Reklama

    Nowy numer 42/2020 Archiwum

Pełne zanurzenie

Wiodącą intencją ojców soborowych było przywrócenie ludziom wierzącym świadomości mocy płynącej z chrztu świętego.

Taką intuicją kierował się też prymas Wyszyński, który po wyjściu z trzyletniego więzienia zaproponował Polakom poddanym komunistycznej ateizacji wielki program odnowy obietnic chrzcielnych. Również Benedykt XVI zachęcał, by każdy w Roku Wiary odbył podróż do własnej sadzawki chrzcielnej. Jezus po swym zmartwychwstaniu nakazał uczniom głosić Ewangelię i udzielać chrztu. Kto chciałby wyrobić sobie pojęcie o tym, jak pierwsi chrześcijanie przeżywali swój chrzest, powinien pojechać do Akwilei. Tam znajduje się piękne baptysterium, a w jego wnętrzu – obszerna sadzawka chrzcielna. Była ona wypełniana bieżącą wodą. W niej uczniowie Jezusa, przez zanurzenie w Jego śmierci i zmartwychwstaniu, nasycani byli mocą z wysoka.

Pewnego razu znalazłem się tam sam. Zbiegłem po siedmiu stopniach, stopami dotykałem dna basenu. Miał on kształt krzyża, wyobrażał matczyne łono Kościoła. Tam rodzili się synowie Boży. Wyobraziłem sobie, jak dawniej kandydaci do chrztu, kierując palec ku zachodowi, wyrzekali się diabła i wszystkich jego knowań, własnych grzechów, po czym zrzucali dawne szaty i zanurzali się w wodach sakramentu, aż po czubek głowy, by dać się całkowicie ogarnąć mocy Chrystusowego zwycięstwa, całkowicie wraz z Nim umrzeć i w całości zmartwychwstać. Nie chcieli, by najmniejsza tkanka ich ciała pozostała nietknięta miłością Pana. Taki obrzęd stawał się programem życia: „umarliście dla grzechu, żyjecie zaś dla Boga w Chrystusie Jezusie”.

Freud, obserwując życie katolików, mawiał sarkastycznie, że wyglądają, jakby byli „źle ochrzczeni”. Brakuje konsekwencji. Chrzest – wyjaśniał Jan Paweł II – domaga się pewnej egzystencjalnej „drogi chrzcielnej”. Trwa ona nieraz przez całe życie i oznacza kompleksowe zaangażowanie: umierać wraz z Jezusem dla grzechu, by wraz z Nim „postępować w nowym życiu”. Dziś, patrząc na chrzty dzieci dokonywane przez polanie główek kilkoma kroplami wody, myślę czasem: „Może nam brakuje tego całkowitego zanurzenia?”. Kilka kropel a cała sadzawka – to stanowi różnicę. Niedostatki naszej chrzcielnej świadomości sprawiają, że bardziej wyglądamy na pokropionych niż wykąpanych. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..