Nowy numer 48/2020 Archiwum

Racja czy relacja

Myśl wyrachowana: Wielkie podziały rodzą się z nieprzebaczonych drobiazgów.

Skłóciłem się z przyjaciółmi, z którymi w sprawach zasadniczych dzielę te same przekonania. Ale poszło o rzeczy niezasadnicze. O sprawy pandemiczne i pokrewne, które niespecjalnie zależą od tego, kto wygra w dyskusji o nich. Rozpędzony polemicznie użyłem za ostrych środków wyrazu, nieprzystających do rangi sprawy. No i zraniłem – i między nami na łączach zapadło milczenie. W takiej ciszy strony konfliktu zazwyczaj bezwiednie konstruują w sobie coraz gorszy obraz przeciwnika. No bo skoro z nim nie rozmawiam, to znaczy, że mam powód, prawda? Bo ja jestem przecież rozsądny i skoro coś robię, to musi to mieć uzasadnienie. Więc tak sobie uzasadniam, uzasadniam, aż tu nagle przychodzi myśl: co ty najlepszego robisz? Przecież ludzie nie stają się gorsi dlatego, że wyrażają inne zdanie w dyskusyjnych kwestiach. I ty dla takich drobiazgów, które za chwilę stracą aktualność, poświęcasz przyjaźń? Dla bzdurnego poczucia, że dominujesz w sporze, o którym wiesz, że pozostanie nierozstrzygnięty, jesteś gotów zerwać dobre więzi? Chcesz stracić wielką wartość, nic za to nie zyskując?

Bo tak właśnie jest: zysku z tego żadnego, same straty. Owszem, są sprawy, w których nie można za nic ustępować, ale tematy społeczno-polityczne zwykle do takich nie należą, a w sporach o nie z zasady nikt nikogo nie przekonuje. Po kłótni każdy pozostaje przy swoim, tyle że jest bardziej nastroszony, niż był przed kłótnią. Po starciu strony konfliktu z reguły jeszcze głębiej okopują się na swoich pozycjach i gęściej się ostrzeliwują.

Do otrzeźwienia pomógł mi fakt, że okazałem się niekonsekwentny i sam zrobiłem to, co krytykowałem u innych. Gdy zostało mi to słusznie wytknięte, zdałem sobie sprawę z głupoty, jaką jest kruszenie kopii o wiatraki. I kopia zniszczona, i wiatrak uszkodzony, a atmosfera przyjemna jak w Senacie obecnej kadencji. No, świetny interes.

„Jeżeli to jest możliwe, o ile to od was zależy, żyjcie w zgodzie ze wszystkimi ludźmi!” – mówi św. Paweł. Nie zawsze to jest możliwe i nie zawsze zależy od nas, ale w tym wypadku było i zależało. Tą więc myślą zmotywowany, szczerze przeprosiłem swoich adwersarzy i uzyskałem przebaczenie. Niewiele później do głowy przyszło mi wezwanie apostoła: „Nie dawajcie miejsca diabłu”.

Myślę, że pielęgnowanie uraz i zwlekanie z pojednaniem jest dawaniem miejsca diabłu. Na tej pożywce z głupstw wyrastają wielkie nieszczęścia. A przecież zazwyczaj można pozostawać przy swoich racjach, pozostając też w dobrych relacjach.•

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także