Nowy numer 21/2020 Archiwum

Awantura o kasę

Negocjacje w sprawie unijnej perspektywy budżetowej na lata 2021–2027 przeciągną się na kolejne tygodnie. Już dzisiaj wiadomo jednak, że Wspólnota będzie dysponowała najniższym budżetem od 30 lat.

Podczas ostatniego szczytu starły się ze sobą dwie nieformalne frakcje: Oszczędna Czwórka (Austria, Dania, Holandia i Szwecja) oraz Grupa Przyjaciół Spójności (17 państw, wśród których znajduje się Polska). Chociaż długo szukano porozumienia, ostatecznie nie udało się go osiągnąć.

Jednomyślna decyzja

Negocjacje dotyczą wieloletnich ram finansowych (WRF), które zgodnie z Traktatem o funkcjonowaniu Unii Europejskiej (TFUE) mają określać „kwoty rocznych pułapów środków na zobowiązania z podziałem na kategorie wydatków oraz rocznego pułapu środków na płatności”. Na podstawie WRF przygotowuje się zatem roczne budżety Wspólnoty.

Od 1993 r. plan unijnych wydatków, nazywany także perspektywą budżetową, rozpisuje się na 7 lat, ściśle określając kwotę, którą dysponuje w tym czasie Unia. Te środki są wydawane na różne cele. Zdecydowanie najwięcej przeznacza się na wspólną politykę rolną (dopłaty bezpośrednie i rozwój obszarów wiejskich) oraz politykę spójności (redukowanie różnic gospodarczych i społecznych w różnych regionach UE).

Negocjacje w sprawie długoterminowego budżetu Unii ruszają kilka lat przed planowanym początkiem jego obowiązywania. Pierwszym krokiem jest prezentacja przez Komisję Europejską projektu WRF, w którym znajdują się informacje o tym, ile Wspólnota może wydać na swoje plany, oraz propozycje źródeł ich finansowania. Kolejnym etapem są dyskusje w Radzie Unii Europejskiej, w których uczestniczą ministrowie spraw zagranicznych wszystkich państw członkowskich. Rada określa swoje stanowisko na podstawie wytycznych, które otrzymała od Rady Europejskiej, składającej się z prezydentów lub szefów rządów państw unijnych (w tym gremium Polskę reprezentuje premier Mateusz Morawiecki). Decyzja Rady UE o przyjęciu projektu musi zapaść jednomyślnie i musi być zaakceptowana przez Parlament Europejski. Później należy opracować przepisy stanowiące podstawę prawną wydawania pieniędzy.

Mniej środków

Podczas negocjacji dotyczących perspektywy 2014–2020 zdecydowano, że wydatki wyniosą 1,1 bln euro. Z tego 408,3 mld postanowiono przeznaczyć na wspólną politykę rolną, a 351,8 mld na politykę spójności. Polska otrzymała w sumie 119,5 mld. Dzięki tym środkom udało się m.in. rozpocząć realizację kilku istotnych inwestycji drogowych (np. trasa S7 Gdańsk–Elbląg i odcinek autostrady A1 Pyrzowice–Częstochowa) oraz dofinansować wiele projektów z obszaru nauki, edukacji, energetyki, bezpieczeństwa, kultury, rozwoju firm, administracji, ochrony środowiska itd. Na pomoc mogli także liczyć rolnicy. Nie można jednak zapominać o tym, że nadal otrzymują oni niższe dopłaty bezpośrednie niż ich mieszkający na Zachodzie koledzy po fachu.

W poprzedniej perspektywie Polska była największym beneficjentem środków przeznaczonych na politykę spójności (rekordowe 83 mld). Utrzymanie tego stanu rzeczy leży w naszym interesie. Już dzisiaj wiadomo jednak, że w kolejnych latach otrzymamy kilkanaście miliardów euro mniej. To konsekwencja brexitu, za którego sprawą z unijnej kasy zniknie ok. 12–14 mld euro rocznie, oraz nieustępliwości reprezentantów tych państw członkowskich, które domagają się zmniejszenia wydatków własnych.

Płatnicy i beneficjenci

Dochody UE pochodzą ze składek państw członkowskich, ceł przywozowych nakładanych na produkty pochodzące spoza UE oraz grzywien nakładanych na przedsiębiorstwa, które nie przestrzegają przepisów unijnych. W 2018 r. Komisja Europejska zaproponowała, aby w latach 2021–2027 w unijnej kasie znalazło się 1,135 bln euro. Ta kwota stanowi 1,11 proc. dochodu narodowego brutto wszystkich 27 państw członkowskich Wspólnoty. Za pomocą tego wskaźnika określa się wysokość długoterminowego budżetu UE. I to właśnie on jest przedmiotem obecnych negocjacji. Grupa Przyjaciół Spójności była usatysfakcjonowana tą propozycją, ale Oszczędna Czwórka zaprotestowała, domagając się obniżenia wskaźnika do 1 proc. Charles Michel zaproponował kompromis: 1,069 proc. Żadna ze stron nie wyraziła jednak na to zgody. Premierzy Hiszpanii i Portugalii, którzy są nieformalnymi liderami GPS, podkreślali, że belgijski polityk, nie wziąwszy pod uwagę zdania większości (przypomnijmy, że chodzi o 17 państw członkowskich), stał się zakładnikiem małej grupki radykałów.

Chociaż polityka spójności obejmuje wszystkie regiony Wspólnoty, większość środków jest kierowana do tych krajów, w których PKB wynosi mniej niż 75 proc. średniej UE. A to oznacza, że pieniądze wpłacane do wspólnej kasy w bardzo ograniczonym stopniu trafiają do Oszczędnej Czwórki. W Holandii, Austrii, Szwecji i Danii praktycznie we wszystkich regionach PKB w przeliczeniu na jednego mieszkańca wynosi więcej niż 90 proc. średniej UE. Natomiast w Polsce aż piętnaście spośród szesnastu województw (wyjątek stanowi woj. mazowieckie) zalicza się do najmniej rozwiniętych regionów, otrzymujących największą pomoc. W efekcie w latach 2004–2019 nasz kraj otrzymał z unijnej kasy aż 163 mld euro, wpłacając 53 mld euro.

W związku z powyższym Oszczędna Czwórka przedstawia negocjacje w sprawie kolejnej perspektywy budżetowej jako starcie płatników netto z beneficjentami netto. Podsumowując szczyt, Mateusz Morawiecki tłumaczył jednak, że tworzenie takiego podziału jest sztuczne i niesprawiedliwe: „Państwa, które domagają się zmniejszenia wydatków własnych, przy jednoczesnym forsowaniu nowych pomysłów, zapominają, że są największym beneficjentem wspólnego rynku. Pieniądze generowane przez kraje Europy Zachodniej z inwestycji przeprowadzonych w naszej części Europy przewyższają ilość środków przekazywanych na wschód za pośrednictwem budżetu Unii Europejskiej” – stwierdził premier polskiego rządu.

Pieniądze za praworządność?

Pomimo braku porozumienia przedstawiciele polskich władz są zadowoleni z wyników szczytu. Polska przyczyniła się nie tylko do utrzymania jedności bardzo zróżnicowanej Grupy Przyjaciół Spójności, ale także do zablokowania cięć w najważniejszych dla jej członków obszarach. Z punktu widzenia naszego kraju najistotniejsze było doprowadzenie do rezygnacji z pomysłu zmian w systemie sprzedaży pozwoleń na emisję CO2. Jako państwo znajdujące się w gronie największych emitentów w UE musielibyśmy ponosić większe niż dzisiaj koszty z tytułu uzyskiwania odpowiednich certyfikatów.

Dobrym rozstrzygnięciem dla Polski byłaby także postulowana zmiana w mechanizmie „pieniądze za praworządność”. Przed szczytem zaproponowano, aby wniosek przesądzający o zablokowaniu wypłat unijnych środków dla kraju mającego problemy z przestrzeganiem prawa (za taki ze względu na przeprowadzaną przez PiS reformę sądownictwa uchodzi Polska) był głosowany tzw. odwróconą większością kwalifikowaną. Wówczas byłby on przyjmowany automatycznie, a głosowano by tylko za jego ewentualnym odrzuceniem. W takiej sytuacji nasz kraj musiałby szukać sojuszników, którzy stanęliby w jego obronie. Charles Michel zaproponował jednak, by taki wniosek był akceptowany przez 15 państw członkowskich. To zmieniłoby logikę działania unijnej machiny na naszą korzyść. Na razie nie wiadomo jednak, które z tych dwóch rozwiązań wejdzie w życie. Podczas szczytu Angela Merkel postulowała powrót do niekorzystnych dla Polski zapisów.

Przewaga Oszczędnej Czwórki nad Grupą Przyjaciół Spójności w negocjacjach o kształt planu finansowego UE polega na tym, że może ona ze spokojem czekać na rozwój wydarzeń. Tymczasem dla frakcji, do której należy Polska, brak porozumienia przed końcem roku oznaczałby problemy w realizacji projektów z funduszy strukturalnych. Brak tych środków prawdopodobnie opóźniłby budowę m.in. Centralnego Portu Komunikacyjnego, trasy Via Carpatia i trzeciej linii warszawskiego metra.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwent dziennikarstwa i medioznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Zaczynał w Akademickim Radiu UL Uniwersytetu Łódzkiego. Współpracował z kwartalnikiem „Fronda Lux”, „Teologią Polityczną Co Miesiąc”, portalami plasterlodzki.pl i bosko.pl. Publikował także w miesięczniku „Koncept”. Interesuje się muzyką i szeroko pojętą kulturą. Jego Obszar specjalizacji to kultura, sprawy społeczno-polityczne, tematyka światopoglądowa, media.

Kontakt:
maciej.kalbarczyk@gosc.pl
Więcej artykułów Macieja Kalbarczyka

Zobacz także

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji