Nowy numer 28/2020 Archiwum

Czy pandemia to bujda?

Im bardziej coś jest „nieoficjalne”, tym większą wiarę się temu daje. To mało rozsądne.

W miejscu, gdzie mieszkam, jest kiepski zasięg. Sarenki w nieodległym lesie mają lepszy. A jest tak dlatego, że 19 lat temu, gdy w centrum dzielnicy miała stanąć wieża antenowa, mieszkańcy wystosowali zbiorowy protest. Bo ktoś tam im powiedział, że będzie szkodliwa emisja i wszyscy poumierają. Ja tego nie podpisałem, bo się z tym nie zgadzałem, ale do dzisiaj solidarnie z paroma tysiącami mieszkańców tego zakątka mam problemy z rozmowami telefonicznymi. Niektórzy od tego czasu i tak umarli, zdaje się, że brak zasięgu im nie pomógł. Niewykluczone natomiast, że zaszkodził, bo u nas telefony, z trudem szukając zasięgu, bardziej się muszą „wysilać” i to, co miało szkodzić z daleka, szkodzi z bliska. Ale o tym to już sygnatariusze protestu nie pomyśleli. Tak to jest, gdy się wierzy półprawdom i zamiast zaufać profesjonalistom, działa się na chłopski rozum. To nie zawsze jest korzystne.

Tak samo jest teraz. Ktoś coś powie, ktoś napisze i ludzie przesyłają sobie jak najęci. I im bardziej te rzeczy są „nieoficjalne”, tym większą wiarę się im daje.

Już miałem nadzieję, że będziemy mieli 5G i skończą się problemy z zasięgiem, a tu nagle jacyś trolle rozpuścili fejki o zgubnym wpływie tejże technologii, a ludziska jak za panią matką powtarzają te brednie. Posyłają mi jakieś zdjęcia z wieżami 5G, podpalonymi w Photoshopie, że niby świat się buntuje i władze będą musiały od tego odstąpić. Towarzyszy temu hejt (wzmacniany zapewne przez klimat przedwyborczy) na władze, które rzekomo kryją i firmują zbrodnicze zamiary. Do tego dochodzą coraz bardziej absurdalne tezy. Ludzie zaczynają twierdzić, że… nie ma pandemii. Że to kłamstwo wymyślone w celu zaszczepienia nas mikro czy nanochipami, zrobienia nam matriksu i posłania nas do piekła.

Ludzie owładnięci emocjami z powodu odkrytego spisku rozsyłają filmiki, w których jacyś lekarze czy naukowcy coś tam udowadniają.
Tylko co to za dowód? Na udowodnienie każdej bredni można dziś znaleźć lekarza, profesora czy księdza. Tyle tylko, że ci ludzie nie są odpowiedzialni za kwestie, o których mówią. Nie są premierami, ministrami, urzędnikami zajmującymi się zdrowiem społeczeństwa. Nie odpowiadają karnie za to, co mówią, więc mogą pleść, co się im podoba, zwłaszcza że są z tego miliony odsłon. A że są inni specjaliści, którzy widzą to zupełnie inaczej niż ci od sensacji, to tego już w filmie nie zobaczymy, bo to przecież film z tezą. Tam chodzi o pokazanie faktów, które mają potwierdzać teorię spisku. I nawet mogą to być prawdziwe rzeczy, ale pokazane wybiórczo i tendencyjnie.

Ot, bliski przykład z kraju: poszła wieść, że ogólna zachorowalność u nas w tym roku jest niższa niż w latach poprzednich. Wniosek: COVID to bujda. Tymczasem to przecież by było naturalne, że u nas mniej ludzi choruje. Byłoby inaczej, gdyby w Polsce nie wprowadzono drakońskich metod zapobiegania infekcjom. Ale ponieważ je wprowadziliśmy, obecnie wszelkie infekcje są prawie niemożliwe. Mikroby każdego rodzaju w tym roku doświadczają jednej wielkiej nietolerancji, większej nawet niż geje w politpoprawnych filmach. Zwykła grypa wobec zamaskowanych i izolujących się ludzi, co chwila spryskujących się spirytusem, jest w tym roku bez szans. Ludzie więc na te rzeczy powinni mniej chorować – i nie będzie w tym nic dziwnego, jeśli odbije się to w statystyce zachorowań i umieralności.

Mówią ludzie, że jesteśmy oszukiwani, że w mediach przekazuje się fałszywe dane. Ejże! Filmy emitowane w TV z Włoch czy ze szpitali np. w Madrycie, w których ludzie leżeli na podłodze, bo nie tylko łóżek, ale i materaców zabrakło, też były fałszywe?

Jedno medium może coś zmanipulować, ale nie zrobią tego wszystkie media naraz. Ponadto żadna instytucja publiczna w obecnych czasach nie zaryzykuje podawania fałszywych danych, bo prędzej czy później to wychodzi. Dużo prościej jest rozsiewać plotki prywatnie.

Jak ci ludzie sobie wyobrażają spisek z chipami? Nawet gdyby to było technologicznie możliwe, czy dałoby się takie rzeczy utrzymać w tajemnicy? Tysiące naukowców nad tym pracują i każdy z nich chciałby wszystkim, włącznie z sobą, pętlę na szyję założyć? Czy profesjonalne służby państw by tego nie wychwyciły?

Jeśli o tym piszę, to głównie dlatego, że te bzdury są podawane w przybraniu religijnym, a to oznacza, że gdy kupują je ludzie zdeklarowani jako wierzący, ośmieszają przy okazji wiarę.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także