Nowy numer 49/2020 Archiwum

Tropy do zbadania

Wznowienie przez pion ścigania IPN śledztwa w sprawie okoliczności śmierci ks. Franciszka Blachnickiego nie tylko stwarza szansę na ujawnienie ludzi, którzy mogli się do niej przyczynić, ale może też znacznie poszerzyć wiedzę na temat znaczenia ośrodka w Carlsbergu na mapie polskich inicjatyw niepodległo-ściowych.

Dlaczego sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki był tak niebezpieczny dla systemu komunistycznego? Powodów jest wiele i każdy z nich wpisuje się w heroiczną biografię tego kapłana. Stworzony przez niego ruch oazowy przełamał monopol komunistycznego państwa na wychowanie młodzieży. Szacuje się, że uformował blisko 2 mln Polaków. Stan wojenny zastał go w Rzymie. W roku 1982 osiadł w ośrodku polskim Marianum w Carlsbergu w RFN. Tam zorganizował Międzynarodowe Centrum Ewangelizacji Światło–Życie i prowadził duszpasterstwo wśród polskiej emigracji. W czerwcu 1982 r. założył Chrześcijańską Służbę Wyzwolenia Narodów – stowarzyszenie skupiające Polaków i przedstawicieli innych narodów Europy Środkowo-Wschodniej wokół idei suwerenności i jedności narodów w walce o wyzwolenie. Prowadził tam działalność rekolekcyjną i wydawniczą w oparciu o wydawnictwo i drukarnię Maximilianum.

Ostatni dzień

Tuż przed śmiercią ks. Blachnickiego dotarł do niego działacz Solidarności Walczącej Andrzej Wirga z informacją, że dwoje współpracowników księdza, Andrzej i Joanna Gontarczykowie, to agenci SB. Po latach okazało się, że działali pod pseudonimami „Yon” i „Panna”. Do RFN zostali przerzuceni przez wywiad PRL w 1982 r. w ramach akcji łączenia rodzin. Mieli penetrować ośrodki emigracyjnej Solidarności oraz Radio Wolna Europa. Później ich głównym celem stał się ks. Blachnicki, którego poznali w 1984 r. Zamieszkali w Carlsbergu, pracowali w drukarni i wydawnictwie.

26 lutego 1987 r. ks. Blachnicki rozmawiał z najbliższymi współpracownicami: Zuzanną Podlewską i Grażyną Sobieraj. W zaufaniu powiedział im, że Gontarczykowie robili w Carlsbergu krecią robotę i przyczynili się do ruiny finansowej drukarni i wydawnictwa. Zapowiedział, że następnego dnia z nimi porozmawia. 27 lutego spotkał się z Gontarczykami w drukarni. Doszło do burzliwej rozmowy. Tego samego dnia zasłabł i wkrótce zmarł. Niemiecki lekarz dr Reiner Fritsch stwierdził, że śmierć nastąpiła z przyczyn naturalnych i była wynikiem powikłań związanych z cukrzycą. Pianę, która wydobywała się z ust umierającego księdza oraz po jego śmierci tłumaczył jako objaw ostrego obrzęku płuc. Trudno to będzie zweryfikować, gdyż dokumentacja medyczna została kilka lat temu zniszczona, a sekcji zwłok ani badań toksykologicznych nie zrobiono. Gontarczykowie pozostali w Carlsbergu do następnego roku. Uciekli w kwietniu 1988 r., gdy wokół nich zaczęła narastać atmosfera podejrzliwości i dowiedzieli się o toczącym się przeciwko nim śledztwie niemieckiej prokuratury i kontrwywiadu. Te fakty zostały potwierdzone w śledztwie IPN powadzonym przez prok. Ewę Koj.

Mechanizm osaczania

Na nowym etapie tego śledztwa wątek Gontarczyków powinien zostać pogłębiony. Nie wiemy bowiem, jaki był całościowy polityczny plan zwalczania ks. Blachnickiego i czy poza „duetem operacyjnym” w Carlsbergu działali inni agenci. Z pewnością operacje w Carlsbergu były dla wywiadu ważne. Starannie chroniono Gontarczyków przed dekonspiracją. Dysponowali oni adresem w Gliwicach, na który wysyłali zaszyfrowane wiadomości. Nie kontaktował się z nimi żaden z oficerów wywiadu pracujących w RFN, ale funkcjonariusz działający w Austrii, z którym spotykali się w Salzburgu bądź w Splicie. Jego aresztowanie w 1986 r. skomplikowało sytuację, a także działalność nadzorującego ich pracę w centrali kpt. Waldemara Dorantowskiego – inspektora XI Wydziału I Departamentu MSW. Była to elitarna jednostka powołana do zwalczania ideologicznych przeciwników komunizmu poza granicami PRL. Bezpośrednim zwierzchnikiem Dorantowskiego był płk Czesław Jackowski. W III Rzeczypospolitej został doradcą szefa Agencji Wywiadu Zbigniewa Siemiątkowskiego. Na dokumentach dotyczących „Yona” i „Panny” znajdują się m.in. adnotacje gen. Władysława Pożogi, wiceministra spraw wewnętrznych i zaufanego współpracownika gen. Czesława Kiszczaka.

W dossier Gontarczyków są jeszcze dwa inne ciekawe nazwiska oficerów peerelowskiego wywiadu: pułkownika Henryka Bosaka oraz majora Aleksandra Makowskiego. Bosak odbierał ich z granicy jugosłowiańskiej, gdy uciekli z Carlsbergu. Makowski nadzorował ich działania. Bosak po 1989 r. był jednym z ważniejszych doradców środowisk postkomunistycznych w sprawach służb specjalnych. Makowski nie przeszedł weryfikacji, ale zasłynął jako międzynarodowy pośrednik operujący m.in. na Bliskim Wschodzie między talibami, rosyjskim wywiadem i CIA. Rozpracowaniem ks. Blachnickiego zajmowali się najlepsi oficerowie peerelowskiego wywiadu, mający rozległe kontakty w służbach całego bloku wschodniego, aktywni po 1989 r.

Ślad Stasi

W Carlsbergu działała nie tylko agentura peerelowskiego wywiadu. Wskazują na to wydarzenia, jakie rozegrały się 23 maja 1982 r. na przejściu granicznym między RFN a NRD, w miejscowości Wartha. Enerdowskie służby graniczne zatrzymały tam do kontroli volkswagena transita, należącego do Caritas Mannheim, wiozącego dary do Polski. Jechali nim Jadwiga i Marian Zającowie oraz Waldemar Kos. W trakcie rewizji wśród proszków do prania i innych artykułów chemicznych znaleziono blisko 200 egz. pisma „Prawda, Krzyż, Wyzwolenie”, inną „bibułę”, głównie Ruchu Światło–Życie, oraz pisma ks. Blachnickiego. Zającowie i Kos zostali aresztowani. Następnie enerdowska prokuratura wojskowa przekazała dokumentację zarekwirowanych przedmiotów oraz zeznania zatrzymanych do Polski. Przesyłkę nadzorował osobiście naczelny prokurator wojskowy NRD gen. porucznik Alfred Leibner. Dokumentację uzupełnił kasetami z nagraniami wystąpień ks. Blachnickiego w telewizji RFN. Udział Leibnera w działaniach przeciwko ks. Blachnickiemu wart jest głębszej analizy. Był on ważną figurą w enerdowskim establishmencie – kierował prokuraturą wojskową, był zastępcą naczelnego prokuratora NRD i zaufanym człowiekiem Moskwy.

Wpadka transportu do Polski wskazuje, że enerdowska policja polityczna dysponowała szczegółowymi informacjami o jego zawartości. Incydent w miejscowości Wartha miał poważne konsekwencje. Materiał dostarczony z Berlina Wschodniego został wykorzystany w śledztwie prowadzonym przez Naczelną Prokuraturę Wojskową PRL przeciwko ks. Blachnickiemu. Nadzorował je szef Naczelnej Prokuratury Wojskowej, a zarazem zastępca prokuratora generalnego PRL gen. brygady Józef Szewczyk. To ponura postać. Zasłynął złożeniem w czerwcu 1982 r. nadzwyczajnej rewizji wyroku skazującego górników z kopalni Wujek. Domagał się podwyższenia im kary z 4 do 8 lat. Fakt, że przejął bezpośredni nadzór nad tym śledztwem, świadczy o tym, że w sprawie tej zapadły decyzje na najwyższych szczeblach peerelowskiej władzy. A współpraca z organami ścigania NRD wskazuje, że działania były koordynowane w skali całego bloku.

W lutym 1983 r. Naczelna Prokuratura Wojskowa PRL zdecydowała o przedstawieniu ks. Blachnickiemu zarzutów o tzw. szkodnictwo polityczne. To umożliwiło domaganie się dla niego nawet najwyższego wymiaru kary. W lutym 1983 r. wydano postanowienie o tymczasowym aresztowaniu księdza i rozesłano za nim list gończy. Myślę, że ciągle nie mamy świadomości, o jak wysoką stawkę toczyła się wtedy rozgrywka wokół ks. Blachnickiego.

Bliska współpraca prokuratorów z Warszawy i Berlina Wschodniego przeciwko ks. Blachnickiemu powinna być szczegółowo zbadana w obecnym śledztwie. Trudniej będzie znaleźć dowody agenturalnej penetracji środowiska w Carlsbergu przez enerdowski wywiad, gdyż jego dokumentacja została zniszczona. Z pewnością jednak w niemieckich archiwach, zarówno po b. NRD, jak i w materiałach prokuratury RFN nadal można znaleźć wiele informacji, pozwalających rzucić nowe światło na okoliczności śmierci ks. Franciszka i skalę jego oddziaływania na różne środowiska na Zachodzie.

Ksiądz Blachnicki był jednym z nielicznych, którzy w latach 80. dostrzegali kryzys sowieckiego imperium i przepowiadali jego upadek. Stał się twarzą nowych form walki z systemem komunistycznym, obliczonych na jego rozsadzenie nie przemocą, lecz życiem w prawdzie ludzi, którzy sami doświadczyli wyzwolenia z grzechu. Przewidywał, że opozycja będzie kuszona różnymi propozycjami ugody, których nie akceptował. Był więc niebezpieczny jako krytyk komunistów i układów z nimi. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się