Nowy numer 48/2020 Archiwum

Największe więzienie świata

Wyciek tajnych chińskich dokumentów potwierdza, że władze w Pekinie zmieniły zamieszkaną przez Ujgurów prowincję Sinciang w wielkie więzienie.

To prawdopodobnie największy przypadek zniewolenia jednej grupy religijno-etnicznej od czasów Holokaustu – tak sytuację Ujgurów określa najbardziej znany zagraniczny rzecznik praw tego narodu Thomas Zenz. Władze w Pekinie przez lata negowały oskarżenia o represjonowanie ujgurskiego narodu, ale jednocześnie izolowały ten region od świata. Pod koniec listopada grupa dziennikarzy, działająca jako Międzynarodowe Konsorcjum Dziennikarzy Śledczych, ujawniła kilka zdobytych przez siebie tajnych dokumentów. To rzadki przypadek przecieku z wysokich kręgów komunistycznych władz i dowód na potężną skalę prześladowań Ujgurów. Od miliona do nawet półtora miliona z nich przebywa bez wyroku w więzieniach, nazywanych eufemistycznie „centrami edukacji zawodowej”, gdzie przemocą poddawani są procesowi wynaradawiania. Ci, którzy nie siedzą w więzieniach, są natomiast ofiarami zakrojonej na gigantyczną skalę inwigilacji.

Niespokojne chińskie kresy

Ujgurzy to grupa etniczna pochodzenia tureckiego, mocniej związana kulturowo z Azją Środkową niż z Chinami. Zresztą z kulturalnej stolicy Ujgurów – Kaszgaru – bliżej jest do Bagdadu niż do Pekinu. Ujgurów jest około 12 mln, z czego ponad 11 mln mieszka w granicach Chin. Chińczycy podbili ujgurskie ziemie (historyczną krainę Dżungaria) w XVIII w., nadając im nazwę Sinciang – Nowe Kresy. Prowincja uchodziła za bardzo niespokojną. Ujgurzy wielokrotnie wszczynali powstania, w XX wieku (w 1933 i 1944 r.) dwukrotnie ogłaszali niepodległość. W drugiej połowie XX w., gdy doprowadzono linię kolejową z centralnych Chin, a na miejscu odkryto bogate zasoby surowców naturalnych, zaczęła szybko rosnąć migracja Chińczyków do tej prowincji. W XXI wieku Ujgurzy stali się w Sinciangu mniejszością, politycznie marginalizowaną (mimo że teoretycznie cieszą się autonomią) i prześladowaną religijnie. Władze w Pekinie bezwzględnie walczą z praktykowaniem islamu, który dominuje wśród Ujgurów.

Odpowiedzią na represje ze strony rządu była seria aktów terroru. W 2009 r. w stolicy Sinciangu – Urumczi – doszło do zamieszek wymierzonych w napływową ludność z innych prowincji Chin, zginęło 197 osób. W 2013 r. trzech ujgurskich terrorystów wjechało autem w przechodniów na pl. Tiananmen w Pekinie, a rok później grupa ujgurskich nożowników zasztyletowała 35 osób na stacji kolejowej w mieście Kunming w południowych Chinach.

Krwawe ataki terrorystyczne i rosnące wpływy radykalnych organizacji islamistycznych w Sinciangu stanowiły wygodny pretekst dla Xi Jingpinga do generalnej rozprawy z niepokorną mniejszością. Ziemie Ujgurów stały się dla Pekinu poligonem doświadczalnym do połączenia „tradycyjnych” sposobów walki z wrogiem oraz nowych metod inwigilacji obywateli z wykorzystaniem nowoczesnej technologii.

Alarmujące doniesienia na temat tysięcy Ujgurów zamykanych w „ośrodkach politycznej reedukacji” zaczęły pojawiać się od 2017 roku, m.in. w raportach Human Right Watch i w zagranicznych mediach. Informacje były jednak bardzo skąpe, gdyż aktywność dziennikarzy i obrońców praw człowieka była maksymalnie ograniczana. Pekin zaprzeczał wszelkim doniesieniom o masowych aresztowaniach.

Obozy koncentracyjne

Ujawnione dokumenty nie pozostawiają wątpliwości, że prześladowania w prowincji Sinciang prowadzone są na szeroką skalę. Ujgurzy zamykani są w systematycznie rozbudowywanej sieci więzień. Władze utrzymują, że są to „placówki kształcenia”, gdzie dzięki lekcjom języka chińskiego i kursom zawodowym można „zdobyć stabilne zatrudnienie i podnieść standard życia”.

Jednakże w odtajnionej notatce, sygnowanej przez Zhu Hailuna, zastępcę sekretarza Komunistycznej Partii Chin w Sinciangu, zawarte są następujące wskazówki dla aparatu bezpieczeństwa: „z placówek nikomu nie wolno uciec [...], karać naruszenia dyscypliny [...], promować postawę wyrażania skruchy [...], zachęcać do pełnej zmiany postępowania [...], zapewnić pełen nadzór kamer we wszystkich pomieszczeniach”. Z zeznań nielicznych świadków, którzy przeszli przez placówki bądź mieli z nimi kontakt, wynika, że niewiele różnią się one od obozów koncentracyjnych, prowadzonych przez totalitarne reżimy w XX wieku. Trafia się tam bez wyroku sądowego, nie jest też określony czas przebywania. Osadzeni nie mają żadnego kontaktu z rodziną. Jeżeli do obozu trafi dwoje rodziców, dzieci oddawane są do państwowych domów dziecka. Osadzeni wykonują roboty przymusowe. Stosowane są kary fizyczne, a przede wszystkim psychiczne: kamery i strażnicy kontrolują każdy moment dnia i nocy.

Jedyną możliwością opuszczenia obozu jest, zgodnie z notatką Zhu Hailuna, zademonstrowanie przez osadzonych „zmiany zachowania, wiary i języka”; później jeszcze muszą udowodnić prawdziwość swojej przemiany podczas półrocznego pobytu w obozie przejściowym. Nie ma więc wątpliwości, że sieć więzień służy do wynarodowienia Ujgurów i wyprania ich mózgów. Nawet chińskie filmy propagandowe, pokazujące placówki w Sinciangu jako szkoły, zawierają niepokojące sceny, takie jak na przykład wypowiedź jednego z uczniów: „W pełni zrozumiałem moje błędy, gdy wrócę do domu, będę dobrym obywatelem”.

Dopełnieniem terroru w Sinciangu jest pełna inwigilacja życia obywateli. Dowodem na to są zdobyte przez dziennikarzy tajne notatki chińskiej bezpieki. Dzięki bardzo gęsto rozmieszczonej sieci posterunków policyjnych i kamer wyposażonych w systemy rozpoznawania twarzy, a także zainstalowaniu we wszystkich telefonach komórkowych Ujgurów przymusowej aplikacji chińskie władze są w stanie ściśle nadzorować aktywność niemal każdego obywatela. Blokowany jest internet, więc prowincja została odizolowana od świata. Ujgurzy mający podwójne obywatelstwo są inwigilowani także za granicą, w czym biorą udział chińskie ambasady. Jeżeli podejmują jakąkolwiek antyrządową aktywność, ich rodziny mieszkające w Chinach natychmiast lądują w obozach. Całkowicie zakazane zostało praktykowanie islamu. Zamknięte są meczety, nie wolno nosić brody ani nadawać dzieciom niechińsko brzmiących imion.

Dziennikarskie śledztwo ujawniło, że Ujgurzy trafiają do obozu z takich powodów jak przyłapanie przez kamerę na modlitwie, przyznanie się do poszczenia w ramadanie czy posiadanie w telefonie „podejrzanych” aplikacji. Skala zatrzymań jest ogromna. W jednym z odtajnionych dokumentów wspomina się o 15 tys. osadzonych w obozach tylko w ciągu jednego miesiąca – lipca 2017 r.

W odpowiedzi na wyciek danych chińskie władze przestały negować istnienie ośrodków internowania Ujgurów. Przewodniczący regionu Sinciang Shohrat Zakir podtrzymuje jednak, że są to placówki „dobrowolne”, a wszyscy, którzy tam przebywali, „ukończyli je i prowadzą teraz szczęśliwe życie”. Słowa o dobrowolności stoją w sprzeczności z odtajnionymi notatkami. Natomiast deklaracje o tym, że nikogo nie ma już w tych ośrodkach, są trudne do zweryfikowania. Obrońcy praw człowieka, korzystając ze zdjęć satelitarnych (jedynej opcji monitorowania sytuacji w Sinciangu bez nadzoru Pekinu), alarmują, że każdego roku w kolejnych odizolowanych rejonach wyrastają duże ufortyfikowane kompleksy zabudowań.

Daremne protesty

Na świecie zapanowało spore poruszenie tragicznym losem Ujgurów. Brytyjskie władze wezwały Pekin, by wpuścił do ośrodków w Sinciangu inspektorów ONZ. Działania chińskich władz potępiła Komisja Europejska. 18 grudnia Parlament Europejski przyznał nagrodę Sacharowa Ilhamowi Tohtiemu – ujgurskiemu aktywiście walczącemu o przestrzeganie praw politycznych swojego narodu. W 2014 r. został on skazany na wieloletnie więzienie. Odbierająca nagrodę w jego imieniu córka przyznała w poruszającym wystąpieniu, że nie wie, gdzie jest jej ojciec, a dla Ujgurów nie ma dziś wolności w szkołach, miejscach publicznych ani w prywatnych domach. 4 grudnia Izba Reprezentantów USA przyjęła projekt ustawy nakładający na Chiny sankcje za „systematyczne dyskryminowanie Ujgurów przez odbieranie im praw politycznych, wolności słowa, wyznania, swobody poruszania się i sprawiedliwych procesów sądowych”.

Pekin odrzuca te oskarżenia i traktuje apele o poprawę losu Ujgurów jako próby ingerencji w wewnętrzne sprawy kraju. Nie ma żadnych przesłanek, by oczekiwać ustępstw ze strony chińskich władz, a społeczność międzynarodowa nie ma możliwości skutecznego nacisku. Najprawdopodobniej Chiny przeczekają okres wzmożonej uwagi świata dotyczącej wydarzeń w Sinciangu i sprawią, że problem ten, tak jak Tybet, stanie się wyłącznie przedmiotem rytualnych, nic nie znaczących protestów.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama