Nowy numer 48/2020 Archiwum

"Umieram w domu, który do mnie nie należy"

Postać Matyldy Salem przypomina nam, byśmy nie zapominali o Syrii w tym trudnym czasie.

Jeśli usłyszymy nazwę Salem to myślę, że będziemy mieć rozbieżność w tym, co sobie pomyślimy. Nam przede wszystkim powinno przyjść do głowy, że w Biblii znajdziemy wyjaśnienie, że to stara nazwa na Jerozolimę. Część z nas co prawda może kojarzyć kota o tym imieniu z bardzo starego serialu. A inni pewnie pomyślą jeszcze o czarownicach (miejmy jednak nadzieję, że są w mniejszości).

Jednak Matylda Salem (nazwisko po mężu) zasługuje na naszą uwagę, bo urodziła się w Aleppo w Syrii w 1904 roku. Pochodziła z zamożnej rodziny.  Uczyła się u ormiańskich sióstr Niepokalanego Poczęcia. Była pobożną dziewczyną. 15 sierpnia 1922 r., w wieku 18 lat, wyszła za mąż za Georgesa Eliasa Salema, bogatego biznesmena. Był to co prawda człowiek porywczy, ale dobry, a w stosunku do żony zawsze uprzejmy. Wkrótce odkryli, że nie mogą mieć dzieci. Georges zachorował na cukrzycę. W 1944 roku zmarł.

Matylda spokojnie mogła wyjść ponownie za mąż, jednak wybrała służbę drugiemu człowiekowi. Jej mąż pragnął otworzyć szkołę zawodową, która szkoliłaby przyszłych pracowników. Współpracując z arcybiskupem greko-katolickim Isidoro Fattal zaczęła realizować testament męża. Powstała Fundacja Georgesa Salema. Do jej realizacji zaproszono w 1947 roku salezjanów. Inicjatywa ta stała się dla niej domem i rodziną. 

Trzeba przyznać, że jej zaangażowanie w różne organizacje było ogromne. Była współpracownicą salezjańską, członkinią Trzeciego Zakonu św. Franciszka, współzałożycielką Dzieła Nieskończonej Miłości i chyba niemal wszystkich stowarzyszeń charytatywnych. Była m.in. wiceprzewodniczącą Czerwonego Krzyża. Roztaczała opiekę nad młodocianymi więźniami. 

W 1959 roku dowiedziała się, że ma raka. Chyba musiała swoją odpowiedzią zaskoczyć lekarza, gdy jej to oznajmił. "Dzięki Ci, Boże" - powiedziała. Przez kolejnych 20 miesięcy przeszła istną Drogę Krzyżową. Wszystkie swoje dobra rozdała w testamencie różnym organizacjom dobroczynnym. Gdy umierała powiedziała: "Umieram w domu, który do mnie nie należy". 

Zmarła w opinii świętości w 1961 roku. Miała 56 lat. Jest pochowana w kościele salezjańskim w Aleppo. 

Myślę, że przy tej całej pandemii postać Matyldy może nas jeszcze bardziej motywować do pomocy innym. Oddała wszystko bliźnim. Gdy spojrzymy na stronę Caritas przeczytamy, jak trudna i tragiczna sytuacja jest w Syrii. W ciągu 10 lat ponad 10 milionów osób opuściło swoje domy w poszukiwaniu bezpiecznego schronienia. Ponad pół miliona osób straciło życie, a los tysięcy innych jest nieznany. 70% Syryjczyków żyje w skrajnej biedzie. Przynajmniej 31% budynków zostało zniszczonych. Jeśli my nie będziemy o nich pamiętać i im nie pomożemy, to kto?

Zachęcam do zajrzenia na stronę caritas.pl/syria 

Możemy pomóc za pomocą wpłaty jednorazowej albo np. otoczyć opieką rodzinę. Uczyńmy ten świat odrobinę lepszy. 


Korzystałam z książki ks. S. Szmidta SDB, Święci, błogosławieni, słudzy boży rodziny salezjańskiej, Wyd. Salezjańskie 1997 

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama