Nowy numer 23/2020 Archiwum

Kościół domowy

To prawda, że Pana Jezusa można spotkać wszędzie, ale to nie znaczy, że nie powinniśmy uronić łzy, widząc zamknięte kościoły.

Wśród pozytywnych rzeczy, jakie zdaniem różnych komentatorów może przynieść Kościołowi pandemia koronawirusa, jest ożywienie tego, co nazywamy Kościołem domowym. I nie chodzi tutaj o małżeńsko-rodzinny ruch świeckich, działający w ramach Ruchu Światło–Życie, który nazywa się właśnie Domowym Kościołem, ale w ogóle o świadomość wiernych, że podstawą wzrastania i dojrzewania w wierze jest rodzina. Rzeczywiście, restrykcje związane z koronawirusem sprawiły, że w wielu katolickich domach jest więcej nie tylko indywidualnej, ale i wspólnej modlitwy, w tym pobożnego uczestnictwa w Mszach transmitowanych przez telewizję, radio czy internet. Wzruszające są szczególnie opowieści o modlitwach małych dzieci, które na swój sposób wyczuwają zagrożenie i proszą Boga, by „zabrał tego koronawirusa”. Sobór Watykański II, w Konstytucji dogmatycznej o Kościele, mówiąc o małżeństwie i rodzinie, stwierdza: „W tym domowym niejako Kościele rodzice przy pomocy słowa i przykładu winni być dla dzieci swoich pierwszymi zwiastunami wiary” (nr 11). Naukę tę rozwinął Jan Paweł II, m.in. w adhortacji „Familiaris consortio” (zob. nr 21). Katechizm Kościoła Katolickiego naucza natomiast, że rodzina powołana jest do modlitwy, czytania słowa Bożego i ewangelizowania (zob. nr 2205). To nauczanie znajduje swoje zakorzenienie w Piśmie Świętym, szczególnie w listach św. Pawła. Kończąc List do Rzymian, apostoł prosi, by pozdrowić Pryskę i Akwilę, a także „Kościół, który się zbiera w ich domu” (16,5). W Liście do Filemona Paweł zwraca się m.in. do „Archipa i do Kościoła gromadzącego się w tym domu” (2). W początkach Kościoła nie było wszak świątyń chrześcijańskich, co więcej, chrześcijanie nie zawsze mogli swobodnie się gromadzić, a zatem spotykali się na modlitwie i sprawowali liturgie w domach nawróconych rodzin. Trzeba jednak podkreślić, że nie ma żadnej „rywalizacji” pomiędzy świadomością roli Kościoła domowego a misją Kościoła parafialnego i duszpasterzujących w nim księży. Te rzeczy, dobrze rozumiane, nawzajem się umacniają. Przyznam, że razi mnie retoryka tych, którzy zachwycają się internetowym życiem liturgicznym w taki sposób, jakby nie widzieli, że obecna sytuacja Kościoła jest jednak dramatem. To prawda, że Pana Jezusa można spotkać wszędzie, ale to nie znaczy, że nie powinniśmy uronić łzy, widząc zamknięte lub ograniczone w swych funkcjach kościoły. Takie łzy zapewne będą miłe Bogu…•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..
  • CSOG
    24.04.2020 13:59
    Retoryka dramatu.

    Pomiędzy retoryką wyciskającego z oczu łzy dramatu nad ograniczonymi w swych funkcjach kościołami, a zachwytem nad internetowym życiem liturgicznym przydałby się przecinek, a jeszcze lepiej średnik. Po pierwsze, nigdy nie jest aż tak bardzo źle, żeby nie mogło być lepiej. Po drugie tak się miło składa, że powyższy felieton wisi obecnie, sąsiadując z kapitalnym tekstem Błażeja Kmieciak. Ten ostatni traktuje o zamiłowaniu autora do obserwacji na kolejowych dworcach, ludzkich emocji, w obliczu perspektywy dłuższych lub krótszych rozstań. Trzeba mieć wysoką empatyczną wrażliwość, żeby dostrzec w chwilowym cierpieniu piękno miłosnej tęsknoty.
    Wreszcie po czwarte. Czas pandemii, czas społecznej izolacji (nikomu nie miły) to również czas wycofywania się opłotkami i okrakiem z tego punktu katechizacji, który nakazywał tłumaczyć wiernym, że kościół to nie budynek, nie duchowny, lecz wspólnota wiernych. Oczywiście ta eklezja czyli spotkanie się wiernych na wspólnej uczcie z Jezusem zostały wystawione na próbę rozłąki. Tylko czy trzeba na tą sytuację patrzeć w kategoriach dramatu? Nie zachwyca mnie internetowe życie liturgiczne. Staram się jednak wykorzystać ten czas, aby być może po raz pierwszy od dłuższego czasu poczuć głód eucharystycznego chleba. Poczuć głód eklezji. Czas w którym zaczynam doceniać to, co było tak oczywiste i powszednie, że przestawało być odczuwalne w kategorii cudownego daru.
    Nie pomijam tu faktu rzeczywistego dramatu jaki może dotknąć niektóre parafie, czyli aspektu finansowego. Mojej parafii to raczej nie dotyczy, gdyż zgromadzone środki pozwolą parafii funkcjonować nawet przez dłuższy czas kryzysu (choć będzie konieczność rezygnacji z zaplanowanych remontów i modernizacji). Mam jednak świadomość, że wiele mniejszych parafii przytrafią się większe niż dotychczas problemy finansowe i sama moja troska nie wystarczy, konieczna może być jakąś tarcza antykryzysowa z poziomu centralnego. Czymże jednak są doczesne troski materialne wobec szans i perspektyw duchowego rozwoju którego potencjału warto szukać, warto go odkrywać.
    doceń 3
  • Owszem
    24.04.2020 21:20
    Jakoś czuję się opuszczony tych trudnych czasach. Nie czuję wsparcia ze strony (bezradnych?) księży biskupów. Jedyna propozycja - uczestnictwo we Mszy św. przed monitorem. Natomiast słyszałem o ks. proboszczu z Białołęki, który przechadza się wokół kościoła, służąc spowiedzią i rozmową. I to jest budujące.
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama