Nowy numer 39/2020 Archiwum

Szkarłat i tęcza

Myśl wyrachowana: Celem prowokacji jest skłonienie do odwetu. Ale co to za odwet - spełnić cel wroga?

My to jednak mamy religijnych lewaków. Tyle mają rzeczy do profanowania, a jednak do niczego tak ich nie ciągnie, jak do symboli chrześcijańskich. Najpierw dało się wyczuć ich zainteresowanie teologią maryjną, co poskutkowało przerabianiem wizerunków Matki Bożej na tęczowo. Ostatnio wybija się w ich działalności rys chrystocentryczny. Dobitnym tego przykładem jest zawieszenie flagi z gejowską tęczą na słynnej figurze Chrystusa przed bazyliką Świętego Krzyża w Warszawie. Mniej więcej w tym samym czasie na drzwiach pałacu prezydenckiego pojawił się wizerunek Jezusa Miłosiernego ze zmienionymi kolorami promieni bijących z serca Zbawiciela. Zmienionymi, rzecz jasna, na kolory homotęczy, bo na co innego.

Ktoś powie, że to mało oryginalne, mało kreatywne i że w ogóle ciągle to samo – tęcza, tęcza i tęcza. Owszem, ale spójrzmy na to trzeźwo: co oni mają innego? W ich ideologii to jest chyba jedyna rzecz, jaka się nadaje do pokazania przy dzieciach. Bo tam zasadniczo wszystko kręci się wokół seksu w dowolnej konfiguracji. Cała zaś towarzysząca temu gadka o równości, tolerancji i szacunku jest tam merytorycznie równie istotna, jak dialogi w filmie pornograficznym.

Docenić zatem wypada, że funkcjonariusze ideologii LGBT profanują u nas świętości tym, co mają najprzyzwoitszego. A doceniwszy, z całą życzliwością i spokojem – nie dając się sprowokować – należy ich pociągnąć do odpowiedzialności karnej. Tego wymaga miłość bliźniego i samego siebie, i zwyczajne trzeźwe myślenie. Dopóki, jako chrześcijanie, mamy wpływ na kształt życia społecznego, mamy też obowiązek sprzeciwiać się postępom deprawacji. Tym bardziej że dziś odpowiadamy za kształt jutra naszego, naszych dzieci i wnuków.

Ponad wszelkimi kalkulacjami jednak nie możemy tracić z oczu elementu nadprzyrodzonego. Czy to strojenie wizerunków Chrystusa w bluźniercze symbole czegoś nam nie przypomina? Tam był płaszcz szkarłatny, tu tęczowy. Kolory nie grają roli – w obu przypadkach chodzi o szyderstwo. Jezusowi natomiast chodzi o złamanie mocy szyderstwa. Gdy ludzie się na Synu Człowieczym wyżywają, On ich ocala. Bierze na siebie impet zła i łamie jego ostrze.

Co to znaczy dla mnie? Nie mogę akceptować bluźnierstw, ale tym bardziej nie mogę walczyć metodami ich inspiratora. Ich celem jest zniszczenie przeciwnika. Celem Boga – zniszczenie tego, co niszczy człowieka.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także