Nowy numer 47/2020 Archiwum

Stacja 10 – ksiądz na kwarantannie

Zamknięty w pokoju od tygodni. Sam. Najpierw we Włoszech, kiedy rząd wprowadził restrykcje, co do wychodzenia z domu, potem przymusowa kwarantanna dla wszystkich, którzy wrócili do kraju.

Wreszcie wiem, co to jest erem, pomyślałem. Miejsce odosobnione, w którym jest się samemu z Bogiem i przyrodą. Ale do eremu idzie się z własnej woli…

To, co teraz przeżywamy, jest raczej bliższe więzieniu. Okazuje się, że to doświadczenie trudne nawet dla księdza. Nie można robić tego, co się chce, nawet tego, co potrzeba i służy innym. Strażnicy pilnują, by nie łamać zasad. A nieraz dla nich samych i tych, którzy prawa ustalają, ich przestrzeganie bywa zbyt trudne. I nie chodzi tylko o policyjny samochód na myjni… Życie nas wszystkich zostało drastycznie zredukowane nie z naszej woli.

Różne są jednak te nasze więzienia. Bo ktoś jest sam na emeryturze czy rencie, potrzebuje obecności, rozmowy, zakupów, innej pomocy. Ktoś ma rodzinę, ale pracuje zdalnie z domu i już do głowy dostaje od skowytu małych dzieci, nie chodzących do szkoły. Komuś właśnie skończyły się pieniądze i w dodatku musiał zamknąć firmę. Z dnia na dzień z prezesa stał się kimś, kto nie ma na chleb. Księża zdezorientowani przed ekranikami swoich telefonów, głoszą Ewangelię do monitora, nie znajdując w ławkach tych, którym codziennie służyli.

Ale czy to nie jest też tak, że do tej pory adoracja Jezusa w więzieniu w ciemnicy była może tylko sentymentem zbliżonym do płaczu kobiet na drodze krzyżowej? Wydaje mi się, że umęczony Jezus mówi mi dziś: „nie płacz nade mną, zapłacz nad sobą, zobacz swoją nędzę i nagość”. Może po raz pierwszy w życiu mamy możliwość przeżyć, jak to jest być więźniem. Modlić się za tych, którzy odsiadują wyroki w celach bez słońca. Powiesz mi: „ale oni odsiadują za zło którego się dopuścili”, odpowiem ci: „a ty, a ja, nie dopuściliśmy się zła?”

Może zatem jest to jednak czas podarowany nam, wierzącym, by klęknąć w pustym kościele i znaleźć Jezusa. Pozwolić by bolało: brak liturgii, wspólnoty, bliskości, rozrywki. Może w tym roku bardziej mamy odkryć pustkę i brak Wielkiego Piątku i Wielkiej Soboty? Po co?

By wreszcie to nie święconka, ale nagie i zbite do krwi ciało Jezusa, który nas aż tak bardzo ukochał, stało się centrum tych dni. Może bez tej „święconki”: samochodu, sukienek, firmy, interesów, wakacji, własnej chwały, nagle mamy szansę odkryć naszą nagość. Tak inną od tej Jezusowej. Nędzę grzechu, pychy, braku przebaczenia. Może to więzienie, którym stało się moje własne mieszkanie, ma być miejscem pierwszego od lat, poważnego, głębokiego rachunku sumienia. Wszystko po to, by zawołać: Jezu przebacz mi!

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama