejscowego księdza, ale doszły do wniosku, że z dobrze zbudowanym mężczyzną nie pójdzie im tak łatwo, jak z 61-letnią kruchą zakonnicą. Siostrę Laurę znały, ponieważ od lat pomagała dziewczętom przeżywającym różne trudności. Zwabiły ją w pułapkę, podszywając się pod potrzebującą pomocy nastolatkę, która w wyniku gwałtu zaszła w ciążę, lecz chce urodzić dziecko. – Choć było już po zmroku, siostra Laura nie wahała się ani chwili. Współsiostrom powiedziała, że wróci do klasztoru z dziewczyną w potrzebie, która z nimi zamieszka do porodu. Nikogo to nie zdziwiło. Nie pierwszy raz tak postępowała – mówi Laura Consolini, postulatorka w procesie beatyfikacyjnym.

Z protokołu śledztwa: „Zbrodnię zaplanowałyśmy dużo wcześniej. Specjalnie wybrałyśmy datę 6.06. Kojarzyła się nam z trzema szóstkami, liczbą szatana. Dogadałyśmy każdy detal morderstwa, nawet to, że każda z nas zada siostrze po sześć uderzeń kuchennym nożem, który każda miała przynieść ze sobą. Celowałyśmy z determinacją jedynie w twarz i klatkę piersiową. Chodziło nam o to, by ją odczłowieczyć. Ostatecznie ciosów było dziewiętnaście, bo chciałyśmy ją jak najszybciej uciszyć. Słowa jej modlitwy i przebaczenia nas zirytowały. Gdy ona nam błogosławiła, my krzyczałyśmy coraz głośniej… Wcześniej spaliłyśmy Biblię skradzioną z pobliskiego kościoła i zawarłyśmy pakt krwi. (…) Zapowiadała się wspaniała przygoda”.

Bez happy endu

Teresina Elsa Mainetti urodziła się 20 sierpnia 1939 r. w Lecco, w diecezji Como. Dwa dni później została ochrzczona. Była dziesiątą z rodzeństwa. Mama zmarła, wydając ją na świat. – Pamiętam opowieści taty, że tuż przed porodem mówiła mu, jak ma wychowywać dzieci, że ma je uczyć szacunku dla drugiego człowieka i trzymać blisko Boga. Od dziecka wiedzieliśmy, że są ludzie, którym wiedzie się gorzej niż nam, i trzeba ich wesprzeć – mówi Amedeo, brat zamordowanej. Wspomina, jak siostra któregoś dnia wróciła bardzo zadowolona z kościoła. Wyznała, że ksiądz w czasie spowiedzi zapytał ją, jakie ma plany na przyszłość, a ona odpowiedziała mu, że chce uczynić ze swego życia coś pięknego dla innych. Od tego momentu zaczęła myśleć o zakonie. Tuż po maturze wstąpiła do Zgromadzenia Służebnic Krzyża, którego regułą jest oddanie swego życia w szkole Jezusa… aż po krzyż. Pracowała jako nauczycielka i wychowawczyni. – Nie czekała, aż młodzi do niej przyjdą, wychodziła do nich, szukała ich. Nie było dla niej problemem pójście na prywatkę czy dyskotekę, bo wszędzie tam był, jak mówiła, jej Jezus w zagubionym młodym człowieku – wspomina Amedeo Mainetti.

Jego siostra lubiła powtarzać, że jej misją jest być znakiem miłości i czułości Boga w zakonnej wspólnocie, szkole, domu samotnej matki i więzieniu. W dzienniku notowała: „Moje życie należy do Ciebie, Jezu”, „Boże, oddaję Ci moją słabość i nędzę, jaką jestem”. Jedna z jej podopiecznych wspomina, że siostra grała z jej mężem w karty. – Tylko w ten sposób mogła z nim nawiązać kontakt i porozmawiać o problemach naszej rodziny – opowiada Cristina.

Paradoksalnie to zeznania nastoletnich morderczyń stały się przyczynkiem do uznania śmierci włoskiej zakonnicy za męczeństwo z nienawiści do wiary. Niezależnie od siebie dziewczyny zeznały, że gdy ją masakrowały, siostra Laura osunęła się na kolana, kilkakrotnie wołając: „Boże, przebacz im! Przebacz, bo nie wiedzą, co czynią”. Do ostatniego tchu się za nie modliła. Dziewczyny nie mogły pojąć, dlaczego nie błagała o życie, tylko powierzała je Bogu.

W tej historii nie ma happy endu o nawróconych zbrodniarkach ani poruszających świadectw. Przynajmniej nic o tym nie wiadomo. Odbyły karę, opuściły miasto, w którym dokonały masakry, i ułożyły sobie jakoś życie. Są żonami i matkami. Wszystkie prosiły, by o nich zapomniano. Jedna z dziewcząt wyznała, że słowa przebaczenia mordowanej zakonnicy brzmią jej często w uszach i sprawiają, że chce być lepszym człowiekiem. To ta, która zwabiła siostrę w pułapkę.

To nie przypadek

Czy wystarczy być zamordowaną zakonnicą, by zostać błogosławioną? Na pewno nie. Ambra, Veronica i Milena zabiły jednak z nienawiści do Chrystusa, pragnąc oddać się na wieczność szatanowi. W tym procesie beatyfikacyjnym warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz. Jak mówi bp Oscar Cantoni, który dobrze znał siostrę Laurę, jej męczeństwo to nie przypadek. Było ono zwieńczeniem życia poświęconego młodzieży. To właśnie dlatego dała się zwieść młodym satanistkom. To również dzięki pielęgnowanej przez całe życie postawie potrafiła przebaczyć w chwili śmierci swym oprawczyniom i za nie się modlić.

Także postulatorka w procesie beatyfikacyjnym siostry Laury jest przekonana, że śmierć oddanej młodzieży zakonnicy jest prostym rachunkiem jej życia. Być do końca dla potrzebujących, nie mieć czasu dla siebie, tylko hojnie ofiarować go innym, służyć. Gdyby było inaczej, nie wyszłaby wieczorem z klasztoru, odpowiadając na prośbę o pomoc. Mawiała, że w doświadczonych dziewczynach, którym całe życie pomagała, jest „jej Jezus”. Jej współsiostry z klasztoru w Chiavennie mówią: „Siostra Laura żyła jak święta, umarła jak męczennica”. – Siłę czerpała z modlitwy i Eucharystii, bez których nie potrafiła żyć. Niejednokrotnie zmęczona pracą zasypiała przed Najświętszym Sakramentem, ale wolała to, niż zaniedbać życiodajne dla niej spotkanie – mówi jej ostatnia przełożona.

Na grobie siostry Laury wyryto napis: „Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeśli obumrze, przynosi plon obfity”. W czasie procesu bea- tyfikacyjnego ciało męczennicy przeniesiono do katedry w Chiavennie. Jest to miejsce pielgrzymek młodych, a stojący tam konfesjonał jest świadkiem wielu ważnych spowiedzi. – Młodzi zyskali w niej niesamowitą orędowniczkę. Uczą się od siostry Laury oddawać Bogu swoją słabość i nędzę – mówi ks. Ambrogio Balatti, który pierwotnie miał być celem nastoletnich satanistek. Przyczynił się on do powstania fundacji imienia siostry Laury, która pomaga dziewczętom w trudnościach. Korzystają z niej m.in. ofiary gwałtów i handlu ludźmi. Ziarno wydaje owoc.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama