Nowy numer 48/2020 Archiwum

Nastolatkowie z butelką

Jest tani, reklamowany i łatwo dostępny. Co robić, żeby młodzi ludzie nie próbowali alkoholu?

Alkohol jest pierwszym predyktorem sięgania po narkotyki – tłumaczył dr hab. Mariusz Jędrzejko z Wydziału Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Technologiczno-Humanistycznego. Picie powoduje też większe ryzyko popełnienia przestępstwa. Nieletni Polacy często piją. Dlatego podczas konferencji Zespołu KEP ds. Apostolstwa Trzeźwości i Osób Uzależnionych zaprezentowano pracę pt. „Miłość, wolność i odpowiedzialność”, która ma trafić do pedagogów, kuratoriów oświaty i rodziców.

Młodzi na gazie

Z doświadczenia dr. hab.Mariusza Jędrzejki wynika, że nie jest prawdą przekonanie, że młody człowiek, który sięga po trunki, zadowoli się nimi i dzięki temu nie będzie próbował środków odurzających. Przeciwnie, jeśli zażywa narkotyki, to najprawdopodobniej wcześniej pił. Z tego powodu profilaktyka dotycząca różnych uzależnień kierowana jest już do 10–12-letnich dzieci. Chodzi o to, żeby jak najbardziej opóźnić sięgnięcie po piwo czy papierosy. Badania przeprowadzane jeszcze na początku wieku wskazywały, że alkoholu próbowała ponad połowa 13-latków, 78 proc. 15-latków i 94 proc. 17-latków. Inne badania z tego samego czasu wykazały, że w poszczególnych polskich gminach od 84 do 100 proc. uczniów drugiej klasy szkoły średniej miało za sobą inicjację alkoholową. Od 40 do 87 proc. z nich przyznawało, że zdarzyło się im przynajmniej raz upić. Od tego czasu sytuacja nie poprawiła się.

Pijesz – zrobisz gorsze rzeczy

Dla młodych ludzi alkohol nie jest tylko wstępem do innych używek. Wiele przestępstw popełnianych jest pod jego bezpośrednim wpływem. Już w 2000 r. magazyn „Terapia Uzależnienia i Współuzależnienia” przytaczał dane, według których 30 proc. nieletnich podejrzanych o dokonanie zabójstwa i 25 proc. podejrzanych o gwałt popełniło ten czyn po wypiciu trunku. Aż 90 proc. nieletnich sprawców przestępstw miało zwyczaj nadużywania alkoholu, podobnie jak 70 proc. podejrzanych o ogólną demoralizację. Podobny związek odnotowano zresztą wśród dorosłych przestępców: w badanym okresie 54 proc. zabójców i 45 proc. gwałcicieli działało pod wpływem alkoholu. W rzeczywistości odsetek musiał być wyższy zarówno w przypadku nieletnich, jak i dorosłych – w policyjnych statystykach siłą rzeczy uwzględnieni byli tylko ci, których złapano tuż po popełnieniu czynu i przebadano alkomatem. W 2011 r. odsetek pijanych dopuszczających się zabójstw lub gwałtów wyniósł odpowiednio aż 81 i 71 proc.

Kup pan zgrzewkę

Członkowie zespołu KEP mają świadomość, że patologii nie zwalczy kilka prostych decyzji. – Aby doszło do zmiany świadomości społecznej, potrzeba pokolenia – mówił ks. dr hab. Piotr Kulbacki z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Jak dodawał, nie miałaby sensu całkowita prohibicja na wzór tej amerykańskiej z okresu przedwojennego. Z opracowania „Miłość, wolność i odpowiedzialność” wynika natomiast, że potrzebne są zarówno profilaktyka, kierowana do młodzieży i rodziców, jak i ograniczenia zewnętrzne: ograniczenie promocji i dostępności napojów alkoholowych.

W reklamach piwa można dziś zobaczyć efekty graficzne lepsze i zapewne droższe niż w większości polskich filmów, byłego trenera piłkarskiej reprezentacji oraz dawnego gracza FC Barcelona. W przerwach meczów kadry czy spotkań Ligi Mistrzów piwo jest jednym z najczęściej reklamowanych produktów. Billboardy z wizerunkiem butelki czy kufla wiszą nieraz w pobliżu szkół. Według autorów pracy „Miłość, wolność i odpowiedzialność” roducenci tego produktu wydają na promocję ok. 500 mln zł rocznie, zatrudniając przy tym 5 tys. osób. Niekiedy sponsorują imprezy przeznaczone dla młodzieży czy rodzin z dziećmi. Autorzy odnotowali nawet sytuację, kiedy w jednej z gmin podczas uroczystości szkolnej częstowano piwem dzieci z V i VI klasy szkoły podstawowej. Wybuchł skandal, ale dyrektorka placówki została jedynie upomniana.

Zakazane zakazywać

Próby ograniczenia reklamy alkoholu od zawsze spotykały się z oporem. Ustawa o wychowaniu w trzeźwości w ciągu 37 lat obowiązywania była nowelizowana blisko 70 razy – kiedy próbowano ją zaostrzyć, natychmiast pojawiały się naciski, by tego nie robić, albo wprowadzano zmiany, które niweczyły zaostrzenia. Gdy blisko 20 lat temu dyskutowano o zakazie reklamy piwa, na ulicach zawisły billboardy z hasłem: „Produkt jest legalny, a jego reklama nie. Logiczne?”. Popularny w tym czasie komik cytował je w swoim telewizyjnym programie niemal słowo w słowo. Już wcześniej browary reklamowały produkt oficjalnie niezawierający alkoholu – tyle że bohater reklamy, wymawiając słowo „bezalkoholowe”, mrugał okiem. Reklamowana była nawet wódka (słynne spoty z „łódką”). Zakaz ulicznej reklamy, który miał być odpowiedzią na takie zagrywki, obowiązywał jedynie w latach 2001–2002. W przypadku reklamy telewizyjnej nawet ograniczenie czasowe okazało się niemożliwe do utrzymania. Przez niecałe dwa lata do kupowania piwa można było zachęcać po godz. 23. Później granicę obniżono do godz. 20 i tak już zostało. Oznacza to, że reklama bez trudu dociera do nastolatków.

– To nie do przyjęcia, żeby trener reprezentacji narodowej i najlepszy piłkarz reklamowali alkohol – mówił podczas konferencji dr hab. Mariusz Jędrzejko. Autorzy opracowania nie mają wątpliwości, że reklama piwa powinna być zakazana, tak samo jak w 1995 r. zakazano reklamy wyrobów nikotynowych (wcześniej również agresywnie promowanych).

Na każdym rogu

Oficjalnie nieletnim nie wolno sprzedawać alkoholu. Grozi za to kara finansowa wynosząca przynajmniej 100 zł (w teorii nawet do 720 tys. zł, ale w praktyce nikt nie wymierza takiej grzywny sprzedawcy ze sklepu osiedlowego). Za rozpijanie małoletniego, czyli dostarczanie mu alkoholu lub ułatwianie mu w jakiś sposób zdobycia go, można trafić za kratki nawet na 2 lata. Mimo to piwo czy wódka są w całej Polsce na wyciągnięcie ręki. Zgodnie z normami Światowej Organizacji Zdrowia, na które powołują się autorzy raportu, jeden sklep z napojami alkoholowymi powinien przypadać na przynajmniej 1 tys. mieszkańców. W państwach starej Unii Europejskiej jest jeden na 5 tys. osób. W Polsce punkt z napojami wyskokowymi przypada na 250–275 osób, a w niektórych gminach nawet na mniej niż 200 osób. Sklep całodobowy to w naszym kraju normalny widok. Wódkę czy wino można też dostać na niemal każdej stacji benzynowej. W 2018 r. pojawiła się możliwość wprowadzenia przez samorząd zakazu sprzedaży trunków po godz. 22. Po roku obowiązywania tych przepisów Polska Agencja Rozwiązywania Problemów Alkoholowych podawała, że na taki krok zdecydowały się 162 miasta i gminy. Niektóre zniosły później zakaz, ale inne mówiły o poprawie bezpieczeństwa. Mniej awantur z udziałem nietrzeźwych odnotowano w Piotrkowie Trybunalskim, Katowicach, Wrocławiu czy Nowym Sączu. Przepisy mogły mieć też wpływ na zamknięcie niektórych punktów z alkoholem, bo ich liczba w całej Polsce spadła o 2,6 tys. Proces zaczął się jednak wcześniej – jeszcze w 2015 r. było ich ponad 137 tys., a w 2018 r. – 127 tys.

Nie wiadomo, czy podobne regulacje zostaną wprowadzone w całej Polsce. Z pewnością jednak to nie wystarczy. Jak zaznaczają autorzy opracowania, wbrew częstej opinii młodzi ludzie nie sięgają po alkohol z powodu mody ani po to, by pokazać swoją dorosłość. „Prawdziwy powód jest tylko jeden: próba ucieczki od życia” – pisze ks. dr Marek Dziewiecki. „W tej sytuacji jedyną skuteczną formą profilaktyki uzależnień jest uczenie wychowanka, by krytycznie myślał i dojrzale kochał”.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama