Nowy numer 48/2020 Archiwum

(Za)maskowani

Nakładanie na twarz maseczki ma sens, ale tylko wtedy, gdy odpowiednio jej się używa. Gdy maska jest brudna, wilgotna czy używana przez różne osoby, może bardziej zaszkodzić niż pomóc. A dbanie o maseczkę nie jest ani skomplikowane, ani czasochłonne.

Maska nie tyle zabezpiecza nas, co zabezpiecza innych. Nie chroni przed zakażeniem (się), tylko przed zakażaniem (innych). Osoba chora, która kicha lub kaszle, rozsiewa wirusa, a mając przed ustami maseczkę, zasadniczo ogranicza odległość, na jaką wylatują kropelki śliny czy ogólnie wydzieliny z jej ust. Specyfika COVID-19 jest taka, że większość zakażonych nie ma żadnych objawów albo objawy są na tyle słabe, że łatwo je zignorować czy przypisać chwilowej niedyspozycji. Niestety, zakażają wszyscy, nawet ci, którzy nie są tego świadomi. Nawet ci, którzy nie kaszlą. Oddychanie, mówienie powoduje, że z naszych ust wylatują mikrokropelki śliny, w których może być wirus. Kilka tygodni temu w japońskim Centrum Chorób Zakaźnych przeprowadzono eksperyment, w którym wykorzystano specjalne kamery oraz lasery, by zmierzyć wielkość kropelek śliny wylatujących z ust podczas zwykłej rozmowy i oddychania przez usta. Okazało się, że mogą one mieć wielkość zaledwie 1/10 000 części milimetra i mogą utrzymywać się w powietrzu w zamkniętych pomieszczeniach nawet kilkadziesiąt minut. Maska na twarzy, nawet chirurgiczna, nie odfiltruje tak małych obiektów. Ale maska na twarzy chorego, nawet nieświadomie chorego, kogoś, kto kicha, kaszle albo rozmawia, zasadniczo może zmniejszyć ilość tych mikrokropelek oraz ich zasięg. Chirurg zakłada na sali operacyjnej maskę nie dlatego, że boi się infekcji ze strony pacjenta, którego serce czy wątrobę operuje. On zakłada maskę, żeby nie zainfekować operowanego pacjenta.

Odpowiednia higiena

Jaka jest skuteczność maseczek? W chronieniu siebie może być niewielka, bo w zależności od rodzaju materiału, z jakiego maska jest wykonana, wynosi od kilku do kilkudziesięciu procent. Maski zasadniczo jednak ograniczają zasięg kropelek wydzielin, w których u osób chorych znajdują się patogeny (i wirusy, i bakterie). Na tym polega ich siła. Ale to, co powoduje, że w ogólnym rozrachunku maski są skutecznym narzędziem ograniczającym rozprzestrzenianie się choroby (szczególnie wtedy, gdy tak duża część chorujących nie ma żadnych objawów), w niektórych sytuacjach może być kłopotem i źródłem problemów. Na powierzchni maski, w materiale, z którego jest ona wykonana, mogą się namnażać bakterie. Szczególnie że ta część maski, która jest w bezpośrednim sąsiedztwie ust i nosa, pozostaje cały czas wilgotna. Masek jednorazowych nie wolno nosić wielokrotnie. Pod żadnym pozorem nie wolno używanej maski przekazywać innej osobie. To może być dla niej źródło infekcji. Powierzchnia maski (i jednorazowej, i wielorazowej) nie może być wilgotna od oddechu. Gdy taka się staje, maska powinna być wymieniona na świeżą. W praktyce oznacza to, że osoby, które muszą być w masce przez wiele godzin, powinny ją kilkakrotnie wymieniać. Maski jednorazowe zaraz po zdjęciu z twarzy powinny trafić do zamykanego kosza na śmieci. Zużyte maski wielorazowe należy schować do szczelnego worka. Zużytej maski nie powinno się wkładać do kieszeni czy torebki, gdzie będzie miała bezpośredni kontakt z przedmiotami takimi jak telefon, portfel czy klucze.

Zużyta maska (to samo dotyczy chust czy szalików) może być używana powtórnie, jeżeli zostanie wyprana. To pranie nie musi przebiegać w bardzo wysokiej temperaturze. Nawet w 40 st. C, pod wpływem detergentów (proszku czy płynu do prania), tłuszczowa otoczka wirusa rozpadnie się, a wirus przestanie być aktywny. Po praniu można maseczkę wyprasować. Wysoka temperatura żelazka spowoduje, że nawet bardziej odporne na temperaturę i detergenty bakterie zostaną unieszkodliwione.

Złudne poczucie

Pranie i częsta wymiana zużytych maseczek to bardzo ważny aspekt ich odpowiedniego używania. Ale jest jeszcze drugi – odpowiednie noszenie. Przed założeniem maski i po jej zdjęciu trzeba dokładnie umyć dłonie. Maska musi być dobrze dopasowana do twarzy. Jeżeli jest maseczką chirurgiczną, trzeba przypilnować, by metalowa blaszka została wygięta tak, żeby przylegała do nosa. W maseczkach, które mają gumki albo tasiemki, trzeba zadbać o to, by brzegi maski przylegały do twarzy tak, by usta i nos były zasłonięte. Podczas używania nie powinno się dotykać powierzchni maski, a przy jej zdejmowaniu i zakładaniu chwytamy ją za brzegi, a najlepiej za gumki czy tasiemki. Maskę – na wszelki wypadek – powinniśmy traktować jak przedmiot zanieczyszczony biologicznie. Żadnego sensu nie ma zakładanie masek na brodę albo tak, że zasłaniamy nią usta, ale zostawiamy nieprzysłonięty nos.

Źródłem od 40 do 80 proc. wszystkich infekcji są osoby przechodzące je bezobjawowo albo przedobjawowo. Maski nosimy więc nie dla siebie, ale po to, by chronić innych. Noszenie maski nie może dawać złudnego poczucia bezpieczeństwa. Istnieją badania, które wykazały, że noszenie masek na twarz zmniejszało czujność i skutkowało np. rzadszym myciem rąk i nieprzestrzeganiem bezpiecznej odległości pomiędzy ludźmi. To błąd. Maska ma uzupełniać inne środki, takie jak higiena czy dystans pomiędzy osobami. Maska źle założona, brudna i wilgotna nie daje nawet pozoru bezpieczeństwa.

Zgodnie z rządowym rozporządzeniem, obowiązek zakrywania ust i nosa (noszenia masek) nie dotyczy dzieci do lat 4. Małe dzieci nie mają jeszcze wystarczająco silnych mięśni, a przeszkoda w oddychaniu, jaką jest maska, mogłaby się przyczynić do ich niedotlenienia. Z tych samych powodów masek nie muszą nosić osoby chore lub starsze, mające problemy z oddychaniem. Masek nie muszą zakładać również kierowcy transportu publicznego, jeżeli są odgrodzeni od pasażerów, rolnicy w czasie pracy w gospodarstwie oraz żołnierze podczas pełnienia swoich funkcji.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się