Nowy numer 27/2020 Archiwum

Zdziwienie

Jestem szczerze zdziwiony tym, że spora grupa ludzi uważa, że nie ma żadnej epidemii, że wszystko, co działo się u nas w ciągu ostatnich miesięcy, było niepotrzebne, że było albo rodzajem dywersji, albo narzędziem w politycznej walce.

Epidemia była i jest cały czas wykorzystywana politycznie. Najprostszy przykład to kwestia wyborów prezydenckich. Działania wielu polityków – i koalicji rządzącej, i opozycji – obniżają szacunek wobec instytucji państwa, wiarygodność komunikatów, zaleceń i nakazów. Zostały one wprowadzone w Polsce bardzo wcześnie – w porównaniu z innymi krajami europejskimi – i może właśnie dlatego nasza sytuacja epidemiczna odstaje od sytuacji w Hiszpanii, Włoszech czy Francji. Nie potrafimy cofnąć czasu, nie potrafimy z całą pewnością stwierdzić, co by było, gdyby Polska nie podjęła zdecydowanych kroków. Dzisiaj jest wielu mądrych. Niektórzy „od początku widzieli”, inni „od początku informowali”. Mam przeczucie, graniczące z pewnością, że gdybyśmy byli drugą Lombardią, gdzie ludzie umierali na szpitalnych korytarzach z powodu braku łóżek i sprzętu, te same osoby też mówiłyby: „od początku widzieliśmy”, a inni: „od początku informowaliśmy”. Epidemii nie ma i nie było. Wszystkie to obostrzenia, regulacje, zamrażanie to szkodliwe wymysły.

Chyba staliśmy się ofiarami własnego (przypadkowego?) sukcesu. Na początku były przerażające obrazki z Włoch. Wtedy nie słyszałem wątpliwości. Dzisiaj o Włoszech już nikt nie mówi, a w Polsce epidemia potoczyła się innymi torami. Znacznie łagodniejszymi, w efekcie grono niewierzących szybko rośnie. Podobnie jest ze szczepionkami. Stały się ofiarą swojej skuteczności. Wielu nie wierzy w ich skuteczność, bo… są skuteczne. Gdyby działały na 50 proc., gdyby ludzie chorowali na krztusiec, błonicę czy polio, nastawienie do szczepień byłoby inne. No ale o tych chorobach się nie słyszy, ludzie nie chorują na nie i nie umierają.

Dzisiaj nie można powiedzieć, dlaczego epidemia SARS--CoV-2 obchodzi się z nami łagodniej niż z innymi. Pierwsze, co przychodzi do głowy, to szybka reakcja władz. Z całą pewnością było to bardzo ważne, choć nie można stwierdzić, że było jedynym czynnikiem. Wciąż nie została potwierdzona ani też obalona hipoteza, że statystycznie większą odporność na wirusa mają społeczności, które w przeszłości były szczepione na gruźlicę. Faktem jest też, że zachodnie społeczeństwa są starsze od naszego, a prawdopodobieństwo ciężkiego przechodzenia choroby i w efekcie śmierci jest mocno skorelowane z wiekiem. Kluczowe znaczenie może też mieć model społeczeństwa.Czy grają tu rolę jeszcze jakieś inne czynniki? Z całą pewnością tak, ale dzisiaj nie wszystkie są zidentyfikowane i nie wiemy, jaki jest ich udział. Na ich zbadanie przyjdzie czas. Ale to, że nie wszystko wiemy, że nie wszystko rozumiemy, nie znaczy, że epidemii nie ma. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się