Nowy numer 44/2020 Archiwum

Wymowna pustka

Ostatnią Mszę św. w obecności wiernych odprawiłem w sobotę 14 marca. Był wieczór, a w kościele na stacji narciarskiej Auron już wówczas trzeba było liczyć wiernych, by ich liczba nie przekraczała 50. Godzinę później życie się zatrzymało.

Dekret rządowy zakazał wszelkiej publicznej aktywności związanej z kultem, z wyjątkiem pogrzebów. Premier nawoływał, by Francuzi ograniczyli kontakty do minimum. Wobec lekceważącej postawy dużej części społeczeństwa, dwa dni później prezydent ogłosił le confinement, całkowitą izolację. Sześciokrotnie powtórzył, że jesteśmy na wojnie z niewidzialnym wrogiem. Jak w ciągu tych kilku dni zmieniło się życie?

Życie wioski w czasach zarazy

Saint-Sauveur-sur-Tinée, wioska, w której mieszkam, położona jest w centralnej części doliny rzeki Tinée i jest jej strategicznym punktem. Znajdują się tu koszary żandarmerii, Collège Saint-Blaise z internatem (odpowiednik polskiego gimnazjum), poczta, instytucje związane z utrzymaniem dróg dojazdowych do dwóch stacji narciarskich. Do wieczora 16 marca w mieście toczyło się aktywne życie. Jedynie brak niedzielnej Mszy św. zdawał się burzyć dotychczasowy porządek. Dziś na ulicach nie widać prawie nikogo. Francuzi, tak chętnie spędzający czas przy fontannie, na placu przed merostwem czy nad rzeką, pozostają w swoich czterech ścianach. Nic dziwnego. Aby wyjść z domu, trzeba wypełnić specjalną deklarację, w której należy podać powód opuszczenia domu, datę i godzinę. Motywów może być kilka: zakupy pierwszej potrzeby (najbliższy sklep znajduje się w wiosce oddalonej o 14 km), nieodzowna wizyta lekarska lub pomoc starszej osobie w rodzinie albo dojazd do pracy udokumentowany poświadczeniem pracodawcy. Wyjście w celach rekreacyjnych zostało ograniczone do 1 godziny i 1 kilometra od domu. Sankcje za złamanie zakazu bywają dotkliwe. Każde nieuzasadnione wyjście z domu jest karane wysokim mandatem, a kontrole żandarmów odbywają się regularnie.

Nie spotkałem ich dotąd na szlaku do kapliczki św. Rocha wybudowanej na pobliskim pagórku. Powstała przy starej drodze Nicea–Chambéry, która dziś jest głównym szlakiem pieszych wędrówek (GR 5) między Morzem Śródziemnym a Morzem Północnym w Holandii. Kapliczka została zbudowana jako wotum po szalejącej w XVI wieku zarazie. Jej patron, który jest bardzo popularny w regionie, poświęcił swoje życie w służbie chorym podczas epidemii dżumy w XIV wieku. Pochodził z Montpellier, ale większość życia spędził w północnych Włoszech, które oddzielone są od mojej parafii pasmem dwutysięcznych szczytów. Takie kapliczki znajdują się przy drogach dojazdowych do wielu miasteczek w parafii. Nieopodal kapliczki stoi duży, metalowy krzyż. W nocy jest oświetlony i widać go z oddali. To niejedyne światło, które wskazuje mieszkańcom kierunek w tym trudnym czasie….

„Światło przeciw koronawirusowi”

„Ça va, mon père?” – słyszę w słuchawce pewny, choć nieco drżący głos Hervégo. Na rytualne pytanie „jak się masz” nie wypada dać innej odpowiedzi. „Ça va” – odpowiadam – „wszystko w porządku”, choć nie bardzo wierzę w to, co mówię. Tym razem Hervé zadzwonił z propozycją: „Jesteśmy zamknięci w swoich domach, wyjście na balkony, śpiewanie i klaskanie nie ma sensu w wiosce. Nie możemy zrobić tego, co ma miejsce na wielu miejskich osiedlach. Zróbmy coś na nasze możliwości”. I tak propozycja pomysłowego mieszkańca Saint-Sauveur przerodziła się w parafialną akcję o kryptonimie „Światło przeciw koronawirusowi” obejmującą całą dolinę. Każdego dnia o 19.00 biją dzwony we wszystkich kościołach (w całej parafii, na przestrzeni 70 km, jest ich około 20), a mieszkańcy zaproszeni są do zapalenia świeczki w oknie i modlitwy za chorych oraz personel medyczny. W akcję włączają się także ci, którzy nie czują związku z parafią. To czas drobnych gestów, pozytywnej myśli o sąsiedzie, wymiany pełnego życzliwości spojrzenia z bliskimi…

Życie parafii Notre Dame de la Tinée musiało przybrać nieoczekiwanie inny rytm. Z proboszczem, który mieszka 30 km dalej, w miasteczku Saint-Etienne de Tinée, pozostajemy w stałym kontakcie telefonicznym, myśląc, jak odpowiedzieć na wyzwania czasu. Kościoły pozostają otwarte, ale nie ma w nich żadnej celebracji. Odwołaliśmy wszystkie spotkania. Nie ma spotkań grupowych i indywidualnych, nawet tych z rodzinami przed pogrzebem (we Francji istnieje zwyczaj indywidualnego przygotowania każdej ceremonii z najbliższymi). Wiemy, że izolacja potrwa jeszcze co najmniej 6 tygodni. Próbujemy przejść na komunikację telefoniczną i internetową, uczymy się funkcjonowania w wirtualnej przestrzeni. Na minioną niedzielę przygotowaliśmy liturgię słowa. Czytania nagrali parafianie, kilka umuzykalnionych rodzin przysłało śpiewy. Pojawiło się świadectwo i kazanie diakona. Projekt, przygotowany w dość amatorski sposób, stał się jednak ważnym, lokalnym wydarzeniem sieciowym. Docieranie przez media społecznościowe do wielu parafian nie jest łatwe. Większość z nich to ludzie starsi. Młodzi są w sieci aktywniejsi. Dają oznaki, że mimo wszystko czas izolacji przebiega w dobrej atmosferze. Potwierdza to SMS Camille, matki pięciorga dzieci: „Nie jest łatwo, ale przeżywamy czas izolacji jako łaskę Boga, która scala nieco bardziej naszą rodzinę. Każdy musi znaleźć swoje miejsce, uważając na innych. Prawdziwa szkoła pokory!”.

W Nicei i okolicach

Podobna sytuacja panuje na oddalonym o około godzinę drogi wybrzeżu. Dziś tych 60 km jest niemożliwych do przebycia. Policyjne kontrole stały się normą. Zamknięty jest dostęp do plaży i portu. Tętniące życiem uliczki starego miasta świecą pustkami. Słynna Promenada Anglików zamknięta została zarówno dla pieszych, jak i dla samochodów. Na usypanym na morzu lotnisku samoloty są już bardzo rzadkim widokiem. Region żyjący w 75 procentach z turystyki zamarł. Trzeba dodać, że od 22.00 do 5.00 obowiązuje godzina policyjna i całkowity zakaz poruszania się w całym departamencie. To wszystko prowadzi do smutnej konstatacji: niezmieniony w Alpach Nadmorskich pozostał jedynie lazur Morza Śródziemnego. I majestatyczne góry widoczne w oddali.

Parafie na wybrzeżu także zmieniły rytm. Ksiądz Krzysztof Dziech, jeden z nicejskich proboszczów, potwierdza, że kontakt z wiernymi został radykalnie ograniczony. Komunikacja z pokoleniem, któremu obce są media społecznościowe, jest bardzo utrudniona. W internecie aktywni są jedynie podopieczni z duszpasterstwa młodzieży, utrzymujący stały kontakt ze swymi animatorami. Natomiast członkowie grup tworzą w tym samym czasie łańcuch modlitewny. Z kolei ks. Adam Wijata, proboszcz parafii w Contes, miasteczka położonego 25 km nad Niceą, często dzwoni do swoich parafian. Średnio 10 telefonów dziennie. Sam się zdziwił, przeglądając swoją książkę adresową, że ma numery tak wielu parafian...

Nie jesteśmy sami

Nadchodzi piątkowy wieczór. Słońce schowało się już za Mont Autcellier (2204 m n.p.m.), choć wciąż jest jasno. Główna droga prowadząca przez dolinę jest pusta. Samochodów jak na lekarstwo, najczęściej są to wozy żandarmerii z pobliskich koszar lub furgon wiozący zaopatrzenie do nielicznych w dolinie sklepów. Normalnie o tej porze jest tutaj korek. Narty przytwierdzone do dachów samochodów były znakiem, że nicejczycy ruszyli na stoki. Dziś ta pustka jest wymowna. Pomaga dostrzec inne elementy krajobrazu: świeczkę, która już tli się w oknie naprzeciwko, a także krzyż na pobliskim pagórku. To on przez najbliższe tygodnie będzie najjaśniejszym elementem krajobrazu doliny, w której dzwony kościołów stale przypominają, że nie jesteśmy całkowicie sami.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama