Nowy numer 39/2020 Archiwum

Cenne małe stópki

W Polsce niewiele osób zna jej nazwisko. Jednak na całym świecie doskonale znany jest symbol, który zaprojektowała. Odejście Virginii Evers, pionierki amerykańskiego ruchu pro-life, to koniec epoki.

Był styczeń 1974 r., kiedy Virginia Evers otworzyła gazetę „San Diego Union” i zobaczyła zamieszczone tam zdjęcie. Była pierwsza rocznica wydania wyroku w głośnej sprawie zwanej Roe vs. Wade, w wyniku której w całych Stanach Zjednoczonych zalegalizowano aborcję. Obrońcy życia przygotowywali manifestację i wykupili w dzienniku ogłoszenie. Pokazali zdjęcie stópek dziecka, które przeżyło pod sercem matki 10 tygodni. Maleńkie nóżki trzymał w ręce dorosły mężczyzna. Stópki były o wiele mniejsze niż opuszki jego palców. Dla wielu czytelników ten widok był szokiem. W czasach, gdy do badania kobiet w ciąży nie wykorzystywano jeszcze ultrasonografu, powszechne było przekonanie, że na tym etapie rozwoju dziecko nie ma jeszcze ludzkich kształtów (do dziś taka opinia nie jest rzadkością). Ułatwiało to działalność zwolennikom aborcji, przekonującym, że to prosty zabieg usunięcia z organizmu zlepka komórek. Zdjęcie pokazywało jednak, że maluch mający niewiele więcej niż 2 miesiące jest już człowiekiem. – Te cenne małe stópki powinny być symbolem ruchu pro-life – powiedziała Virginia Evers do swojego męża, Ellisa. I doprowadziła do tego.

Kłamstwo aborcyjne

Virginia Evers (z domu Long) zmarła 17 lipca w Chandler w Arizonie. We wrześniu skończyłaby 100 lat. Miała 6 dzieci, 28 wnucząt i 70 prawnucząt. Sama była jedynaczką. Pochodziła z Michigan. Przyszłego męża poznała podczas gry na automatach. Akurat skończyły jej się drobne, więc odeszła na chwilę, żeby rozmienić pieniądze. Wtedy przy jej maszynie usiadł starszy od niej o dwa lata mężczyzna, który zgarnął wygraną. Dziewczynę to rozzłościło, ale mężczyzna powiedział, że poprawi się, jeśli Virginia się z nim umówi. Dwa miesiące później wzięli ślub. Zaraz potem Ellis został wysłany na wojnę. Szczęśliwie wrócił z frontu, a w małżeństwie zaczęły się rodzić dzieci. Kolejno: Denise, Dianne, Douglas, Daniel, Dale i Denis. Przeżyli razem pół wieku. Virginia pochowała męża w 1993 r. Ellis spoczął w Taylor w Arizonie.

Eversowie byli gorliwymi katolikami, a przy tym gorącymi amerykańskimi patriotami. – Codziennie rano wywieszaliśmy flagę, czytaliśmy Biblię i modliliśmy się – wspominała po latach Dianne. Z ruchem pro-life związali się, gdy tylko zaczął on powstawać w Stanach Zjednoczonych, co było odpowiedzią na działania strony przeciwnej. W latach 50. i 60. uaktywniły się organizacje promujące aborcję, będące częścią przetaczającej się przez cały Zachód rewolucji seksualnej. W 1960 r. do sprzedaży dopuszczono hormonalną tabletkę antykoncepcyjną mającą również działanie wczesnoporonne. W 1965 r. zapadł wyrok w sprawie zwanej Griswold przeciw Connecticut. W tym amerykańskim stanie zabroniona była sprzedaż środków antykoncepcjnych. Wyrok sprawił, że zezwolono na udostępnianie jej małżeństwom. W 1972 r. wyrok w innej sprawie dopuścił sprzedaż pigułek nieformalnym parom. Rok później zakończył się jeden z najważniejszych procesów w dziejach amerykańskiego sądownictwa – Roe vs Wade. W teksańskim sądzie prawniczki występujące w imieniu 24-letniej Normy McCorvey (proaborcyjna prasa przedstawiała ją jako Jane Roe) domagały się zgody na przeprowadzenie u niej aborcji. Była to wielka mistyfikacja. W mediach przedstawiano Jane Roe jako zgwałconą bezradną młodą dziewczynę. W sądzie adwokat nie odwoływała się do kwestii gwałtu, bo w rzeczywistości go nie było. McCorvey zdążyła zresztą urodzić (to było jej trzecie dziecko), zanim zapadł wyrok. Sąd uznał jednak, że powódka miała prawo dokonać aborcji. W efekcie tego zabijanie poczętych dzieci stało się legalne w całych Stanach Zjednoczonych. Proces Roe vs Wade okazał się gigantycznym przełomem zarówno w systemie prawnym USA, jak i w świadomości Amerykanów.

Stópki ratują życie

Ruchy antyaborcyjne powstawały pod egidą Kościoła katolickiego. Za pierwszą organizacje pro-life uchodzi Right to Life League założona w 1967 r. z inicjatywy bp. Jamesa McHugha i zaraz potem przemianowana na National Right to Life Committee (NRLC). Współtwórczynią stowarzyszenia była dr Mildred Jefferson, córka pastora metodystów, która jako pierwsza Afroamerykanka wstąpiła do Bostońskiego Towarzystwa Chirurgicznego. Jefferson tworzyła również grupę antyaborcyjną w rodzinnym Massachusetts. Do działaczy antyaborcyjnych pierwszego pokolenia należał ponadto franciszkanin o. Paul Marx, twórca Human Life Center na Uniwersytecie św. Jana w Minnesocie. Virginia Evers poznała ich oboje, podobnie jak dr. Jacka Wilke’a, który był ewangelikiem i działał wśród współwyznawców. Jak przyznają jego współpracownicy, początkowo obrona życia była przez wielu protestantów uważana za sprawę dla katolików, ale m.in. dzięki Wilke’owi zaczęło się to zmieniać. Obrońcy życia organizowali demonstracje i wspierali pomysł wpisania obrony życia do konstytucji, ale ogólne trendy nie były dobre. Prawo nie zmieniło się zasadniczo od 1973 r. W kraju powstawały kolejne przychodnie aborcyjne. Liczba poczętych dzieci, które zginęły w USA od czasów Roe vs Wade, wynosi ok. 60 mln.

Zdarzały się jednak sukcesy, takie jak pomysł wykorzystania wizerunku stópek. Fotografia powstała w 1970 r., a wykonał ją dr Russell Sacco, urolog z Oregonu. Znajomy patolog doktora Sacco miał za zadanie zniszczyć szczątki abortowanych dzieci. Nie mógł się przełamać, żeby to zrobić. Poprosił przyjaciela do swojego gabinetu i pokazał mu zwłoki 7 czy 8 maluchów w formalinie. Zszokowany dr Sacco postanowił je sfotografować, aby pokazać ludziom, czym jest aborcja. – Płakałem przez cały czas, robiąc to zdjęcie – opowiadał później lekarz. Mimo to po wywołaniu okazało się, że fotografia jest dobrej jakości i może posłużyć jako materiał pokazujący społeczeństwu, jak wygląda osoba nazywana przez zwolenników aborcji zlepkiem komórek. Mając ten obraz, dr Sacco jeździł z prelekcjami do szkół i na konferencje. Jednak to Virginia Evers wpadła na pomysł, by stópki stały się ikoną całego ruchu pro-life. Zaprojektowała wpinkę w ich kształcie. Russell Sacco był zachwycony tym, jak dokładnie odwzorowała widok ze zdjęcia. Evers sama dystrybuowała znaczek. Od 1976 r. robiła to przez sklep z patriotycznymi gadżetami, który prowadziła razem z mężem. Trzy lata później marzenie Evers się spełniło – na zjeździe działaczy antyaborcyjnych w Dublinie wizerunek uznano za symbol całego światowego ruchu.

Pod koniec życia Virginia szacowała, że sprzedano 18 mln wpinek w 30 krajach, łącznie z azjatyckimi i afrykańskimi. Dzięki temu Eversowie mogli rozwinąć działalność wydawniczą, produkować materiały dla aktywistów antyaborcyjnych i kręcić filmy. Wspierali też centrum pomocy kobietom w kryzysowej ciąży. Jak podkreślała działaczka pro-life, najważniejsze jest to, że stópki ratują życie. Wśród wielu związanych z nimi historii jest ta z Atlanty, gdzie jeden z działaczy spotkał nastolatkę zastanawiającą się nad dokonaniem aborcji. Była dokładnie w 10. tygodniu ciąży. Podczas rozmowy okazało się, że koleżanka, z którą mieszka, też jest ciężarna i podjęła już decyzję o aborcji. Aktywista dał jej broszurę i wpinkę. Jakiś czas później okazało się, że obie dziewczyny urodziły.

– Szerzyła przesłanie pro-life do ostatniego tchu – powiedziała o matce Dianne. Niemal stuletnia aktywistka była ostatnią żyjącą inicjatorką ruchu powstałego ponad pół wieku temu. Stworzony przez Virginię Evers symbol z pewnością będzie towarzyszył obrońcom życia jeszcze przez wiele lat. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jakub Jałowiczor

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwent nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim. Zaczynał w radiu „Kampus”. Współpracował m.in. z dziennikiem „Polska”, „Tygodnikiem Solidarność”, „Gazetą Polską”, „Gazetą Polską Codziennie”, „Niedzielą”, portalem Fronda.pl. Publikował też w „Rzeczpospolitej” i „Magazynie Fantastycznym” oraz przeprowadzał wywiady dla portalu wideo „Gazety Polskiej”. Autor książki „Rzecznicy”. Jego obszar specjalizacji to sprawy społeczno-polityczne, bezpieczeństwo, nie stroni od tematyki zagranicznej.
Kontakt:
jakub.jalowiczor@gosc.pl
Więcej artykułów Jakuba Jałowiczora

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także