Nowy Numer 38/2020 Archiwum

Koniec zabawy

Film „Zabawa w chowanego” boli. To nic, że wielu z nas ma szczęście znać zupełnie inny Kościół. Właśnie dlatego, że wiemy, że może być inaczej, nie ma zgody na mechanizmy ułatwiające życie przestępcom w Kościele.

Film „Zabawa w chowanego” boli z wielu powodów. Boli przede wszystkim krzywda ofiar, boli niemądra, a czasem bezduszna reakcja ludzi Kościoła… Ale boli również cały ten urzędniczo-feudalny schemat działania, pewien specyficzny klimat, który jest jednym z głównych źródeł albo ignorowania problemu, albo świadomego krycia „swoich”. Bo trzeba powiedzieć to jasno i wyraźnie: to nie jest film o grzechu w Kościele; to film o przestępstwach w Kościele oraz o mechanizmach, a raczej mentalności pozwalającej przestępstwom kiełkować, rosnąć i później zbierać swoje zabójcze żniwo. Celowo piszę, że to nie jest film o grzechu w Kościele. Grzechy ludzi Kościoła – moje i twoje – były, są i będą źródłem kryzysów na każdym poziomie do końca świata. Film mówi jednak o grzechach, na które są konkretne paragrafy – i w Kodeksie karnym, i w Kodeksie prawa kanonicznego.

Nie zmieni się wiele w kwestii podejścia do tych spraw, dopóki nie dojdzie nie tylko do realnej wymiany personalnej tam, gdzie jest to już konieczne, ale również dopóki nie nauczymy się na nowo mówić w Kościele językiem… rozmowy, nazywania rzeczy po imieniu, a nie językiem suchych oświadczeń i komunikatów. I nie zmieni się nic lub niewiele, dopóki będziemy sprowadzać przestępstwo tylko do grzechu. Ten ostatni wymaga nieraz solidnego rachunku sumienia i pokuty. Przestępstwu należy zapobiegać, a jeśli do niego doszło – nie pozwolić, by mogło dojść do skrzywdzenia kolejnych osób. Są do tego odpowiednie narzędzia i w prawie świeckim, i w prawie kościelnym.

To prawda, że Kościół, jakiego wielu z nas doświadcza na co dzień, jest inny niż ten pokazany w filmie braci Sekielskich. To prawda, że doświadczamy w nim ciężaru własnych i cudzych grzechów, ale jednocześnie i przede wszystkim doświadczamy w nim wspólnoty wiary i łaski, danej nam za darmo. Wiemy też, że jest możliwe takie zarządzanie Kościołem, które jest pasterzowaniem, a nie tylko administrowaniem. I właśnie dlatego, że wielu z nas ma doświadczenie takiego Kościoła, film „Zabawa w chowanego” tak bardzo boli. Nie dlatego, że powstał (skoro sami nie potrafimy rozwiązać problemu, nie dziwmy się, że robi to ktoś inny), tylko dlatego, że nie może być zgody na przestępstwa, mechanizmy i całą tę straszną nomenklaturę, tak obcą wszystkiemu, z czym powinna kojarzyć się wspólnota odkupionych. 

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także