Nowy numer 43/2020 Archiwum

Ta walka ma sens

Gdy wszyscy powtarzają, że najgorsze przed nami, ja czuję mobilizację, choć wiele osób – raczej rezygnację. Kłopot w tym, że jeśli się poddamy, przegramy, mimo tego, że inni będą walczyć.

Na pierwszej linii tej walki nie są politycy. Są lekarze, pielęgniarki, diagności i ratownicy medyczni. Oni narażają życie swoje i swoich bliskich, by nie dopuścić do chaosu i rozlania się epidemii. Tyle tylko, że oni nic bez naszego wsparcia nie mogą. Nie ma na tym świecie systemu ochrony zdrowia, który utrzymałby się na powierzchni, gdy idzie tak duża fala. Tak jak nie ma budynku odpornego na tsunami. Są takie, które przetrwają trochę dłużej, i takie, które zawalą się od razu.

Nasze wsparcie może wyglądać różnie, ale chyba największym jest ograniczenie kontaktu z innymi ludźmi do absolutnego minimum. To naprawdę kluczowe. Wiem, że trudno wytrzymać w czterech ścianach (tym bardziej jeżeli ściany te są blisko siebie). Wyjście na spacer, na rower nie jest złamaniem zasad. Tym złamaniem jest kontakt z innymi ludźmi. Bo to nie drzewa, trawa czy powietrze przenoszą wirusa. To inni ludzie są potencjalnymi nosicielami. Połowa zakażonych nie ma żadnych objawów. Nie rozróżnimy ich od ludzi zdrowych. Wirus na klamkach, poręczach czy siedzeniach może się utrzymywać przez wiele godzin. Stąd warto unikać nie tylko ludzi, ale generalnie miejsc, gdzie ludzie bywają. Ta uwaga dotyczy nie tylko osób starszych, ale także, a może przede wszystkim, młodych. Znam statystyki, wiem, że ci ostatni w stopniu minimalnym są narażeni na działanie wirusa. Ale to, że nie muszą leżeć w szpitalu, że nie mają gorączki i problemów z oddychaniem, nie znaczy, że nie zakażają. Sami mogą nie mieć żadnych objawów, ale mogą narazić na duże niebezpieczeństwo rodziców czy dziadków. To po prostu kwestia odpowiedzialności. Działania odpowiedzialne wobec siebie i innych będą największym wsparciem dla ludzi pracujących w szpitalach i karetkach pogotowia.

Jutro będzie gorzej, niż było dzisiaj, to widać na wykresach, ale jak rozwinie się sytuacja i kiedy się skończy, w największym stopniu zależy od nas. Sytuacja Polski jest dzisiaj nieporównywalnie lepsza niż wielu innych państw na świecie. Ścieżka krajów dalekiej Azji, które poradziły sobie z wirusem, może być u nas trudna do wprowadzenia z powodów kulturowych i cywilizacyjnych. Więcej zatem zależy od nas. Pojawia się coraz więcej doniesień na temat substancji, które mogą pomóc w walce z wirusem. Mam na myśli lekarstwa, a nie szczepionkę, na którą trzeba będzie jeszcze długo poczekać. Polacy wydrukowali na drukarce 3D respirator VentilAid, który teraz udoskonalają, a jego projekt mają zamiar udostępnić całemu światu. Testowane są też coraz nowsze metody diagnostyczne. A piszę o tym, żeby pokazać, że nie wolno siedzieć i biadolić. Każdy może pomóc, chociażby robiąc zakupy osobie starszej czy samotnej z sąsiedztwa. Można włączyć się w jedną z wielu inicjatyw, takich jak chociażby szycie masek dla lokalnego szpitala czy druk przyłbic na drukarce 3D.

Wojny wygrywa się, walcząc wszelkimi możliwymi sposobami.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się