Nowy numer 47/2020 Archiwum

Wy dajcie im jeść

Mistrzu, my tu już nic nie zdziałamy. Miejsce to jest pustkowiem. Kościół w kryzysie. Odpływ wiernych nieunikniony. Nie mamy tu nic. Duszpasterstwo kuleje. Laicyzacja postępuje. Każ więc rozejść się tłumom… Nie, oni NIE POTRZEBUJĄ ODCHODZIĆ.

Nie wiem, jak jest w greckim oryginale, ale jeden wykrzyknik w polskim tłumaczeniu chyba nie oddaje siły rozkazu, jaki daje uczniom Jezus w dzisiejszej Ewangelii: „Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść!”. Niezwykły jest ten dialog Apostołów z Mistrzem: „Miejsce to jest pustkowiem i pora już późna. Każ więc rozejść się tłumom: niech idą do wsi i zakupią sobie żywności”, pouczają Jezusa racjonalni Apostołowie. A gdy Jezus jednak im każe nakarmić głodnych, oni dalej swoje: „Nie mamy tu nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb”.

Słuchając tego, nie umiałem się oprzeć wrażeniu, że to Ewangelia o nas w Kościele dzisiaj. Kościół ma wszystko, by nakarmić głodnych. Mamy wszystko, by ludzie spragnieni prawdy, dobra i piękna nie zostali odesłani z kwitkiem – do innej grupy, organizacji, ideologii. Mamy wszystko, a zachowujemy się czasem jak uczniowie, którzy „wspaniałomyślnie” chcieli odesłać tłumy do oddalonych mocno sklepików.

Można mieć wszystko, można mieć dosłownie Jezusa pod bokiem, a nie wiedzieć, co z tym „fantem” zrobić. Można mieć pełnię środków zbawczych do rozdysponowania, a mimo to rozkładać bezradnie ręce i biadolić nad tym, że „miejsce to jest pustkowiem” i nic tu już zdziałać nie można. A przecież wystarczy tyko zacząć rozdawać to, co mamy. Przestać zajmować się sobą. Nie godzić się na żaden plan minimum w głoszeniu słowa, w liturgii, w świadectwie, w - owszem, również - społecznym zaangażowaniu i rozwoju zawodowym. Jeśli nie doświadczamy cudu rozmnożenia – wiary, nadziei i miłości, a często również dosłownie chleba, pieniędzy i wszelkich dóbr – to dlatego, że wpatrzeni jesteśmy w swoje ograniczenia. Kościół zmęczony samym sobą też jest zatrutym owocem takiego wpatrzenia się w siebie, zamiast w Tego, który z pięciu chlebów i dwóch ryb jest w stanie – naszymi rękami – nakarmić tłumy.

„Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść!”

„Jedli wszyscy do syta…”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także