Nowy numer 40/2020 Archiwum

Przy kawie działa Bóg

To nie jest zwykły dom, tym bardziej bidul. To dom dla świetnych dzieci z dobrymi matkami.

Boże Narodzenie kilka lat temu. W kuchni wszystko pachnie, nęcą świąteczne potrawy. Dzieciaki uszykowane, uczesane i wystrojone w najlepsze ubrania. Ktoś nuci już kolędy, ktoś kończy dekoracje. Ruch jak w ulu, bo o 18.00 wszyscy mają zasiąść do stołu. Maluchy, kilkulatki i starsze dziewczęta. I ich siostry – matki w brązowych, jak dobra kawa z mlekiem, habitach. Dzwonek do drzwi… – Siostro, mogę u was spędzić święta? – przed drzwiami stoi przemarznięta młoda kobieta z maleńkim dzieckiem na rękach. Może. To też jej dom, mimo że opuściła go dobrych kilka lat wcześniej.

– Co się stało, Kasiu? – padło ciche pytanie, gdy już przestawała płakać, utulona w brązowych ramionach.

– Świat mi się zawalił… Nie mam dokąd pójść, to jest mój dom. Nie mam innego… – Kasia starała się opanować łkanie. Jej mąż przed świętami trafił do aresztu. Kobieta została bez dachu nad głową i bez środków do życia. Wolne miejsce przy stole nareszcie było zajęte. Bo dom to dom. Musi być bezpieczny, duży, zdolny pomieścić każdego. I dać poczucie bezpieczeństwa wszystkim domownikom: małym, większym i całkiem już dorosłym.

Wąwolnica

Przepiękna miejscowość pod Lublinem. Spokój, cisza, wąwozy i sanktuarium Matki Bożej Kębelskiej, która uprasza potomstwo parom starającym się o dzieci. Ale ta sama Madonna uprasza dzieci także… kapucynkom. Bo przychodzą do sióstr z całej Polski. I zostają. Otrzymują wszystko to, czego nie dostały w domach rodzinnych. Miłość, bezpieczeństwo, mądrą dyscyplinę i… dobre, włoskie jedzenie. Siostry kapucynki Najświętszego Serca Jezusa prowadzą w Wąwolnicy wyjątkowy dom dziecka: Dom dla Dzieciaków. – W Polsce mamy pięć domów. A nasze zgromadzenie pochodzi aż ze słonecznej Sycylii. Stąd nasza znajomość kuchni włoskiej i dlatego zawsze można się u nas napić świetnej włoskiej kawy – opowiada s. Małgorzata Stankiewicz. – W Wąwolnicy, Siennicy i Lublinie prowadzimy domy dziecka, bo naszym charyzmatem jest właśnie opieka nad dziećmi potrzebującymi pomocy, opuszczonymi. Dom w Wąwolnicy budujemy, by nasze dzieciaki miały lepsze warunki do życia.

Budowa trwa od 2006 r. Wcześniej, w 2003 r., siostry otrzymały projekt od architekta z Warszawy – taki prezent, ofiarę na budowę domu. Miały też zapewnione wsparcie ofiarodawcy – sponsora. I miały ziemię. Osoba, która zaangażowała się w budowę, nie mogła jednak z przyczyn osobistych dalej pomagać. Siostry, które nie za bardzo orientowały się w kwestiach technicznych, urzędowych, a na prawie budowlanym znały się jeszcze słabiej niż na fizyce kwantowej, musiały więc wszystkiego się nauczyć. I wziąć budowę w zakonne ręce. – Nasze życie skupiało się wokół dzieci, ich spraw i potrzeb. Nagle się okazało, że musimy przeprowadzić wielką budowę. Działkę i projekt miałyśmy, więc trzeba się było przełamać i rozpocząć działania. Zaczęłyśmy prace w 2006 r. – wspomina s. Małgorzata. – Od tego czasu powstaje Dom dla Dzieciaków, a przy nim ważny ośrodek: Centrum Wsparcia Rodziny. – Praca z dziećmi i dla dzieci jest ogromnie ważna. Ale jeszcze ważniejsza jest praca z całą rodziną, tak by dzieci mogły kiedyś wrócić do mamy i taty – tłumaczy s. Cecylia Pytka. – We wszystkich naszych domach staramy się pracować z rodzicami: mogą odwiedzać dzieci, rozmawiamy, wspieramy. Powstające centrum pomocy będzie wspierać rodziców na wielu płaszczyznach. Naszym największym marzeniem jest, by wychowankowie tylko na czas kryzysu w rodzinie mieli u nas przystań. A po pokonaniu trudności rodzinnych dzieci powinny wrócić do rodziców.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama