Nowy numer 42/2020 Archiwum

W służbie zła

Martin Scorsese, reżyser, który nazywa siebie „upadłym katolikiem”, również w swoim ostatnim filmie wprowadza element religijny.

Burza wokół „Irlandczyka” Martina Scorsese zaczęła się jeszcze przed premierą filmu. Dyrekcja festiwalu w Cannes, wierna swoim zasadom, nie zaprasza do udziału w konkursie filmów, które nie miały dystrybucji kinowej we Francji. Już w ubiegłym roku z tego powodu w Cannes nie znalazła się nagrodzona Oscarem meksykańska „Roma” Alfonso Cuaróna, wyprodukowana, podobnie jak „Irlandczyk”, przez Netflixa. Faktem jest, że wśród filmowych produkcji największego do tej pory serwisu VOD niewiele jest naprawdę wartościowych pozycji, ale zdarzają się i takie. Do nich z pewnością należy najnowszy film Scorsese, chociaż arcydziełem nie jest. Początkowo film miał trafić do kin, zostały nawet sprzedane prawa do jego dystrybucji, ale producent wycofał się z projektu, kiedy okazało się, że planowany budżet przekroczył możliwości studia. Wtedy do akcji wkroczył Netflix i sfinansował produkcję, której głównym przeznaczeniem była sieć streamingowa firmy. Natomiast ograniczona, przedpremierowa dystrybucja filmu w kinach USA dała filmowi możliwość ubiegania się o Oscary.

Kolejną burzę wywołały wypowiedzi Martina Scorsese jeszcze przed premierą „Irlandczyka” na temat filmów z tzw. Uniwersum Marvela. Chodzi o filmy produkowane przez Marvel Studio z superbohaterami różnej maści wywodzącymi się z komiksów, także Mar- vela. Te taśmowe superprodukcje przynoszą studiom filmowym i dystrybutorom olbrzymie zyski, więc nic dziwnego, że wypychają z kin bardziej ambitną produkcję. Scorsese porównał filmy Uniwersum Marvela do parku rozrywki. – To nie jest kino – powiedział twórca „Milczenia”. Wtórował mu Francis Ford Coppola, autor „Ojca chrzestnego”. – Kiedy Martin Scorsese mówi, że filmy Marvela nie są kinem, ma rację, ponieważ oczekujemy, że nauczymy się czegoś od kina, oczekujemy, że niesie jakąś wartość, jakieś oświecenie, trochę wiedzy i inspiracji – powiedział reżyser dziennikarzom w czasie ceremonii wręczenia mu Nagrody Lumière za wkład w sztukę filmową i dodał, że „Martin był miły, kiedy powiedział, że to nie kino. Nie powiedział, że to podłe, a ja po prostu mówię, że takie właśnie jest”. Wypowiedzi reżyserów spotkały się z ostrą reakcją reżyserów i gwiazd związanych ze studiem Marvela.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Dziennikarz działu „Kultura”

W latach 1991 – 2004 prezes Śląskiego Towarzystwa Filmowego, współorganizator wielu przeglądów i imprez filmowych, współautor bestsellerowej Światowej Encyklopedii Filmu Religijnego wydanej przez wydawnictwo Biały Kruk. Jego obszar specjalizacji to film, szeroko pojęta kultura, historia, tematyka społeczno-polityczna.

Kontakt:
edward.kabiesz@gosc.pl
Więcej artykułów Edwarda Kabiesza

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także