Nowy numer 48/2020 Archiwum

Enzo Bianchi pogodził się z decyzją papieża i opuścił Wspólnotę z Bose

W ponad dwa tygodnie po wydaniu dekretu watykańskiego i po kilku próbach nawiązania dialogu ze Stolicą Apostolską Enzo Bianchi – założyciel Wspólnoty Monastycznej z Bose na północy Włoch – ostatecznie opuścił ją wraz z dwojgiem swych najbliższych współpracowników.

Według włoskiego dziennika „La Stampa” do ustąpienia przekonał 77-letniego „buntownika” 80-letni o. Bartolomeo Sorge – jezuita, długoletni dyrektor dwutygodnika włoskich jezuitów „La Civiltà Cattolica”.

O decyzji swego założyciela oznajmiła na swej stronie internetowej sama Wspólnota, zaznaczając, że nastąpiło to „nazajutrz po uroczystości Zesłania Ducha Świętego” [31 maja br. – KAI]. Wtedy to odebrała ona wiadomość, iż „jej założyciel razem z br. Goffredo Bosellim i s. Antonellą Casiraghi oświadczyli, że zaakceptowali, w duchu posłuszeństwa pełnego cierpienia, wszystkie rozporządzenia zawarte w Dekrecie Stolicy Apostolskiej z 13 maja 2020 r.”. Dodano, że inny bliski współpracownik E. Bianchiego – br. Lino Breda od razu podporządkował się wspomnianemu dokumentowi, podpisanemu przez kard. Pietro Parolina, sekretarza stanu Stolicy Apostolskiej, nakazującemu mu również opuszczenie Bose.

Wspólnota podała również, iż w najbliższych dniach wszyscy oni „będą żyli przez czas, wskazany w rozporządzeniach, jako bracia i siostra Wspólnoty w miejscach innych niż Bose i bractwa Wspólnoty”.

Jednocześnie mnisi i mniszki z Bose proszą swych przyjaciół i gości, „którzy towarzyszyli nam modlitwą i uczuciem w tych trudnych dniach”, aby nie przestawali „wstawiać się za nami wszystkimi wszędzie, gdziekolwiek się znajdujemy i żyjemy”. Jest to prośba o modlitwę „za każdego z nas i za całą Wspólnotę, aby mogła ona nadal kroczyć szlakiem swego charyzmatu założycielskiego, wierna swemu powołaniu jako monastyczna ekumeniczna wspólnota braci i sióstr z różnych wyznań chrześcijańskich, aby nadal dawała codzienne świadectwo Ewangelii wśród mężczyzn i kobiet naszych czasów”.

W tym samym czasie założyciel wystosował wymowny tweet: „Nadchodzi godzina, w której tylko w milczeniu można wyrazić prawdę, ale prawda jest słuchana w swej nagości i na krzyżu, który jest jej tronem. Jezus, aby powiedzieć prawdę przed Herodem, uczynił to w milczeniu: «Jesus autem tacebat» - napisano w Ewangelii”.

Zdaniem włoskiego dziennika br. Bianchiego namówił do podporządkowania się woli Watykanu jezuita o. Bartolomeo Sorge. E. Bianchi „musiał zaakceptować z miłością cierpienie próby”, gdy przeczytał słowa jezuity, iż „bunt i opór wobec decyzji papieża byłyby fatalnym błędem, gdyż w takich przypadkach przyjmuje się krzyż, nawet nie rozumiejąc powodów”. Choć sam o. Sorge przyznaje, że nie zna całej sprawy ze wszystkimi szczegółami, to jednak dostrzega w niej podpis Boży. „Gdy Kościół interweniuje, całuje się rękę Kościoła, który jest naszą matką i nie jest zainteresowany masakrowaniem swego syna. Później zobaczymy owoce, uderzenia są dowodem prawdziwości dzieła Bożego. Dlatego właśnie radzę ojcu [w rzeczywistości Bianchi nie jest kapłanem – KAI] Bianchiemu, by od razu spakował walizki i udał się tam, dokąd go wysyłają i aby uczynił to z radością” – napisał o. Sorge.

Przyznał, że tego rodzaju cios powoduje cierpienie i dodał, że decyzja ta uderza w samego papieża, który „w chwili, gdy jest atakowany, [sam] pozbawia się swego obrońcy”. Ale również to jest jakimś znakiem, nie przypadkiem – stwierdza jezuita, który sam został w swoim czasie usunięty z zakonu. Przypomniawszy też rozwiązanie Towarzystwa Jezusowego przez Klemensa XIV w 1773, duchowny zauważył, że „w Kościele dzieją się bolesne fakty, jak to, co się stało z o. Bianchim lub z nami, jezuitami”. Zaraz jednak dodał, że wszystko to „nie przekreśla uczynionego dobra”, podkreślając, że "trzeba to widzieć oczami wiary, gdyż samym tylko spojrzeniem historycznym nie można tego zrozumieć”.

Według włoskiego jezuity „nie da się wymazać tego dobrego, które uczynił o. Bianchi swym nauczaniem nt. soborowej odnowy Kościoła lub tego, co zrobił na płaszczyźnie ekumenicznej, także swym wyczuciem i wspieraniem dialogu katolików i protestantów”. Jest to ogromny wkład nie do usunięcia – podkreślił o. Sorge. W tym kontekście wezwał on byłego przełożonego z Bose do zaakceptowania tej próby nawet jeśli łączy się to z cierpieniem, dodając, że on osobiście uważa takie próby za „podpis Boga, poświadczający prawdziwość Jego dzieł. Ten podpis to krzyż”.

„I jeśli nawet nie znam konkretnych spraw, to fakt, że Kościół interweniuje specyficzną autoryzacją papieża, jest dla mnie podpisem Boga” – stwierdził jezuita. Wyraził przekonanie, że Wspólnota z Bose „będzie musiała obecnie poprawić niektóre sprawy i «powstać» na nowo trochę tak, jak zrobiliśmy to także my, jezuici, którzy później mieliśmy pięciuset świętych i błogosławionych”.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama