Kiedy cały niemal świat robi wszystko, by ograniczyć rozprzestrzenianie się wirusa, Wielka Brytania decyduje się na strategię dokładnie odwrotną. Chce, by ten się rozniósł jak najszerzej. W ten sposób pragnie w społeczeństwie wyrobić tzw. odporność stadną. Podobnie działają szczepionki. Nie tylko chronią konkretną osobę przed infekcją, ale także tych członków społeczności, którzy z różnych względów nie zostali zaszczepieni. Szczepionki na chorobę COVID nie mamy i jeszcze długo mieć nie będziemy. Wytworzenie odporności stadnej na wirusa SARS-CoV2 Brytyjczycy chcą więc osiągnąć przez przyzwolenie na zakażenie jak największej grupy ludzi. A tymczasem m.in. w Polsce wszystkie starania koncentrują się na tym, by zakażeniu uległa jak najmniejsza grupa ludzi. To, jak postępują nasz i wiele innych rządów, można porównać do sytuacji, w której pali się dom i robimy wszystko, by maksymalnie ograniczyć straty. Nie szczędzimy więc wody, piany i innych środków gaśniczych. W płomienie wysyłamy strażaków, zamawiamy helikopter gaśniczy i sprzęt z najwyższej półki. Gdy jednak pożar będzie trwał długo, albo gdy po ugaszeniu dom zapali się po raz drugi, nasze starania będą na nic, a my zostaniemy i tak ze zgliszczami oraz bez środków, żeby dom odbudować. No chyba że kupując czas, gasząc, co się da i gdzie się da, doczekamy szczepionki. Kupowanie czasu, gdy tak mało wiemy o wirusie, wydaje się bardzo racjonalnym wyjściem. Którego jednak… nie podzielają np. Brytyjczycy. W skrócie mówiąc, uznali oni, że skoro dom się pali, należy pozwolić by wypalił się do samych fundamentów. Mamy więc stać z boku i patrzeć. A gdy popiół osiądzie, dzięki zaoszczędzonym na niegaszeniu pieniądzom szybciej poradzimy sobie z odbudową.
To dla nas sygnał, że cenisz rzetelne dziennikarstwo jakościowe. Czytaj, oglądaj i słuchaj nas bez ograniczeń.
Czytasz fragment artykułu
Subskrybuj i czytaj całość
już od 14,90 zł








