Nowy numer 23/2020 Archiwum

Dryfująca Platforma

Platforma Obywatelska jest w największym kryzysie od momentu powstania w 2001 r. I nie ma pomysłu, jak się z tej zapaści wydobyć.

Bez programu, bez celu, bez przywództwa i bez sukcesów politycznych. Tak źle jeszcze w PO nie było. Przyszłość ugrupowania, które przez lata dominowało w polskiej polityce, nie rysuje się optymistycznie. Oczywiście trzeba mieć świadomość, że Platforma jest największą partią opozycyjną. Mimo że od 5 lat wszystkie wybory wygrywa Zjednoczona Prawica, PO (ostatnio z koalicjantami) osiąga zawsze drugie miejsce, choć wyniki ma coraz słabsze. Wyjątkiem są tegoroczne wybory do Senatu, gdy wraz z innymi partiami opozycyjnymi osiągnęła większość, co pozwala na przełamanie dominacji PiS w parlamencie. PO ma też swojego marszałka w senacie, który ma dość duże możliwości działania. W sondażach prezydenckich kandydatka Platformy Małgorzata Kidawa-Błońska zajmuje drugie miejsce za Andrzejem Dudą, z wyraźną przewagą nad pozostałymi kandydatami.

Niewykorzystany potencjał

Platforma tego potencjału nie potrafi wykorzystać. Marszałek Tomasz Grodzki jest bardzo aktywny, ale jego działania budzą kontrowersje, np. zaangażowanie zagraniczne, do którego nie ma uprawnień konstytucyjnych. Wygłaszane przez niego orędzia telewizyjne przechodzą bez echa. Do tego cieniem na marszałku Grodzkim kładą się oskarżenia o przyjmowanie łapówek w związku z jego pracą lekarską.

Platforma wraz z opozycją skompromitowała się w czasie głosowania nad ustawami sądowymi 19 grudnia, nie wykorzystując liczebnego potencjału w Sejmie. W głosowaniu nie wzięło udziału 11 posłów z klubu Koalicji Obywatelskiej, który tworzy Platforma wraz z mniejszymi ugrupowaniami. Gdyby zagłosowali, ustawy zostałyby odrzucone, gdyż opowiedziało się za nimi 204 posłów, a przeciw było 195. Nie biorąc udziału w głosowaniu, Platforma pokazała nie tylko swoją słabość, ale brak wiarygodności, gdyż ujawniła, że o demokrację troszczy się jedynie werbalnie. Kolejnym sprawdzianem wiarygodności i siły PO będą prace Senatu.

Pustka programowa

Gdyby przeciętny Polak miał wymienić chociaż jeden postulat programowy, oryginalny pomysł PO dla Polski, większość miałaby z tym problem. Brak programu świetnie ilustruje sprawa tzw. sześciopaku Schetyny, czyli programu KO w czasie ostatnich wyborów parlamentarnych. W trakcie rozmów z dziennikarzami okazało się, że sam autor „sześciopaku” ma kłopot z wymienieniem jego punktów, a niektórzy kandydaci KO w ogóle go nie znają.

Platforma Obywatelska nigdy nie stawiała sobie zbyt ambitnych celów. Najlepiej streszcza to metafora użyta przez Donalda Tuska w 2010 r. Zadeklarował on wtedy, że celem jego rządów nie będą wielkie projekty, ale „ciepła woda w kranie”. Chodziło mu o stabilizację i rozwój materialny, co w praktyce oznaczało stagnację i rozkład. Paradoksalnie przez pewien czas taka polityka odpowiadała większości Polaków, którzy powierzali tej partii władzę. Platforma kojarzyła się ze stabilizacją i tzw. świętym spokojem. Jednak z czasem okazało się, że to za mało, pojawiły się nowe wyzwania, np. rosnące rozwarstwienie społeczne. Do tego PO nie radziła sobie z rządzeniem, korupcja czy kryzys instytucji państwowych to tylko niektóre tego przykłady. W jaskrawy sposób uwidoczniła to sprawa katastrofy smoleńskiej, szczególnie jej wyjaśniania, czy nagrania rozmów czołowych polityków PO, które ujawniły ich skandaliczny stosunek do państwa.

Bez idei

Podobnie jak programu Platforma nie ma też katalogu wartości, do jakich się odwołuje. Wybiera je w zależności od okoliczności i aktualnych potrzeb politycznych. Początek przebiegał pod hasłami chadeckimi, w wystąpieniach programowych pojawiało się odwołanie do wartości chrześcijańskich. W Parlamencie Europejskim PO należy do rodziny partii chadeckich (EPL). Jednak to tylko szyld. Platforma traktuje bowiem wartości ideowe instrumentalnie. Na przykład Donald Tusk w 2005 r. deklarował, że jest przeciwko związkom partnerskim, a 5 lat później, że za. W sprawie aborcji PO opowiada się za istniejącym kompromisem, ale popiera in vitro, wprowadzając nawet jego finansowanie z budżetu państwa, a za rządów Ewy Kopacz przyjęta została jedna z najbardziej liberalnych ustaw o sztucznym zapłodnieniu w Europie. Głosami PO została też ratyfikowana konwencja przemocowa opierająca się na ideologii gender. Platforma, starająca się uchodzić za partię ideowo centrową, w ostatnich wyborach europejskich licytowała się z lewicą na skrajne rozwiązania obyczajowe, m.in. deklarowała poparcie dla związków jednopłciowych, a nieoficjalnie także umożliwienie im adoptowania dzieci, atakowała też Kościół. Gdy taka strategia nie przyniosła rezultatu, a nawet zraziła część umiarkowanych wyborców, w wyborach krajowych PO już tej problematyki nie poruszała, ale prezentowała się jako ugrupowanie ideowo umiarkowane.

Anty-PiS nie działa

Właściwie jedynym stałym elementem określającym tożsamość Platformy jest walka z PiS. Strategia ta pojawiła się po przegranych przez PO wyborach parlamentarnych i prezydenckich w 2005 r. Ponieważ oba ugrupowania miały w wielu kwestiach zbliżone propozycje, np. w sprawie dekomunizacji (przypomnijmy, że obie partie zgodnie przegłosowały w 2006 r. ustawę lustracyjną, czy za likwidacją Wojskowych Służb Informacyjnych), Donald Tusk postanowił zbudować tożsamość swojego ugrupowania na ostrej krytyce PiS-u. Ujawnia to w książce „Anatomia przypadku” ówczesny prominentny polityk PO Jan Maria Rokita. Opisując posiedzenia klubu PO z drugiej połowy 2006 r., Rokita wskazuje, że Tusk zredukował całą myśl polityczną do walki z PiS: „Nakłonił całą Platformę, aby nie zajmowała się od rana do wieczora niczym innym, jak tylko straszeniem ludzi Kaczyńskim”. Antypisowska histeria była nieuzasadniona i została sztucznie rozbudzona. Inną sprawą jest, że Jarosław Kaczyński podjął rękawicę i odpowiadał równie bezpardonową walką z PO.

Jednak w 2015 r. okazało się, że większość Polaków poparła PiS i straszenie partią Kaczyńskiego już nie wystarczy. Kolejnym błędem PO było niedostrzeżenie tego faktu i przejście do „totalnej opozycji”, co sprowadza się do krytykowania wszystkiego, co wychodzi od Zjednoczonej Prawicy, i jednocześnie braku własnych poważnych propozycji. Tak jest to dziś.

Kryzys przywództwa

Platforma została zbudowana jako partia wodzowska, z Donaldem Tuskiem na czele. Choć na początku było trzech założycieli – Donald Tusk, Andrzej Olechowski i Maciej Płażyński – to z czasem Tusk przejął pełnię władzy. Stąd jego wyjazd do Brukseli w 2014 r., by objąć stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej, spowodował kryzys przywództwa, który trwa do dziś.

Donald Tusk namaścił na swoją następczynię Ewę Kopacz, która została też premierem, ale po przegranych wyborach w 2015 r. władzę w PO przejął Grzegorz Schetyna. Niewiele to pomogło. PO pod wodzą Schetyny przegrała wybory samorządowe, europejskie i krajowe, a on sam ogłosił, że nie będzie się ubiegał o stanowisko szefa partii, co jest nie tylko jego osobistą porażką, ale kolejnym elementem świadczącym o kryzysie partii.

25 stycznia odbędą się wybory nowego przewodniczącego PO. Głosować mogą członkowie partii. Problem w tym, że wśród sześciu kandydatów nie ma wybitnej postaci, która mogłaby nadać nowy kierunek PO. Najmniej szans ma Bartosz Arłukowicz, który do PO przeszedł z lewicy. Jako minister zdrowia kompletnie się nie sprawdził i w partii nie ma poparcia. Nisko w rankingu plasuje się Joanna Mucha, która jest co prawda osobą ambitną i jednym z głównych krytyków Schetyny, ale na większe poparcie nie może liczyć. Jako średnie oceniane są szanse Bogdana Zdrojewskiego, obecnie senatora PO, ministra kultury w rządach Donalda Tuska. Wydaje się, że bój o zwycięstwo stoczy wysunięty przez Schetynę Tomasz Siemoniak i faworyt „młodych” Borys Budka. Siemoniak ma 52 lata i jest już tak długo w polityce, że trudno wiązać z jego osobą nadzieje na nowe otwarcie. Faworytem więc wydaje się Borys Budka, 41-letni były minister sprawiedliwości. Jego wadą jest brak charyzmy. Nieporozumieniem jest kandydatura Bartłomieja Sienkiewicza, ministra MSWiA w rządzie Tuska, który okrył się złą sławą po ujawnieniu opinii, jakie formułował w czasie nagranych rozmów polityków PO. Osoba z takim obciążeniem powinna wycofać się z aktywnego życia politycznego, a nie ubiegać się o fotel szefa największej partii opozycyjnej.

Wciąż silna Platforma pogrąża się w kryzysie i nie widać drogi wyjścia. Za jakiś czas może się okazać, że partia o takim obliczu i braku skuteczności jest po prostu zbędna, a jej dotychczasowi zwolennicy przeniosą poparcie na inne ugrupowania, gdyż alternatywa istnieje.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Bogumił Łoziński

Zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Polska”.
Pracował m.in. w Katolickiej Agencji Informacyjnej jako szef działu krajowego, oraz w „Dzienniku” jako dziennikarz i publicysta. Wyróżniony Medalem Pamiątkowym Prymasa Polski (2006) oraz tytułem Mecenas Polskiej Ekologii w X edycji Narodowego Konkursu Ekologicznego „Przyjaźni środowisku” (2009). Ma na swoim koncie dziesiątki wywiadów z polskimi hierarchami, a także z kard. Josephem Ratzingerem (2004) i prof. Leszkiem Kołakowskim (2008). Autor publikacji książkowych, m.in. bestelleru „Leksykon zakonów w Polsce”. Hobby: piłka nożna, lekkoatletyka, żeglarstwo. Jego obszar specjalizacji to tematyka religijna, światopoglądowa i historyczna, a także społeczno-polityczna i ekologiczna.

Kontakt:
bogumil.lozinski@gosc.pl
Więcej artykułów Bogumiła Łozińskiego

 

Zobacz także

  • matabane
    17.01.2020 22:21
    Tezy pana Łozińskiego:
    - Platforma jest w największym kryzysie, bez programu, bez celu, bez przywództwa i bez sukcesów politycznych ...
    powtarzane przez każdego prawie polityka Zjednoczonej Prawicy w tzw. Przekazach Dnia kłamstwa jak widać stają się powoli prawdą w
    świadomosci elit katolickich.
    - Platforma wraz z opozycją skompromitowała się w czasie głosowania nad ustawami sądowymi...
    Bzdura powtarzana przez rządowe media, bo gdyby KO wygrała, to pewno wkrótce pani Marszałek nakazałałaby reasumpcję głosowania,
    które zostałoby powtórzone przy pełnym kworum PISu, tak aby PIS wygrał, tak już było panie Łoziński gwoli przypomnienia ...

    - o marszałku Senatu, panie Grodzkim:
    - orędzia telewizyjne przechodzą bez echa ..., i znowu powyższa teza jak mantra powtarzana przez media publiczne,
    które pan Łoziński pilnie słucha i w komentarzu naśladuje,
    - cieniem na marszałku Grodzkim kładą się oskarżenia o przyjmowanie łapówek ...,
    jakoś przez ostatnie lata nikt przeciw panu Grodzkiemu, jak jeszcze był zwykłym senatorem niczego takiego nie zgłaszał,
    ale odkąd "wygryzł" pana Karczewskiego jest wrogiem publicznym nr 2 obok pani Gersdorf i nawet CBA w ogłoszeniach poszukuje osób dających łapówki.

    Smutne to, że elity "Gościa" są tak jednostronne, ludzi myślący inaczej w Gościu już nie publikują, albo nie mogą,
    bo może nie odpowiadają obecnej linii politycznej czasopisma (jak pan Andrzej Zoll, którego felietony chętnie czytałem),
    smutne bo tym samym "Gość" opowiada się za określoną opcją polityczną, dominującą obecnie w Polsce.
    Co moim zdaniem szkodzi czasopismu jak i odibje się czkawką całemu katolicyzmowi w Polsce. Może być (oby nie) tak jak w Irlandii,
    że wierni pokażą swojemu Kościołowi środkowy palec (tam popierajac legalizację małżeństw homo...).
    A u nas może być tak, że po dojściu lewicy do władzy, wahadło wychyli się w drugą stronę i
    będziemy musieli walczyć w obronie istniejącego "kompromisu aborcyjnego" i religii w szkołach ...
    doceń 0
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji