Nowy numer 43/2020 Archiwum

Dopełnione dzieło

Papież Franciszek podpisał dokumenty znoszące tajemnicę papieską w sprawach dotyczących nadużyć wobec małoletnich. Sekretarz pomocniczy Kongregacji Nauki Wiary, arcybiskup Charles Scicluna z Malty, skomentował ten fakt zdecydowanie: – To epokowa decyzja.

Mały pokoik, w którym prowadziłem sprawy o nieważność małżeństwa, miał tylko jedno okno. Niekiedy osoby składające zeznania patrzyły w jego kierunku, obserwując, co się za nim dzieje. Jakby chciały odciąć się od tego, o czym mówią. Od tego balastu przeżyć trudnych i bolesnych. I ja to rozumiałem. – Proszę wstać i położyć rękę na Piśmie Świętym. Proszę powtarzać za mną słowa: „Ja, Jan Kowalski, przysięgam Panu Bogu Wszechmogącemu w Trójcy Świętej Jedynemu, że w sprawie o nieważność małżeństwa zeznania złożę szczere i prawdziwe, wszystko powiem, niczego nie zataję, a o złożonych zeznaniach zachowam tajemnicę”. Większość zeznających rozumiała, dlaczego przysięga, że będzie mówić prawdę. Dla wielu oczywiste było, że przywołują Boga na świadka. Praktycznie nikt jednak nie rozumiał, dlaczego ma zachować tajemnicę. Wielu odmawiało. Choć w przypadku procesu o nieważność małżeństwa zamysł prawodawcy był oczywisty. Chodziło o to, by nie „ustawiać” zeznań, dogadując się między sobą, o co się było pytanym i co należy odpowiadać.

Tajemnica krzywdząca?

Zachowanie tajemnicy nigdy nie miało służyć w Kościele krzywdzie kogokolwiek. Co nie znaczy, że się nie przysłużyło. Krzywdzie Kościoła również. Nie przez przypadek głośny film braci Sekielskich o problemie pedofilii rozpoczyna się od nagrania takiej właśnie roty przysięgi. To nośne. I budzące emocje. Bo jeśli oficjalnie i wprost w poważnej instytucji każą ci milczeć, zawsze zadasz sobie pytanie: dlaczego? A jeśli dzieje się to w sytuacji, gdy czujesz się skrzywdzony działaniami kogoś z urzędników tej instytucji, zawsze będziesz podejrzewał, że być może chcą coś ukryć.

Reskryptem z 17 grudnia 2019 roku papież Franciszek dopełnił dzieła rozpoczętego w lutym. Arcybiskup Charles Scicluna skomentował w wywiadzie dla Radia Watykańskiego publikację reskryptu, nawiązując do mającego miejsce w lutym tego roku spotkania biskupów. Faktycznie, to od tego spotkania biskupów ewidentnie wzrosły tempo prac i temperatura dyskusji. Wśród postulatów w niej poruszanych znalazła się sprawa zniesienia tak zwanego sekretu papieskiego, którym obłożone są wszystkie sprawy zarezerwowane Kongregacji Nauki Wiary.

Mało kto zdaje sobie z tego sprawę, ale tak właśnie jest: najpoważniejsze przestępstwa, których można dopuścić się w Kościele (tzw. delicta ­graviora), wymienione zostały w jednym dokumencie Kongregacji Nauki Wiary. Obok siebie występują zatem (między innymi) profanacja Najświętszego Sakramentu, schizma i herezja, naruszenie tajemnicy sakramentalnej oraz przestępstwo przeciw szóstemu przykazaniu Dekalogu, popełnione przez duchownego z nieletnim poniżej osiemnastego roku życia. Ma to uzasadnienie historyczne – początki sięgają bowiem dokumentu „Crimen sollicitationis” nawiązującego wprost i przede wszystkim do sakramentu pokuty i pojednania.

To nie jest przypadek. Symbolika, którą dostrzegam, również nie jest przypadkowa. Chodzi o przestępstwa najpoważniejsze, takie, które zadają najdotkliwsze rany Ciału Chrystusa, jakim jest Kościół. Przewidziane za nie kary są równie poważne. Można by rzecz jasna zadać pytanie, czy sensowne było zebranie ich wszystkich w jednym dokumencie. Nie siląc się na udzielenie odpowiedzi, dzielę się swoją intuicją, skądinąd nienową. Jeśli obok siebie ustawia się przestępstwa przeciwko sakramentom (w tym te, które dokonują się w ramach tak zwanego forum wewnętrznego i otoczone są nimbem nienaruszalności tajemnicy) oraz przeciwko obyczajom (nadużycia wobec małoletnich), to praktyczne rozwiązanie kwestii tajemnicy na pewno nie będzie łatwe. I nie było. Stąd konieczność rewizji, której w ostatnim swoim reskrypcie dokonał papież. Doszło do niej stosunkowo późno, więc opinia publiczna mogła odnieść wrażenie, że Kościołowi brakuje współczucia dla ofiar przestępstw najohydniejszych i najbardziej raniących.

Dokument Kongregacji z 2010 roku na samym końcu zawiera krótkie sformułowanie: „Sprawy tego rodzaju objęte są sekretem papieskim. Ktokolwiek narusza sekret lub, umyślnie albo przez poważne zaniedbanie, wyrządza inną szkodę oskarżonemu lub świadkom, winien być ukarany – na wniosek strony pokrzywdzonej lub z urzędu – odpowiednimi karami”.

Jak interpretować

Tyle norma. I właściwie naprawdę nic więcej. Reszta zależała od interpretacji, stąd poważne błędy popełniane na przykład przy przyjmowaniu zgłoszeń, kiedy to pokrzywdzony przychodził, by wyznać, w jaki sposób został skrzywdzony. „Tylko nie mów nikomu” dla dziecka zawsze musi oznaczać traumę. Chyba że mówi mu to drugie dziecko i w ten sposób dzieci zawiązują przymierze tajemnicy wyimaginowanego świata baśni i przygody. Kiedy mówi to dorosły, zwłaszcza gdy jest osobą obdarzoną ogromnym zaufaniem, zawsze spowoduje tym przerażenie. A każda minuta ukrywania tej „wspólnej”, dorosłego i dziecka, tajemnicy oznaczać będzie ranę w sercu. Tym bardziej dotkliwe i szokujące dla ofiary nadużycia musiało być doświadczanie podobnej sytuacji w chwili, gdy przed słuchającym o traumie z dzieciństwa kolejny raz bywała (bo nie zawsze była) zobowiązywana do zachowania tajemnicy o złożonym zeznaniu. Powtórzę jednak: zobowiązanie to, na tym etapie, wynikało nie tyle ze ścisłego interpretowania norm zawartych w dokumencie Kongregacji Doktryny Wiary, ile ze swoistej nadinterpretacji. Sekret obowiązywał bowiem na etapie samego procesu, który musiał zostać najpierw rozpoczęty. Jego głównym skutkiem negatywnym było to, że skarżący nie miał wglądu do akt i końcowego wyroku.

– Nie chodziło o to, by ukrywać przestępcę – stwierdził w rozmowie z „Gościem” ks. profesor Piotr Majer, członek Komisji Prawnej Konferencji Episkopatu Polski. – Tajemnica papieska nie dotyczy tylko spraw karnych, ale wielu różnych dziedzin ważnych w działaniu Kościoła. To, że były objęte nią także postępowania w sprawach o przestępstwa przeciwko VI przykazaniu Dekalogu, nie było podyktowane chęcią chronienia przestępców. Przyczyną – jak zawsze w tego typu sprawach – był raczej sam przedmiot sprawy. Z natury rzeczy sprawy dotyczące kwestii obyczajowych, w których wchodzi w grę czyjeś dobre imię, czy dotykające sfery intymnej człowieka (nie myślę tu tylko o domniemanym sprawcy, ale przede wszystkim o ofierze) są objęte poufnością. Także ksiądz, przeciwko któremu wniesiono oskarżenie, ma prawo do ochrony dobrego imienia i przysługuje mu domniemanie niewinności. Podobnie dzieje się w sądownictwie świeckim, gdzie niektóre kategorie spraw są prowadzone z wyłączeniem jawności, czyli bez udziału osób postronnych. Dotyczy to nie tylko spraw karnych o pomówienie lub znieważenie czy spraw związanych z tajemnicą państwową, ale np. spraw o rozwód czy separację małżonków, spraw dotyczących nieletnich i tych wszystkich, w których ujawnienie informacji mogłoby obrażać dobre obyczaje. Tak też jest w Kościele. Inną rzeczą jest to, że tajemnica papieska mogła rzeczywiście dawać podstawę do formułowania oskarżeń o chęć „zamiatania spraw pod dywan”, zwłaszcza w kontekście utrudnionej współpracy z państwowymi organami ścigania. Myślę, że chęć ułatwienia procedur współpracy i uwolnienia się od takich oskarżeń mogła być przyczyną ostatnich decyzji papieża – dodaje ks. Majer.

Sekret zniesiony

Do opinii publicznej przedostała się wiadomość: normy kościelne chroniły przestępcę po to, by mógł uniknąć kary za swoją nikczemność. Trudno nie odczuwać bólu z tego powodu, bo to nieprawda. Ale jeszcze trudniej dziwić się tym, którzy raz skrzywdzeni w Kościele, nie chcieli powtórnie doświadczać krzywdy. Należy jednak mieć świadomość, że nie taki był zamysł prawodawcy. Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy było zestawienie, jak zauważyłem, przestępstw o bardzo różnym charakterze, połączonych jednym wspólnym mianownikiem: do ich osądzania uprawniona była jedynie Kongregacja Nauki Wiary. A kwestię tajemnicy regulował jeden krótki artykuł, stanowiący, iż wszystkie te sprawy objęte są papieskim sekretem. Nie oznaczało to jednak, iż we wstępnej fazie pokrzywdzony automatycznie był zobowiązany do zachowania w tajemnicy treści swoich zeznań. Istnienie sekretu papieskiego powodowało natomiast, iż – jak to ujął abp Scicluna – ofiara nie miała szansy, by poznać wyrok, jaki zapadł po złożeniu skargi. Utrudniony był w ogóle jakikolwiek przekaz informacji, ponieważ tajemnica papieska jest umieszczona w prawie kanonicznym na najwyższym poziomie zastrzeżenia w systemie poufności. W swoim wywiadzie dla Vatican News dodał on, iż zniesienie tajemnicy papieskiej nie oznacza, że dokumenty będą miały charakter publiczny, lecz że ułatwiona będzie konkretna współpraca z państwem – diecezja posiadająca dokumentację będzie mogła przesłać jej kopię również organom cywilnym. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Ks. Adam Pawlaszczyk

Redaktor naczelny „Gościa Niedzielnego”, dyrektor Instytutu Gość Media.

Święcenia kapłańskie przyjął w 1998 r. W latach 1998-2005 pracował w duszpasterstwie parafialnym, po czym podjął posługę w Sądzie Metropolitalnym w Katowicach. W latach 2012-2014 był kanclerzem Kurii Metropolitalnej w Katowicach. Od 1 lutego 2014 r. pełnił funkcję oficjała Sądu Metropolitalnego. W 2010 r. obronił pracę doktorską na Wydziale Prawa Kanonicznego UKSW w Warszawie i uzyskał stopień naukowy doktora nauk prawnych w zakresie prawa kanonicznego. Współpracował z Wydziałem Teologicznym Uniwersytetu Śląskiego i Wydziałem Duszpasterstwa Rodzin Kurii Metropolitalnej w Katowicach w ramach formacji duchownych i świeckich w zakresie kościelnego prawa małżeńskiego oraz teorii prawa kościelnego. Szczególnie zainteresowany literaturą i muzyką, autor poezji, tekstów pieśni religijnych, artykułów i felietonów, współpracował z TVP, Radiem Katowice i Radiem eM.

Więcej artykułów ks. Adama Pawlaszczyka

Zobacz także