Nowy numer 47/2020 Archiwum

Rok po tomosie

Przed rokiem patriarcha Bartłomiej wydał specjalny dekret (tomos), nadający samodzielność Ukraińskiemu Kościołowi Prawosławnemu. Co ten akt zmienił w życiu religijnym naszych wschodnich sąsiadów?

Wydanie tomosu poprzedził zwołany na 15 grudnia 2018 r. ogólnoukraiński synod, który odbył się w soborze sofijskim (Mądrości Bożej) w Kijowie. Doszło wówczas do zjednoczenia niekanonicznych wspólnot prawosławnych: Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Kijowskiego, Ukraińskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego oraz grupy wiernych z Patriarchatu Moskiewskiego i powstał Kościół Prawosławny Ukrainy.

Na czele nowej struktury stanął wybrany na synodzie metropolita kijowski i całej Ukrainy Epifaniusz (Dumenko). 6 stycznia 2019 r. w uroczystość Objawienia Pańskiego podczas liturgii w Konstantynopolu (Stambule) patriarcha Bartłomiej przekazał w obecności prezydenta Ukrainy nowemu metropolicie kijowskiemu tomos potwierdzający samodzielność (autokefalię) tego Kościoła. Jednocześnie nadal istnieje Ukraiński Kościół Prawosławny Patriarchatu Moskiewskiego. Jego głową jest metropolita kijowski Onufry (Berezowski).

Powstanie samodzielnego ukraińskiego prawosławia bardzo źle przyjęto w Moskwie. Pozytywnie za to przyjęli je katolicy obrządku wschodniego na Ukrainie. Biskupi łacińscy zachowali wobec tego procesu wstrzemięźliwość. Uznali, że jest on wewnętrzną sprawą Kościoła prawosławnego.

Nie tylko religijne znaczenie

Przyznanie autokefalii Kościołowi prawosławnemu na Ukrainie było ważnym wydarzeniem nie tylko religijnym, ale i politycznym, które w dłuższej perspektywie może na nowo zdefiniować ukraińską tożsamość narodową. Nieszczęśliwą okolicznością nadania tomosu były wybory prezydenckie na Ukrainie. Ówczesny prezydent Petro Poroszenko uczynił z tego wydarzenia ważny atut swej kampanii prezydenckiej. Tomos miał być nie tylko czynnikiem konsolidacji ukraińskiego prawosławia, ale i ideowym orężem w walce z rosyjską agresją. Ten polityczny kontekst z pewnością zaważył na społecznej recepcji aktu ogłoszenia niezależności ukraińskiego prawosławia, ale mu nie pomógł. Rosyjska propaganda nagłaśniała na cały świat ułomności procesu przerejestrowywania się poszczególnych parafii czy przypadki udziału bojówek w wyganianiu duchownych, pragnących zachować wierność promoskiewskim strukturom kościelnym. Spory wpisywały się w kontekst toczącej się ciągle wojny na wschodniej Ukrainie. Ukraińska hierarchia prawosławna związana z Moskwą nigdy jednoznacznie nie potępiła zarówno aneksji Krymu, jak i podsycania przez Rosję separatystycznego buntu w Donbasie. Jest to poniekąd zrozumiałe, biorąc pod uwagę, że zdecydowana większość mieszkańców obu separatystycznych republik – donieckiej i ługańskiej – to wierni tego Kościoła. Zarówno w Ługańsku, jak i w Doniecku działają biskupi podporządkowani metropolicie Onufremu. Dla nich zagrożeniem nie są wojska rosyjskie, wspierające separatystów, ale armia ukraińska, starająca się przywrócić ukraińską suwerenność na tym terytorium. Jednak także na innych terenach Ukrainy, gdzie dominuje ludność rosyjskojęzyczna, ocena wojny na wschodzie jest często inna aniżeli na zachodzie Ukrainy. Decyzja o tomosie wpisywała się w te podziały, dodatkowo je petryfikując i zaostrzając.

Tylko 4 procent

Według statystyk przedstawianych przez Patriarchat Moskiewski od grudnia 2018 r. z ukraińskiego prawosławia, uznającego kanoniczną zwierzchność Moskwy, do nowego Kościoła prawosławnego na Ukrainie przerejestrowało się dobrowolnie zaledwie 78 parafii. 220 przerejestrowało się niezgodnie z ukraińskim prawem. Natomiast ponad 100 świątyń – według szacunków Patriarchatu Moskiewskiego – siłą przejęli zwolennicy nowego autokefalicznego Kościoła prawosławnego. Według statystyk Ministerstwa Kultury Ukrainy, nadzorującego sprawy wyznaniowe, do lutego 2019 r. wpłynęły kompletne dokumenty od 340 parafii pragnących dokonać przerejestrowania. Najwięcej takich przypadków miało miejsce na zachodniej i centralnej Ukrainie, a więc w Galicji, na Wołyniu, w rejonie Winnicy i Żytomierza. Część z nich była jednak kwestionowana przez hierarchów należących do Patriarchatu Moskiewskiego, wskazujących, że pod dokumentami nie podpisała się wymagana prawem większość dwóch trzecich parafian.

Inne liczby podawali przedstawiciele samodzielnego ukraińskiego prawosławia. W lipcu 2019 r. w czasie obchodów 1031. rocznicy chrztu Rusi metropolita kijowski Epifaniusz powiedział, że od grudnia 2018 r. w jego Kościele zarejestrowało się już 500 parafii w całej Ukrainie, należących wcześniej do Patriarchatu Moskiewskiego. Jednocześnie przyznał, że obecnie proces wyraźnie się zatrzymał. Według oficjalnych informacji z jesieni 2019 r. przerejestrowało się 547 parafii, przy czym tylko 77 proc. spośród nich przeszło pełną procedurę rejestracyjną. Oznaczałoby to, że tylko 4 proc. parafii należących niegdyś do Patriarchatu Moskiewskiego przeszło do Kościoła Prawosławnego Ukrainy.

Z całą pewnością przebieg prezydenckiej kampanii wyborczej w 2019 r. miał na to duży wpływ. Zwycięstwo w kwietniu 2019 r. Wołodymyra Zełenskiego, rosyjskojęzycznego niepraktykującego Żyda ze wschodniej Ukrainy, umocniło w szeregach duchowieństwa i wiernych zwolenników utrzymania więzi z Patriarchatem Moskiewskim i zahamowało proces rejestracji parafii „moskiewskich” w Kościele ukraińskim.

Zełenski po wyborze oświadczył, że nie będzie faworyzował żadnego z odłamów ukraińskiego prawosławia, w praktyce jednak nie brakowało przypadków wspierania przez administrację struktur Patriarchatu Moskiewskiego.

Najsilniejsza struktura

W tym samym czasie Kościół prawosławny związany z Moskwą wzmacniał się. W minionym roku powstało 250 nowych parafii. Obecnie Patriarchat Moskiewski na Ukrainie posiada 12 338 parafii, a niezależny Prawosławny Kościół Ukrainy ok. 7 tysięcy. Zwiększyła się także liczba kapłanów należących do Patriarchatu Moskiewskiego. Jest ich obecnie 12 411 oraz 4609 mnichów, skupionych w 254 klasztorach. Do nich należą dwa główne centra ukraińskiego monastycyzmu – ławry Peczerska w Kijowie i Poczajowska na Wołyniu. Tradycyjnie klasztory i związane z nimi bractwa były ostoją wpływów rosyjskich na Ukrainie i dzisiaj to się nie zmieniło. Kościół prawosławny uznający kanoniczną zwierzchność Patriarchatu Moskiewskiego jest więc nadal największą strukturą kościelną działającą obecnie na Ukrainie. Metropolicie Epifaniuszowi nie ułatwiała zadania postawa byłego zwierzchnika Patriarchatu Kijowskiego patriarchy Filareta (Denysenki). Początkowo zaakceptował on wyniki synodu zjednoczeniowego, ale następnie ogłosił, że Patriarchat Kijowski nie został zlikwidowany, i próbował kontynuować jego działalność. Ta dywersyjna postawa wprowadzała zamieszanie i wątpliwości wśród wiernych, stawiając znak zapytania nad wiarygodnością powstałych niedawno wspólnych struktur.

Kolejnym problemem, którego nie udało się szybko rozwiązać, było uznanie międzynarodowego statusu ukraińskiego Kościoła przez inne Kościoły prawosławne. Pomimo osobistego zaangażowania patriarchy Bartłomieja inne Kościoły długo nie uznawały kanoniczności tej decyzji. Pojawiły się liczne głosy, nie tylko z kręgów rosyjskiego prawosławia, aby cały proces usamodzielnienia się struktur kościelnych na Ukrainie poddać międzynarodowemu nadzorowi. Był nawet pomysł zwołania specjalnego synodu, który oceniłby sytuację na Ukrainie. Dopiero w sierpniu 2019 r. Święty Synod prawosławnego Kościoła Grecji uznał kanoniczne prawo patriarchy Bartłomieja do udzielania autokefalii oraz dalszego zajmowania się sprawą uznania Prawosławnego Kościoła Ukrainy, a w październiku sam go ostatecznie uznał. Powinno to wpłynąć na inne Kościoły prawosławne, które dotąd czekały na decyzję Aten w tej sprawie.

Czekaliśmy 333 lata

Z perspektywy minionego roku widać, w jak wielkich bólach rodzi się samodzielność ukraińskiego prawosławia. Nie ulega wątpliwości, że odważna decyzja patriarchy Bartłomieja, podjęta pomimo ogromnej presji ze strony Patriarchatu Moskiewskiego, miała wymiar historyczny. Jak powiedziała w czasie dyskusji na ten temat w Warszawie znana ukraińska pisarka Oksana Zabużko, przekazanie tomosu do Kijowa było spełnieniem marzeń wielu pokoleń Ukraińców. Za własnym Kościołem tęsknili od 1686 r., kiedy patriarcha Konstantynopola wydał tomos podporządkowujący prawosławną metropolię kijowską patriarsze moskiewskiemu. – Na nowy czekaliśmy 333 lata – podkreśliła Zabużko. Dzięki niemu odrodziło się ukraińskie prawosławie, niezależne od Moskwy i uznane przez najważniejszy autorytet w świecie prawosławnym. Wierni teraz mogą przystępować do sakramentów bez obawy o ich ważność, i to jest szansa na odbudowę życia kościelnego na Ukrainie na zupełnie nowych zasadach, podkreśliła. Reszta zaś – dodała – jest kwestią czasu. Zakończyła swe emocjonalne wystąpienie słowami nadziei, że zapoczątkowany przed rokiem proces będzie się rozwijał i przywracał wartości duchowe i kulturalne rugowane w czasie dominacji w ukraińskim prawosławiu Patriarchatu Moskiewskiego. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się