Nowy numer 28/2020 Archiwum

Koronaświrus, czyli histeria

Strach ma wielkie oczy i czasem przysłania świat. Strach przed chorobą potrafi skutecznie zepsuć codzienność.

To nie będzie zachęta do śmieszkowania i nieprzejmowania się. To nie będzie zachęta do bagatelizowania problemu czy negowania faktu: wirusy istnieją i bywają niebezpieczne. To będzie zachęta do zaszczepienia się przeciwko odlotom, panice, histerii, manipulacjom i chorobie zwanej koronaświrusem. Nowość, jaką jest kolejna choroba, wirus, może powodować niepokój. Każdy człowiek ma prawo i obowiązek troszczyć się o zdrowie swoje i innych. Ale czym innym jest troska, czyli w przypadku profilaktyki – mycie rąk, wysypianie się, jedzenie zdrowych posiłków – a czym innym maseczkomania, nakręcanie się oraz teorie spiskowe.

Pierwszy raz w historii medycyny i mediów, czy raczej social mediów, na ekranach smartfonów widzimy walkę świata ze strasznym smokiem, tzn. wirusem. I to zapewne wywołuje rumieńce tudzież reakcje obronne albo wręcz histerycznie ofensywne. Zrozumienie prostego faktu, że wirus opisywany, nagłaśniany, wielokrotnieje i rośnie w siłę, rozprzestrzenia się bardziej w naszych głowach niż w rzeczywistości, jest najlepszym lekarstwem. Na niezdrowy odlot. A straszenie społeczeństwa koronawirusem przez polityków jest rzeczą karygodną. W sytuacji kryzysu i pewnego zagrożenia nie powinno być podziałów politycznych i grania emocjami. Kilka punktów w sondażach jest ważniejsze od spokoju obywateli i realnego spojrzenia na rzeczywistość? Uwaga zresztą, bo nigdy nie wiadomo, w którą stronę te punkty pójdą. Takie to bywają skutki uboczne nieuczciwości i żerowania na strachu ludzkim.

Wirus jak wirus. Przyjdzie, niewątpliwie kogoś zarazi, niewątpliwie trzeba się go strzec i z nim walczyć. Ale rozumem, nie emocjami, nie mówiąc o histerii. Na histerię lekarstwa jak na lekarstwo. Nie licząc oczywiście kubła zimnej wody na przysłowiowy łeb. Warto czasem się tak, dla profilaktyki, oblać. Zimna woda, jak wiadomo, zdrowia doda. I zahartuje.

Moja babcia mawiała, żeby się nie bać stać, bo się daleko nie upadnie. A jak się upadnie, to się wstanie. I chyba podobnie jest z naszymi reakcjami na niewiadomą, na chorobę, na jakieś zagrożenie. Strach ma wielkie oczy i czasem przysłania świat. Strach przed chorobą potrafi skutecznie zepsuć codzienność. Plan przeciw wirusom na najbliższy czas: słuchać specjalistów w danej dziedzinie, nie jakiegoś Kazia czy Malinowskiego albo Dżoany z internetu. Przestrzegać elementarnych zasad higieny. I nie nakręcać się wzajemnie. Taka recepta na zdrowie – również psychiczne.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także