Nowy numer 21/2020 Archiwum

Nowa odsłona starego sporu

Rozwiązanie sporu o kształt wymiaru sprawiedliwości będzie jednym z najważniejszych zadań stojących przed polską polityką. Bez dialogu i woli porozumienia wszystkich stron niczego jednak nie osiągniemy.

Nowelizacja ustawy o ustroju sądów powszechnych i Sądzie Najwyższym wprowadza odpowiedzialność dyscyplinarną sędziów, m.in. za działania kwestionujące skuteczność powołania sędziego oraz za „działalność publiczną niedającą się pogodzić z zasadami niezależności sądów i niezawisłości sędziów”. Nowela poszerza też kompetencje Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych SN o rozstrzyganie spraw w przypadku procesowego kwestionowania statusu sędziego lub jego uprawnienia do sprawowania wymiaru sprawiedliwości. Nowe przepisy są krytykowane przez opozycję i część środowiska sędziowskiego, a niektóre rozstrzygnięcia także przez Rzecznika Praw Obywatelskich, Sąd Najwyższy oraz Biuro Analiz Sejmowych.

Co jest celem tej nowelizacji? W istocie jest ona próbą powstrzymania anarchizacji wymiaru sprawiedliwości, do której prowadziłyby kolejne pytania sędziów kwestionujących status innych sędziów powołanych przez Krajową Radę Sądownictwa ukonstytuowaną w kwietniu 2018 roku. Można bowiem wyobrazić sobie paraliż i chaos, jaki zapanowałby na tym obszarze, gdyby kolejni sędziowie zadawali pytania podobne do tych, które zadał Sąd Apelacyjny w Katowicach, sprawdzający, czy składy sędziowskie złożone z sędziów powołanych przez obecną Krajową Radę Sądownictwa mają podstawy do orzekania. Rzecz dotyczy 300 sędziów powołanych w ciągu ostatnich dwóch lat. W istocie jednak takie pytanie podważa nie tylko status sędziów, ale i wyniki ich pracy, a więc wydane przez nich orzeczenia i decyzje, których prawomocność mogłaby zostać zakwestionowana nawet po latach prostym pytaniem, czy orzekający w tej sprawie sędzia był faktycznie sędzią.

W ten sposób podważona zostałaby fundamentalna wartość w obrocie prawnym, jaką jest pewność prawidłowości wydanego w danej sprawie orzeczenia. Wobec tego oczywistego przejawu anarchii państwo nie mogło pozostać bezczynne. Problem w tym, że zareagowało w sposób typowy dla dotychczasowej metody reformowania wymiaru sprawiedliwości: siłowo, bez próby porozumienia się ze środowiskami prawniczymi, bez ważenia wszystkich konsekwencji tego działania. W efekcie mamy postępujący klincz między władzą wykonawczą i znaczną częścią środowisk sędziowskich, także sędziów Sądu Najwyższego.

Podziały w tym środowisku nie mają jednorodnego charakteru. Prezydent Andrzej Duda stwierdził, że Sąd Najwyższy powstał w ramach „przemieszania wzajemnego, koleżeńskiego sędziów, którzy byli z komunistycznego nadania, z sędziami, którzy przyszli później, z tymi, którzy przyszli w ogóle do zawodu sędziowskiego z innych zawodów prawniczych, gdzie dogadali się, jak to wśród kolegów”. Podpisując jednak nominację Stanisława Piotrowicza na sędziego Trybunału Konstytucyjnego, prokuratora stanu wojennego oraz członka egzekutywy PZPR, sam bardzo rozmył tę – skądinąd może i trafną – ocenę najważniejszego gremium sędziowskiego w Polsce.

Głęboka ingerencja państwa

Problemy, którym próbuje przeciwdziałać obecna nowelizacja, nie wzięły się znikąd.

19 listopada 2019 roku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w odpowiedzi na prośbę Izby Pracy Sądu Najwyższego, m.in. w sprawie niezawisłości nowo utworzonej w nim Izby Dyscyplinarnej, wyjaśnił, że niedawne zmiany w Krajowej Radzie Sądownictwa potencjalnie mogą podważyć jej niezawisłość. To orzeczenie stało się pretekstem dla polskich sędziów do zadawania kolejnych pytań już na gruncie krajowym, i zakwestionowania statusu już nie instytucji, ale poszczególnych sędziów, wysuniętych przez nową KRS. Wchodzimy więc w tej sprawie na grunt większego sporu o konsekwencje orzeczenia TSUE dla polskiego porządku prawnego. Politycy PiS podkreślają, że to polski parlament jest najważniejszym źródłem stanowienia prawa. Twierdzą, że Unia Europejska bezprawnie ingeruje w próby reformowania polskiego wymiaru sprawiedliwości. Warto jednak mieć na uwadze, że dotychczas żadne inne państwo członkowskie nie posunęło się tak daleko w podporządkowywaniu sądów władzy wykonawczej, jak uczyniła to obecnie Polska. Także obecna nowelizacja uderza w niezawisłość sędziowską, ważne decyzje w sprawie postępowań dyscyplinarnych oddając w ręce ministra sprawiedliwości.

Potrzeba dialogu

Mam wrażenie, że w procesie reformowania sądownictwa według metody zaproponowanej przez PiS doszliśmy do ściany. Okazało się bowiem, że nie tylko odrzuca ją większość sędziów, ale w żadnym wypadku nie rozwiązała ona bolączek polskiego wymiaru sprawiedliwości, a przede wszystkim przewlekłości postępowania. Zlikwidowano poprzedni, korporacyjny model kreowania kadr, z decydującą rolą Krajowej Rady Sądownictwa, której skład ustalali głównie sędziowie reprezentujący sądy rejonowe. Zastąpiono go jednak nominacjami dokonywanymi przez większość parlamentarną, a więc przez PiS, a w praktyce przez Ministerstwo Sprawiedliwości.

O tym, że model ten działa wadliwie, najlepiej świadczy kompromitujący dla autorytetu tego organu spór o ujawnienie nazwisk osób, które miały udzielać poparcia nominatom do Rady. Wybór 15 sędziów – członków KRS na wspólną czteroletnią kadencję dokonany został przez Sejm w marcu 2018 roku – wcześniej wybierały ich środowiska sędziowskie. Podmiotami uprawnionymi do zgłoszenia kandydatów do KRS były grupy 25 sędziów oraz grupy co najmniej dwóch tysięcy obywateli. PiS nadal broni tajności tych list poparcia i nie wykonuje nawet wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego. Być może chodzi o to, że pod listami podpisali się wyłącznie sędziowie oddelegowani do Ministerstwa Sprawiedliwości. Oznaczałoby to, że w istocie skład KRS został wybrany przez ludzi zależnych od resortu sprawiedliwości, co – gdyby było prawdą – wskazywałoby na karykaturę jakiejkolwiek reformy.

Nowelizacja trafiła do Senatu i zapewne będzie tam długo poprawiana. Najprawdopodobniej w kolejnym kroku Sejm wolą większości (czyli głosami posłów PiS) odrzuci wszystkie senackie poprawki. Wówczas decydujący głos będzie miał prezydent Andrzej Duda. Aby nikomu się nie narazić z racji zbliżających się wyborów prezydenckich, wyśle ustawę do Trybunału Konstytucyjnego. Mam nadzieję, że w tym przypadku nie będziemy mieli do czynienia z tak długą zwłoką jak w sytuacji wniosku o stwierdzenie niezgodności z konstytucją aborcji eugenicznej – gdzie przez swą opieszałość Trybunał dogłębnie się skompromitował. Jego werdykt zapewne także będzie kwestionowany.

Aby wyjść z tego klinczu, potrzeba poważnej rozmowy wszystkich sił politycznych na temat stworzenia modelu, który dawałby środowiskom sędziowskim niezbędną autonomię, a jednocześnie rozbijał stare struktury i zapewniał sukcesywną wymianę kadr. Być może należałoby w ogóle skasować KRS. Wiele krajów unijnych nie ma takiego organu. Jednak także w tym przypadku potrzebny byłby szerszy konsensus, ponieważ KRS jest wpisana do konstytucji. Dla takiej zmiany potrzebna byłaby większość, której PiS w tym parlamencie nie ma. Byłaby to także okazja dla opozycji, aby poza krytyką wszelkich poczynań PiS zaproponować jakieś alternatywne rozwiązanie, a nie tylko obronę modelu korporacyjnego, w którym sędziowie sami siebie wybierają, awansują i oceniają jednocześnie. W tym kształcie model ten nie istnieje w żadnym z krajów unijnych i w Polsce powinien zniknąć bezpowrotnie. Należałoby także pomyśleć o większej partycypacji obywateli w kreowaniu elit sędziowskich, na przykład decydując się na wybór członków KRS – jeśli organ ten ma pozostać – w wyborach powszechnych. Możliwości jest wiele.

Jednym z problemów jest także oportunizm oraz indolencja intelektualna akademickich środowisk prawniczych. Istnieje grono kilkunastu prawników, jednoznacznie opowiadających się po jednej ze stron sporu i stale wypuszczanych na medialny ring w sprzyjających ich poglądom mediach, nie ma jednak poważnych debat akademickich na temat reformy sądownictwa. Być może z inicjatywą takiego dialogu mogłaby wystąpić strona kościelna. Prymas Polski abp Wojciech Polak pod koniec grudnia zeszłego roku nie wykluczył, że Kościół, a nawet on sam mógłby włączyć się w roli mediatora w spór dotyczący reformy sądów. – To, co jest ładem społecznym opartym na jasnym trójpodziale władzy, powinno być nie tylko szanowane przez nas wszystkich, ale powinno być reformowane w dialogu – powiedział. Diagnoza prymasa jest słuszna. Problem polega na tym, jak przekonać do niej polityków.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama