Nowy numer 44/2020 Archiwum

Może nie będzie tak źle, jak nam się wydaje?

Rząd twierdzi, że póki co dzięki tarczy udało się ochronić 250 tys. miejsc pracy. Zdaniem analityków epidemia wcale nie musi skończyć się dwucyfrowym bezrobociem - czytamy we wtorek w "Dzienniku Gazecie Prawnej".

Z danych udostępnionych "DGP" przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wynika, że do ubiegłego piątku pracodawcy i samozatrudnieni złożyli łącznie ponad 600 tys. wniosków o wsparcie w ramach tarczy antykryzysowej. "Prośby o dofinansowanie postojowego dotyczą 99 tys. zatrudnionych. Do tego dochodzą wnioski o dopłaty do pensji 180 tys. pracowników z powodu obniżonego wymiaru czasu pracy" - pisze dziennik.

"W sumie mówimy o blisko 1,5 mld zł wsparcia, o jakie wnioskują przedsiębiorcy w ramach tylko tych dwóch instrumentów" - mówi "DGP" minister pracy Marlena Maląg.

Jak czytamy, dodatkowo 98 tys. wniosków trafiło do ZUS. "Chodzi o wypłatę zasiłku dla samozatrudnionych oraz osób na umowach cywilnoprawnych" - wyjaśnia gazeta.

Zdaniem Jakuba Borowskiego, głównego ekonomisty banku Credit Agricole, gdyby nie postojowe, trzy czwarte pracowników, które objął ten instrument, straciłoby zatrudnienie i zarejestrowało się jako bezrobotni. Jak dodaje, w drugiej grupie osób (tych, którym zmniejszono wymiar czasu pracy) redukcja mogłaby sięgnąć 30 proc.

"Łącznie gdyby nie te instrumenty, pracę mogłoby stracić ponad 200 tys. osób, czyli bezrobocie wzrosłoby o przynajmniej 1 pkt proc. To pokazuje, że tarcza hibernuje zatrudnienie" - podkreśla Borowski, cytowany w artykule.

Według dziennika, sam rząd mówi o nawet 250 tys. ocalonych etatów.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama