Nowy numer 49/2020 Archiwum

Co będzie po?

Nie wiem, kiedy i jak skończy się ta epidemia. Wiem, że na wiele rzeczy spojrzymy inaczej. Już spoglądamy. Co może zmienić się na trwałe, a co tylko na chwilę?

Każde, a szczególnie tak niespodziewane i dla wielu dramatyczne wydarzenie zmienia perspektywę. I rzeczywistość. Niektóre rzeczy zaczynamy doceniać, inne się dezaktualizują. Pojawiają się zmiany i postanowienia, o których szybko zapominamy, ale też takie, których trzymamy się potem długo.

Z danych pomiarowych wynika, że w dużych europejskich, ale nie tylko, metropoliach powietrze dawno nie było tak czyste. Na przykład w Nowym Delhi, w Indiach, jakość powietrza jest ponadtrzykrotnie lepsza niż zwykle (chodzi o wskaźnik AQi). Wyraźnie lepszej jakości powietrzem mogą też oddychać mieszkańcy w zasadzie wszystkich europejskich stolic. Mocno ograniczony transport, kołowy i lotniczy, mniejsza aktywność firm i fabryk – to powoduje, że w powietrzu jest mniej pyłów zawieszonych, mniej tlenków siarki i tlenków azotu. Zgodnie z danymi Europejskiej Agencji Środowiska stężenie tych ostatnich było o połowę mniejsze niż w tym samym okresie poprzedniego roku. Spadła związana z aktywnością człowieka emisja dwutlenku węgla. To wszystko widać chociażby na zdjęciach zrobionych przez satelitę Sentinel-5P (który jest wyposażony w odpowiednie detektory).

Przyroda

Świat obiegły zdjęcia wody w weneckich kanałach, która stała się przejrzysta. Nie, nie oczyściła się, po prostu muł, który był wzbijany przez każdy poruszający się po wodzie obiekt, osiadł na dnie. O tej porze roku kanały były pełne motorówek i gondoli, teraz są całkowicie puste. I dzięki temu, po raz pierwszy od dawna, można to dno dostrzec z brzegu. Nie jest prawdą, że w weneckich kanałach pojawiły się delfiny, ale widziano je bliżej miasta niż kiedykolwiek wcześniej. Te informacje mogą być wiarygodne, bo sygnały o tym, że dzikie zwierzęta pojawiają się w miejscach, gdzie dawno ich nie widziano, spływają z wielu miejsc. Do jednego z miasteczek w północnej Walii (Llandudno) zawędrowało stado dzikich kóz. Kozy chodziły pustymi ulicami, a mieszkańcy zapychali media społecznościowe zdjęciami robionymi z okien swoich domów. Z kolei w Japonii w jednym z miast pojawiły się jelenie. A żeby nie szukać daleko, można wspomnieć o Zakopanem, gdzie dzika zwierzyna podchodzi do miasta znacznie bliżej niż w poprzednich latach. Nie ma się co dziwić. Znacznie mniejszy jest ruch samochodowy (a więc i hałas), a puste w wielu miejscach ulice powodują, że ciekawskie zwierzęta zaglądają tam, gdzie dotychczas bały się wchodzić. Nie brakuje też zdjęć, na których widać, że na ruchliwych placach, pomiędzy kostkami brukowymi albo w pęknięciach wyasfaltowanych chodników, pojawia się trawa. Nie ma ruchu, nikt nie zadeptuje tego, co wyrośnie.

Reakcje niektórych ludzi na zwierzęta czy na roślinność są zastanawiające. Może niektórzy zapomnieli, że na Ziemi „funkcjonuje” więcej niż jeden żywy gatunek. Czy to znaczy, że teraz szacunek do świata ożywionego będzie większy? A co z jakością powietrza? Czy ta zmiana będzie trwała? Z czasem aktywność firm i natężenie transportu będą wracały do normy, a wraz z nimi zanieczyszczenie powietrza. Ten czas powrotu może trochę potrwać, bo kryzys gospodarczy (który następuje w konsekwencji kryzysu epidemicznego) zawsze oznacza mniejszą aktywność przemysłu. Ale tam, gdzie koronawirus wydaje się już ludziom (i gospodarce) nie zagrażać, bardzo szybko wraca do normy np. natężenie ruchu lotniczego. Paradoksalnie w dłuższej perspektywie może się okazać, że w wyniku kryzysu gospodarczego środowisko naturalne będzie mocniej eksploatowane, a rządy będą bardziej niechętne do inwestowania w zielone technologie. W krótszej perspektywie to, co zielone, często jest droższe. W dłuższej jednak czasami warto zainwestować. Nie ma wątpliwości, że rządy borykające się z recesją będą musiały oszczędzać i znajdować nowe źródła dochodu. Może się okazać, że ofiarą cięć i oszczędności będzie środowisko naturalne.

Szkoła

To, co z całą pewnością się zmieni, to myślenie o edukacji. Kryzys, który właśnie trwa, pokazał, że polska (i nie tylko polska) szkoła jest mentalnie wciąż w czasach przedinternetowych. To oczywiście uogólnienie i będzie pewnie wiele okazji, by napisać o tym szerzej, ale ilość sygnałów, że nauczanie zdalne oznacza przesyłanie e-mailem zakresu materiału do opanowania przez dzieci, jest niepokojąco duża. Problem dotyczy konkretnych nauczycieli, ale jeszcze bardziej systemu edukacji w ogóle. Już dawno powinna była powstać platforma, na której w atrakcyjnej, multimedialnej formie przedstawione są wszystkie wymagane programem szkoły treści. W czasie normalnego działania szkoły materiały te byłyby wsparciem dla nauczyciela (który np. nie jest w stanie przeprowadzić w klasie wszystkich eksperymentów) i dla ucznia. Mogłyby być one wykorzystywane wtedy, gdy nauczyciel uczący innego przedmiotu ma w klasie zastępstwo. Dzisiaj często lekcja zastępcza jest zmarnowaną godziną. Z kolei uczeń mógłby takie certyfikowane treści traktować jako materiał do powtórki przed sprawdzianem albo coś, co warto zobaczyć, gdy nowe zagadnienie poznane w szkole okazało się zbyt trudne. To byłoby także miejsce dla tych dzieci, które np. z powodu choroby opuściły niektóre lekcje. Dzisiaj jedyne, co mogą zrobić, to przeczytać lekcję w podręczniku. W końcu z tych treści (warto powtórzyć – treści opracowanych zgodnie z obowiązującym programem) mogliby korzystać rodzice, którzy zdecydowali się uczyć swoje dzieci w domu (homeschooling). W czasach kryzysu taka platforma byłaby prawdziwym skarbem dla nauczycieli i uczniów. Fizyk, biolog czy chemik mógłby przesyłać uczniom linki do materiałów na temat konkretnych zagadnień i traktować je jako bazę do prowadzenia lekcji on-line. Przed koronawirusem nie było absolutnie żadnych szans na to, by przekonać kogokolwiek do stworzenia takiej platformy. Po koronawirusie przekonać będzie znacznie łatwiej.

Pomijam tutaj kwestie techniczne. Nauczyciele pracują w domu, często bez pomocy naukowych, bez tablicy, bez odpowiedniej kamery. Mogliby lekcje on-line realizować w swoich szkolnych klasach. No ale szkoły, klasy, nie są wyposażone w kamery. W urządzenia dzisiaj powszechne i tanie. Już dawno w polskich szkołach powinien być zainstalowany system kamer w klasach, tak by dziecko nieobecne mogło uczestniczyć w lekcjach. Dzisiaj ten system bardzo by się przydał. Gdyby był. No ale go nie ma. Teraz łatwiej będzie przekonać decydentów, że powstać powinien.

I cała reszta

Docenienie tego, co w sieci, i tego, co sieciowe, dotyczy nie tylko edukacji. Choć telemedycyna rozwija się dość szybko, wciąż brakuje jej silnego wiatru w żagle. Właśnie go dostaje. Zaczynamy też rozumieć, jak ważny jest rozwój e-usług i e-państwa. Dla tych, dla których te hasła były abstrakcją, czasami ciekawostką, a często niepotrzebną ekstrawagancją, jasne jest, że warto urzędy, administrację i usługi przenosić do sieci. Jeżeli ktoś jeszcze miał co do tego wątpliwości – albo już je zarzucił, albo zarzuci je za chwilę. Może się okazać, że wiele biznesów, które teraz z konieczności przeniosły się w całości do sieci, już w niej pozostanie. Tak jak kiedyś spotkania wideo, które były w wielu kręgach ekstrawagancją albo ostatecznością, po epidemii mogą stać się standardem. I bardzo dobrze. To oszczędza czas i pieniądze na – jak się okazuje – niepotrzebne przejazdy. Może pozostanie to z nami na dłużej? Czy nauczymy się czegoś jeszcze? Mam nadzieję, że szacunku. Na przykład do wykonywanej w domu ciężkiej pracy osób opiekujących się dziećmi. Być może niektórzy z nas dopiero w ostatnich tygodniach zobaczyli, jak trudno jest utrzymać dom, wykarmić, oprać i wychować dzieci. Może nauczymy się też szanować tych, którzy wykonują zawody mało płatne, ale niezwykle potrzebne. Analitycy, diagności, pielęgniarki, ratownicy medyczni. Możemy sobie dzisiaj wyobrazić bez nich życie? A słyszeliśmy, jak jeszcze kilka miesięcy temu, protestując, zwracali uwagę na swoje niskie pensje? Może zaczniemy też szanować sprzedawców, kurierów i listonoszy? Może kiedyś ich nie zauważaliśmy. Dzisiaj okazuje się, jak ważną odgrywają rolę w naszym świecie.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się