Nowy numer 48/2020 Archiwum

Siła plakatu

– Zwycięstwo w Bitwie Warszawskiej było wynikiem wyjątkowej mobilizacji Polaków, do której doszło także dzięki zaangażowaniu artystów – mówi dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie prof. Andrzej Szczerski.

Opowiada o tym wystawa „1920. Cud Wisły”, którą w 100. rocznicę Bitwy Warszawskiej można oglądać w MNK. Jak wyjaśnia dyrektor muzeum, ekspozycja „pokazuje, w jaki sposób wydarzenie historyczne może być komentowane przez artystów i pozostaje w naszej pamięci właśnie dzięki dziełom sztuki”.

Na wystawie zgromadzono blisko 200 eksponatów – połowa z nich to rysunki, grafiki, obrazy i plakaty propagandowe (zarówno polskie, jak i radzieckie). Można też zobaczyć umundurowanie, uzbrojenie czy odznaczenia związane z wojną polsko-bolszewicką. – Udało się pokazać nie tylko działania militarne, ale i wojnę propagandową, w której plakat odgrywał bardzo dużą rolę – mówi kurator wystawy Piotr Wilkosz.

Wszystko dla frontu!

Tytuł wystawy zaczerpnięto właśnie z jednego z plakatów – przedstawiona na nim Syrenka jedną ręką trzyma za brodę bolszewika, drugą przepędza żołnierza pruskiego. Na plakatach polscy artyści zachęcają do zakupu obligacji Pożyczki Odrodzenia Polski, wstępowania do wojska i obrony ojczyzny. Pojawiają się na nich sztandary z Matką Bożą czy zniszczone kościoły. Na jednym z plakatów widać zarys płonącego kościoła Mariackiego w Krakowie z podpisem: „Czy chcecie, żeby nasze kościoły były zburzone? Jeśli nie, to wstępujcie do wojska!”. Inny plakat nawołuje: „Na pomoc! Wszystko dla frontu! Wszyscy na front!”. – Nawet te, które z punktu widzenia historii sztuki są uznawane za słabsze, bardzo mocno oddziałują na widza – także teraz – przyznaje Piotr Wilkosz. Twórcami prezentowanych na wystawie grafik byli Edmund Bartłomiejczyk, Zygmunt Kamiński, Felicjan Szczęsny Kowarski, Zdzisław Gedliczka, Józef Mehoffer, Józef Ryszkiewicz, Kamil Mackiewicz i Karol Homolacs.

Kurator wystawy „1920. Cud Wisły” zwraca też uwagę, że na plakatach rzadko występują dowódcy. – Józef Piłsudski pojawia się zaledwie kilka razy, Józef Haller tylko raz. Tematem nie jest wódz, ale obrona ojczyzny, żołnierz, który stoi murem czy kontratakuje, oraz przeciwstawienie wartości kultury zachodniej, dobrobytu w Polsce temu, co działo się na Wschodzie – opowiada Piotr Wilkosz.

Bohater i tchórz

Jak tłumaczy kurator wystawy, polskie plakaty można podzielić na dwie grupy. Jedne budują pozytywny wizerunek żołnierza – obrońcy kraju i wartości. Drugie – ukazują okrucieństwo Armii Czerwonej i przedstawiają wizję życia „pod bolszewickim batem”. Widzimy „bohatera”, który wstępuje do wojska, i tchórza, swoją biernością godzącego się na podbój kraju. – Często na tych plakatach pojawia się wizerunek bolszewika o rysach semickich, którego ubiór ma elementy tradycyjnego stroju żydowskiego. To dokument tego czasu, takie wówczas panowały stereotypy – mówi Wilkosz. Przypomina, że były one na tyle mocne, iż w sierpniu 1920 roku minister spraw wojskowych Kazimierz Sosnkowski zdecydował o internowaniu wszystkich ochotników i żołnierzy żydowskiego pochodzenia. Tymczasem – jak zaznacza – gminy żydowskie zachęcały, by wstępować do wojska. W bożnicach zaś, których w przeciwieństwie do kościołów bolszewicy nie niszczyli, znajdowali schronienie m.in. żołnierze z rozbitych polskich oddziałów.

Inny charakter miały plakaty radzieckie, zestawione z polskimi w jednej z sal Kamienicy Szołayskich. Tu wśród nazwisk twórców odnajdziemy Włodzimierza Majakowskiego czy Dmitrija Moora. Bolszewicką propagandą zajmowała się Rosyjska Agencja Telegraficzna – ROSTA. Były to działania szerokie i systematyczne – wydany katalog obejmował 4 tys. takich plakatów. – One tworzyły nowego człowieka – radzieckiego – mówi Piotr Wilkosz. W Polsce plakaty powstawały w Centralnym Komitecie Propagandy Związków Artystycznych oraz odpowiednich wydziałach Ministerstwa Skarbu, Sztabu Generalnego czy Komitetu Obrony Kresów Wschodnich.

Radzieckie plakaty – w przeciwieństwie do polskich – skupiały się na ataku, ofensywie, niesieniu rewolucji całemu światu. Personifikacją Polski był na nich człowiek w stroju szlacheckim, podpisany jako „Pan”.

Nie tylko sztuka

Choć plakaty stanowią na wystawie połowę eksponatów, to coś dla siebie znajdą także miłośnicy militariów i historii – nie tylko sztuki. Wśród zgromadzonych dokumentów jest reprodukcja bolszewickiego szyfrogramu z sierpnia 1920 roku, zapowiadającego atak na warszawską Pragę i sforsowanie Wisły. Piotr Wilkosz podkreśla, że w galerii zaprezentowano wszystkie typy mundurów używane w polskim wojsku w latach 1919–1920 (jest wśród nich kurtka mundurowa Józefa Piłsudskiego). Są także rysunki przedstawiające umundurowanie i wyposażenie polskich żołnierzy, a także wydane przez Wydawnictwo Gier Polskich i Zajęć Pouczających „Aquila”… wycinanki z serii „Wojsko Polskie”. Nie zabrakło też zdjęć – w tym przejmującej fotografii ks. Jana Ziółkowskiego, kapelana 5. Pułku Piechoty Legionów, spowiadającego śmiertelnie rannego żołnierza na polu walki pod Żytomierzem.

W gablotach z uzbrojeniem są i szable (jedna z nich należała do gen. Kazimierza Sosnkowskiego, inna do ułana Stanisława Dusia, który nazywał ją Kozicą), i pistolety czy karabiny. – Wracamy do pożyczki państwowej, do której zachęcały plakaty. To wszystko trzeba było kupić. Poza tym, że żołnierz musiał coś jeść, musiał w czymś chodzić, musiał z czegoś strzelać – opowiada Wilkosz. Zwraca uwagę, że wśród prezentowanych karabinów są egzemplarze produkcji japońskiej, włoskiej, austriackiej, niemieckiej, francuskiej i rosyjskiej. Jeden z nich został na wystawie rozłożony na części pierwsze, by zwiedzający mogli przyjrzeć się jego poszczególnym elementom.

Kurator wystawy zwraca uwagę na rysunki Wiktora Gutowskiego, który od 1920 roku przymierzał się do namalowania panoramy Bitwy Warszawskiej. W jej centrum miała się znaleźć scena z Józefem Piłsudskim stojącym wśród żołnierzy (na wystawie można zobaczyć szkic). Piotr Wilkosz podkreśla, że Gutowski, który sam służył w wojsku, bardzo dbał o wierne przedstawienie militarnych detali. Szczegóły umundurowania i wyposażenia pozwalają np. odróżnić regularnych żołnierzy od ochotników, biegnących w krótkich spodenkach. – To jest mauser, na rysunku widać, jaki to typ – mówi Piotr Wilkosz, wskazując na jeden ze szkiców żołnierskiego wyposażenia.

Jaki jest przekaz ekspozycji zorganizowanej w 100. rocznicę Bitwy Warszawskiej? – Przesłaniem tej wystawy jest pokazanie, jaką siłę sprawczą ma sztuka, jak bardzo twórczość artystów – w tym przypadku plakat – jest w stanie oddziaływać na zbiorową wyobraźnię, generować takie zachowania i procesy historyczne, które znajdują potem kumulację w jednej bitwie –mówi dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie prof. Andrzej Szczerski. – To zwycięstwo, którego świadectwo tutaj mamy, było możliwe dzięki sztuce – zaznacza. Przypomina, że sztuka przyczyniła się też do tego, jak zapamiętana została batalia z 1920 roku.

Piotr Wilkosz przekonuje, że na wystawie „widać wielki wysiłek wszystkich, którym zależało na tym, żeby obronić tę dopiero co odzyskaną niepodległość”. – Bitwa Warszawska, nazywana Cudem nad Wisłą lub Cudem Wisły, była przełomowym momentem w naszej historii. Dzięki zjednoczeniu się wszystkich, nieraz antagonistycznych sił politycznych w Polsce, dzięki niezwykłej ofiarności społeczeństwa polskiego, a przede wszystkim dzięki niezwykłemu poświęceniu i krwi żołnierza polskiego udało się zatrzymać nawałę bolszewicką – mówi. O tym, o jaką stawkę toczyła się gra – przynajmniej według propagandowego przekazu – przypomina radziecki plakat umieszczony pod koniec wystawy. Przedstawia on personifikację Armii Czerwonej witanej przez wszystkie narody świata. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama