Nowy numer 42/2020 Archiwum

Historyczne kłamstwa lewicy

Kłamstwa o PRL nie znikną wraz z odejściem komunistycznych działaczy z okresu PRL, gdyż powielają je ich młodzi następcy.

W ostatnim czasie opinię publiczną poruszyła wypowiedź przewodniczącego Sojuszu Lewicy Demokratycznej Włodzimierza Czarzastego na temat Armii Czerwonej, która według niego wyzwoliła Polskę w czasie II wojny światowej. Stwierdzenie to zostało skrytykowane przez historyków, którzy przytaczali fakty o tym, co radzieccy żołnierze robili na terenie Polski w drodze do Berlina. Przypomnijmy, że to „wyzwalanie” z jednej strony rzeczywiście polegało na wypędzeniu hitlerowców z terenów Polski, co sowieccy żołnierze okupili krwią, zginęło ich wówczas na naszej ziemi ok. 600 tysięcy. Z drugiej oznaczało jednak okupację tych terenów przez Sowietów. Przejawiała się ona w gwałtach na kobietach na niespotykaną skalę, grabieży, także majątku państwowego, mordowaniu lub więzieniu i okrutnym torturowaniu żołnierzy niepodległościowego podziemia, wywózkach do pracy niewolniczej w głąb Rosji, wreszcie zaowocowała zainstalowaniem na terenie okrojonej terytorialnie Polski władz całkowicie zależnych od Moskwy, które przez pół wieku utrzymywały naród w zniewoleniu.

Rodzi się pytanie, jak to możliwie, że 30 lat po upadku Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej możliwe jest, aby lider jednej z największych partii politycznych formułował wypowiedzi tak odbiegające od prawdy... Przyczyn jest kilka.

Funkcjonariusze kłamstwa

Choć komunizm w Polsce upadł w 1989 r., jego funkcjonariusze nadal byli i są obecni w przestrzeni publicznej. Obciążoną zbrodniami Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą rozwiązali, przemalowując jej szyld na nowy, co pozwoliło im normalnie funkcjonować w politycznej elicie III RP. Komfortowe osadzenie się w nowej rzeczywistości nie wymagało krytycznej refleksji na temat okresu, gdy stali na czele komunistycznej dyktatury. Co więcej, publicznie mogli wciąż przedstawiać wersję historii Polski opartą na kłamstwach propagandy PRL, i robią to do dziś. Przypadek przewodniczącego Czarzastego nie jest odosobniony. Gdy na mocy ustawy o zakazie propagowania komunizmu zmieniane są nazwy ulic czy demontowane pomniki funkcjonariuszy PRL-owskiego reżimu, zawsze głośno protestują. Gdy władze Pieniężna zdecydowały o demontażu pomnika generała Armii Czerwonej Iwana Czernichowskiego, który był odpowiedzialny za likwidację żołnierzy Armii Krajowej, w obronie pomnika sowieckiego generała stanął poseł Sojuszu Lewicy Demokratycznej Tadeusz Iwiński. Obrona pomnika współgrała z protestami rosyjskiego ministerstwa spraw zagranicznych. Postkomuniści stawiają zarzuty, że demontaż pomników ich „bohaterów” oznacza bezczeszczenie pamięci poległych. To nieprawda, gdyż pomnik to nie grób, a cmentarze wojenne, na których są pochowani żołnierze radzieccy, a także niemieccy, akurat w Polsce są otoczone godną opieką, niezależnie od zbrodni, jakich się dopuścili.

Zaczadzanie młodych kadr

Przywiązanie do swojej propagandowej wersji historii, jakie wykazują postkomuniści, można tłumaczyć ich życiorysami. Po prostu zostali w taki sposób wyedukowani i nie chcą przyjąć do wiadomości prawdy. Uznanie bowiem, że ich wizja rzeczywistości oparta była na kłamstwie, mogłaby doprowadzić do „zawalenia się” ich świata, „unieważnienia” ich życia. Przyjmują więc strategie wyparcia prawdy.

Powielanie kłamstw historycznych przez liderów lewicy jest też tłumaczone politycznie, składem elektoratu SLD, który w zasadniczym stopniu tworzą wyborcy mający pochlebne opinie o okresie PRL i z nostalgią wspominający czasy, w których wielu z nich, jak twierdzi, żyło się lepiej.

Pojawiają się opinie, że postkomuniści to ludzie wiekowi, więc problem fałszowania historii odejdzie wraz z nimi. To błędne myślenie. Przewodniczący Czarzasty ma 59 lat, „komunistyczną młodość” przeżywał w okresie stanu wojennego, w 1983 r. wstąpił do PZPR i jeszcze długie lata może funkcjonować w polityce, podobnie jak jego partyjni koledzy z PRL-owskim rodowodem. Jednak największe niebezpieczeństwo leży gdzie indziej. Otóż postkomuniści kształcą młodych następców, edukując ich według swojej wizji historii.

Jednym ze znamiennych przykładów tego zjawiska jest kilkudziesięciostronicowa broszura pt. „Niezbędnik historyczny lewicy”. Została wydana przez think tank SLD – Centrum im. Ignacego Daszyńskiego, które przedstawia się jako „ośrodek badawczy zajmujący się analizą współczesnego życia publicznego”, a tworzą go „osoby z nowej generacji polskiej lewicy postępowej”. Rzeczywiście wśród członków Centrum są osoby, które urodziły się już po 1989 r., tym bardziej niepokojące jest, że zredagowały i wydały książkę zawierającą wizję historii opartą na komunistycznej propagandzie.

Jej mottem są słowa Karola Marksa, co już samo w sobie jest znamienne. Przyszłych komunistów przedstawiają jako spadkobierców Polskiej Partii Socjalistycznej i jej działaczy, m.in. Ignacego Daszyńskiego (stąd m.in. nazwa Centrum). Tymczasem PPS był partią socjalistyczną, ale o charakterze niepodległościowym i zdecydowanie odcinającą się od komunistycznych nurtów lewicy. Rzeczywiście z PPS wywodziło się wielu przedwojennych komunistów, ale wychodzili z niej i zakładali własne frakcje. To to środowisko było ideowym protoplastą PZPR, opowiadając się m.in. przeciwko niepodległości Polski i za stworzeniem Polskiej Republiki Rad. Po II wojnie światowej doprowadzili do zniszczenia prawdziwego niepodległościowego PPS. Narodowe Siły Zbrojne są w broszurze określone jako „organizacja antysemicka, prowadząca walkę zbrojną z Armią Ludową oraz partyzantką radziecką”; czytamy także, że jedna z jej brygad współpracowała z hitlerowcami. Nie ma ani słowa, że NSZ walczył z hitlerowskim okupantem. Z kolei działania Armii Czerwonej na terenie Polski przedstawione są dokładnie tak, jak przedstawia je W. Czarzasty. Pisząc o systemie politycznym PRL, autorzy skupiają się głównie na tłumaczeniu, że nie było to cały czas państwo totalitarne, lecz autorytarne. Wśród licznych pozytywów tego okresu (np. likwidacja analfabetyzmu) wymieniają też prawo do nieograniczonej aborcji. Walkę z Kościołem, która przejawiała się w m.in. w przejmowaniu kościelnych dzieł opiekuńczych i charytatywnych, podsumowali wyrwanymi z kontekstu słowami prymasa Wyszyńskiego, który miał powiedzieć, że to dobrze, bo takie działania umożliwiły skupienie się duchowieństwa na działaniach duszpasterskich. Chwalą system kartkowy, gdyż „gwarantował każdemu obywatelowi zakup podstawowej puli towarów po niskiej cenie”, a jednocześnie można było kupować poza tym systemem. Ani słowa o genezie kartek, jakim był brak podstawowych towarów na rynku. Według broszury stan wojenny „był skutkiem dwóch tendencji: radykalizacji Solidarności i wzmożenia nacisku władz ZSRR domagających się jej zgniecenia”. Generał Jaruzelski jest przedstawiany jako bohater, który uratował Polaków przed Sowietami, tymczasem znane dokumenty jednoznacznie wskazują, że Moskwa nie planowała interwencji w Polsce. W ocenie młodych postkomunistów dziś „zjawiskiem obecnym w polskich szkołach jest faktyczna segregacja uczniów według pochodzenia społecznego ich rodziców”.

„Niezbędnika historycznego lewicy” nie powstydziliby się najlepsi propagandziści PRL. Fałsz jest pomieszany z prawdą, opisy wydarzeń służą udowodnieniu z góry założonej tezy, dobór haseł wybiórczy, półprawdy pozwalają na daleko idące manipulacje, a część tez przekracza elementarną przyzwoitość. Można powiedzieć: PRL wciąż żywy i ma się dobrze.

Przyzwolenie na kłamstwo

Zgodę na to, aby w przestrzeni publicznej III RP akceptowana była PRL-owska narracja historyczna, zawdzięczamy postsolidarnościowej lewicy, która przy Okrągłym Stole namaściła komunistycznych zbrodniarzy na równoprawnych uczestników życia publicznego, a co za tym idzie – pozwoliła, aby ich fałszywa wersja historii istniała w przestrzeni publicznej. Jest to jedna z najpoważniejszych win, jaka obciąża architektów III RP. Nie chodzi nawet o kompromisową transformację ustrojową, lecz o nierozliczenie komunistów za ich zbrodnie, jednoznaczne wskazanie, co było złem, a co dobrem. Takie rozliczenie nie oznaczało zerwania kompromisu, który dotyczył sfery politycznej, choć w konsekwencji mogło i powinno było doprowadzić do wykluczenia z życia publicznego osób obciążonych odpowiedzialnością za zbrodnie PRL, a tak się nie stało. Co więcej, gen. Czesław Kiszczak, który stoi za śmiercią ks. Jerzego Popiełuszki, w III RP został nazwany przez Adama Michnika „człowiekiem honoru”.

Paradoksalnie, robienie bohaterów z żołnierzy Armii Czerwonej przez przewodniczącego SLD może przynieść odwrotny rezultat. Tak ostentacyjne fałszowanie roli, jaką odegrali Sowieci w powojennej historii naszej ojczyzny, poruszyło bowiem wielu Polaków i skierowało opinię publiczną na problem historycznych kłamstw postkomunistycznej lewicy. Jest więc okazja do pokazania prawdy i napiętnowania fałszu. Historycy Instytutu Pamięci Narodowej powinni zaktywizować się w odkłamywaniu PRL-owskiej propagandy, gdyż istnieje niebezpieczeństwo, że kłamstwo pozostawione samo sobie może wyprzeć prawdę.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Bogumił Łoziński

Zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Polska”.
Pracował m.in. w Katolickiej Agencji Informacyjnej jako szef działu krajowego, oraz w „Dzienniku” jako dziennikarz i publicysta. Wyróżniony Medalem Pamiątkowym Prymasa Polski (2006) oraz tytułem Mecenas Polskiej Ekologii w X edycji Narodowego Konkursu Ekologicznego „Przyjaźni środowisku” (2009). Ma na swoim koncie dziesiątki wywiadów z polskimi hierarchami, a także z kard. Josephem Ratzingerem (2004) i prof. Leszkiem Kołakowskim (2008). Autor publikacji książkowych, m.in. bestelleru „Leksykon zakonów w Polsce”. Hobby: piłka nożna, lekkoatletyka, żeglarstwo. Jego obszar specjalizacji to tematyka religijna, światopoglądowa i historyczna, a także społeczno-polityczna i ekologiczna.

Kontakt:
bogumil.lozinski@gosc.pl
Więcej artykułów Bogumiła Łozińskiego

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także