Nowy numer 03/2020 Archiwum

Bóg chce proroctwa w jedności z Kościołem

Obie miały objawienia o Bożym Miłosierdziu, obie w tym samym mieście. Posłannictwo obu Kościół pierwotnie odrzucił. Tylko jedna z nich zachowała posłuszeństwo wobec Kościoła. I to jej objawienia zna dziś cały świat.

Dwie zakonnice: Maria Franciszka Kozłowska i Maria Faustyna Kowalska. Łączy je bardzo wiele. Dzieli kwestia posłuszeństwa wobec przełożonych kościelnych. I owoce, jakie wydało ich postępowanie.

Maria Franciszka Kozłowska otrzymała swoje objawienia o Miłosierdziu i znaczeniu adoracji Najświętszego Sakramentu pod koniec XIX wieku w Płocku. Kościół odniósł się do nich sceptycznie. Zabroniono propagowania objawień i posłannictwa Kozłowskiej. Siostra i oddani jej księża, nie godząc się z decyzją przełożonych, założyli swoją wspólnotę, znaną dziś jako mariawici. Ich główna świątynia została wybudowana kilkaset metrów od płockiego rynku. 

Cztery dekady później - co  ciekawe - rzut kamieniem od mariawickiej katedry, w domu zakonnym przy płockim rynku objawienia podobnej treści do tych, które otrzymała Kozłowska, miała inna zakonnica - Faustyna Kowalska. Również wobec jej objawień nie było pierwotnie w Kościele entuzjazmu. Także spowiednik siostry, ks. Michał Sopoćko, który po jej śmierci starał się upowszechnić objawienia Faustyny, miał pod górkę. Oboje jednak pozostali posłuszni Kościołowi.

Dziś treść objawień s. Faustyny zna niemal cały świat. Obraz Jezusa Miłosiernego można spotkać w każdym zakątku globu, a Koronka do Bożego Miłosierdzia to jedna z najpopularniejszych modlitw, którą modlą się setki milionów katolików. Objawienia Matki Kozłowskiej znają nieliczni.

Ta historia pokazuje, jaka jest relacja na linii prorok-Kościół. Bóg mówi do Kościoła przez proroków. Prorocy, z całym swoim bagażem doświadczeń, wrażliwości, zdolności czy zranień, lepiej lub gorzej odczytują Jego Słowo. Nie oni jednak są sędziami rozeznającymi Słowo. Tutaj pojawia się rola wspólnoty Kościoła. Tylko w Kościele słowo proroka może być właściwie rozeznane i oczyszczone z tego, co nie pochodzi od Boga, a jedynie od człowieka. Nawet, jeśli to wymaga czasu.

Bóg chce, by proroctwo budowało wspólnotę Kościoła, nigdy, by ją rozbijało. Jeśli Kościół odrzuci proroka, Bóg pośle kolejnego. Zaś jeśli prorok odrzuci Kościół, jakie będą owoce jego działania?

 

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wojciech Teister

Redaktor serwisu internetowego gosc.pl

Dziennikarz, teolog. Uwielbia góry w każdej postaci, szczególnie zaś Tatry w zimowej szacie. Interesuje się historią, teologią, literaturą fantastyczną i średniowieczną oraz muzyką filmową. W wolnych chwilach tropi ślady Bilba Bagginsa w Beskidach i Tatrach. Jego obszar specjalizacji to teologia, historia, tematyka górska.

Kontakt:
wojciech.teister@gosc.pl
Więcej artykułów Wojciecha Teistera

Zobacz także

  • Lucjan_Biel
    05.12.2019 07:16
    Lucjan_Biel
    NIECHCIANY ŚWIĘTY MĘCZENNIK
    W dniu wspomnienia św. Mikołaja biskupa
    przypada 76 rocznica męczeńskiej śmierci ojca Ludwika Wrodarczyka.

    "Od Pana Jezusa otrzymałem jako podarek i order - krzyż, który mam nosić idąc za nim." - te słowa ojca Ludwika wypełniły się w nocy 6/7 grudnia 1943r.

    Ojciec Ludwik, urodzony w Radzionkowie na Śląsku, proboszcz w Okopach na Wołyniu, został zamordowany w nocy z 6 na 7 XII 1943r. Dnia 6 grudnia 1943r wieczorem bandyci z Ukraińskiej Armii Powstańczej napadli na Okopy i okoliczne wioski. Zaczęła się rzeź mieszkańców, rabunki i palenie domów. Ojca Ludwika proszono, aby uciekł do lasu w obliczu niebezpieczeństwa. On jednak około godziny 22 udał się do swojego kościoła. Wtedy wtargnęli oprawcy. Ksiądz został wywleczony z kościoła. Mordercy z UPA sprofanowali kościół, w którym zabili dwie kobiety, które stanęły w obronie swojego proboszcza - 18-letnią Weronikę Kozińską i 90-letnia Łucję Skurzyńską.
    Kościół zdemolowali, a konsekrowane Hostie rozsypali po podłodze. Obrabowali kościół i zakrystię. Chcieli go podpalić, ale po usilnych błaganiach księdza, odstąpili od tego zamiaru. Następnego dnia na stopniach ołtarza ludzie znaleźli zakrwawioną koloratkę.
    Księdza wleczono na postronku za saniami do odległej 7 km wsi Karpiłówki, gdzie stacjonowało dowództwo bandytów z UPA. Na śniegu znaleziono podarte skrawki ubrania księdza i krople krwi - ślady po biciu i maltretowaniu. Następnie wywieziono go samochodem do uroczyska Pałki. Tam rozebrali go do naga. Poddali go nieludzkim torturom - bito, kłuto bagnetem, przypalano stopy gorącym żelazem.
    Gdy ojciec Ludwik czuł już swój koniec, poprosił swoich katów o możliwość pomodlenia się. Modlił się długo, po czy wstał i powiedział "Jestem gotów". Na koniec poddano go przecinaniu piłą. Oprawcy zmusili do tego ukraińskie kobiety, które stały się przymusowymi wspólniczkami ich bestialstwa. Na wpół przeciętego, ale dającego jeszcze oznaki życia, rzucili pod drzewem i oddali do niego serię z karabinu.
    Ponad 30 lat temu Oblaci Maryi Niepokalanej - współbracia ojca Ludwika - zaczęli starać się o jego beatyfikację. Potem proces przejęła diecezja katowicka. Wszystko chyba utknęło w biurokracji i kościelnej poprawności politycznej.
    Kościół katolicki dotąd nawet nie beatyfikował ani jednego męczennika kresowego. A jest ich setki - księży i sióstr zakonnych oraz świeckich. Zamordowanych tylko za to, że byli katolikami i Polakami.
    doceń 1
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji