Nowy numer 50/2019 Archiwum

Jak stracić wyborców i zrazić do siebie ludzi

Politycy PiS przywykli do sytuacji, w której na prawo od ich partii był tylko plankton, a wyborcy nie mieli gdzie uciec.

Przykro jest słuchać polityków Prawa i Sprawiedliwości tłumaczących, dlaczego ich partyjni koledzy zagłosowali za oddaniem kierownictwa komisji rodziny i polityki społecznej Magdalenie Biejat z partii Razem. Uzasadnienia są niespójne, a nieraz kompletnie bałamutne. Przykładem jest to, według którego lewica będzie się mogła wykrzyczeć, nie będąc przy tym w stanie zrobić nic konkretnego. W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie – w komisji nie za bardzo da się wykrzyczeć, bo zwykle nie ma tam kamer, więc i tak niewiele osób to słyszy, za to właśnie tam odbywa się realna praca nad projektami ustaw. To tam mają miejsce oficjalne spotkania z grupami interesów, to posłów z komisji odwiedzają lobbyści, to w komisji można po cichu zablokować zmiany przepisów. Tak jak w poprzedniej kadencji zablokowano w komisji rodziny projekt zakazujący aborcji.

Nie będę tłumaczył, dlaczego aborcja powinna być zakazana. Czytelnicy „Gościa”, jak sądzę, doskonale to wiedzą, a szefostwa rządzącej partii raczej nie przekonam. Zastanawiam się tylko, dlaczego politykom PiS wydaje się, że zagrywka z komisją im się opłaci. Zakładają zapewne, że Magdalena Biejat zrobi za nich czarną robotę – teraz to ona będzie blokować zakaz aborcji, a oni będą mieli czyste ręce. Jednak już teraz widać, że to nie zadziałało. Elektorat widział, że politycy PiS poparli posłankę Biejat, a co za tym idzie – że jej wyskoki obciążają partię Jarosława Kaczyńskiego. Głosowanie na reprezentantkę tak skrajnej lewicy to za dużo, nie tylko dla tych wyborców Prawa i Sprawiedliwości, których prezes przekonał przede wszystkim przemówieniami o obronie rodziny i tradycyjnych wartości.

Politycy PiS za bardzo chyba przywykli do sytuacji, w której na prawo od ich partii był tylko plankton, a wyborcy nie mieli gdzie uciec. To się zmieniło, kiedy do sejmu weszła Konfederacja. Wydawać by się mogło, że z tego powodu Prawo i Sprawiedliwość powinno przypomnieć sobie o konserwatywnej części elektoratu, albo przynajmniej starać się jej do siebie nie zrażać. Na razie partia Jarosława Kaczyńskiego wybiera inną drogę.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jakub Jałowiczor

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwent nauk politycznych na Uniwersytecie Warszawskim. Zaczynał w radiu „Kampus”. Współpracował m.in. z dziennikiem „Polska”, „Tygodnikiem Solidarność”, „Gazetą Polską”, „Gazetą Polską Codziennie”, „Niedzielą”, portalem Fronda.pl. Publikował też w „Rzeczpospolitej” i „Magazynie Fantastycznym” oraz przeprowadzał wywiady dla portalu wideo „Gazety Polskiej”. Autor książki „Rzecznicy”. Jego obszar specjalizacji to sprawy społeczno-polityczne, bezpieczeństwo, nie stroni od tematyki zagranicznej.
Kontakt:
jakub.jalowiczor@gosc.pl
Więcej artykułów Jakuba Jałowiczora

Zobacz także

  • CSOG
    25.11.2019 14:16
    Niektórzy
    Niektórzy chcą sprowadzić wartość ludzkiego życia wyłącznie do cyfr, liczb, matematycznych proporcji.
    Niektórzy chcą prawnego zalegalizowania odbierania życia w określonej formie i określonych przypadkach.
    Niektórzy chcą upowszechnienia nowych nazw uśmiercania, chcą zastąpienia słowa ‘zabić’ innymi słowami.
    Niektórzy chcą zakamuflować słowo zabić słowami eutanazja, aborcja, eliminacja zagrożenia itp.
    Niektórzy chcą zaniżyć wartość ludzkiego życia w zależności od różnych czynników jak wiek czy stan zdrowia.
    Niektórzy chcą upolitycznienia rozmów i dyskusji na temat wartości życia ludzkiego.
    Niektórzy chcą znaleźć argumenty dla uzasadnienia zabijania.
    Niektórzy chcą kompetencje do decyzji o momencie naturalnej śmierci wyrwać z prawa Boga i przekazać w gestię ludzkich wyborów i decyzji.
    Niektórzy myślą, że w zabijaniu można wskazać jakieś dobro.
    Niektórzy myślą, że zabijanie można bez konsekwencji prawnie zalegalizować.
    Niektórzy myślą, że można prawem zmusić innych do zabijania odmawiając lekarzom działania zgodnie z sumieniem.
    Niektórzy myślą, że śmierć może być lepsza niż życie.
    Niektórzy chcą żeby wszyscy myśleli tak jak oni.

    Niektórzy to nie wszyscy.
    Niektórzy to dotychczas tylko część, grupa, fragment ludzkości. Ty czytelniku sam decydujesz czy należysz do grupy „niektórzy”, kogo postrzegasz jako należącego do tej grupy i czy chcesz własnym wyborem zasilić szeregi tej grupy.

    P.S zainteresowanym sprawami etyki polecam vlog bioetyczny Błażeja Kmieciak (do znalezienia za pomocą przeglądarki) Tematy takie jak: Umieranie, Nie ta mama, Badania prenatalne, Terapia Uporczywa, Naukowa wolność słowa, Diagnoza sumienia.
  • CaminoCanis
    26.11.2019 19:09
    Wywołanie porodu w 24 tygodniu nie jest uśmierceniem dziecka ??? To ja się pytam: czym jest ???
  • CSOG
    27.11.2019 12:26
    Opinia nie-teologa
    Można mi nie wierzyć, ale płakałem ze śmiechu pół wieczora. Sprawdzałem definicję kogo można określić mianem teologa. Przebrnąłem przez różne koncepcje. Począwszy od rozumienia przyjętego w katolicyzmie, gdzie teologiem katolickim we właściwym sensie tego słowa jest ten, kto otrzymał mandat od władz kościelnych. Mandat ten oznacza swego rodzaju nostryfikację ze strony Magisterium Kościoła. Przebrnąłem przez ujęcia R. Latourelle’a , J. Mc Quarrie, K. Bartha, P. Tillicha. Dowiedziałem się, że teologia przeszła w ciągu wieków proces specjalizacji. Stąd teolodzy współcześni zazwyczaj specjalizują się w jakiejś jednej określonej dyscyplinie teologii, najbardziej znane są: dogmatyka, biblistyka, teologia moralna, teologia fundamentalna, teologia pastoralna i liturgika.
    Śmiesznie przestało być, gdy w meandrach Internetu przeglądarka znalazła pogląd, że każda osoba, która w jakikolwiek sposób rozmyśla o Bogu jest teologiem. Z takiego poglądu nietrudno wysnuć wniosek, że ktoś kto przez chwilę rozmyśla, czy Bóg jest czy go nie ma, jest już teologiem. Jak zatem żyć, kiedy dookoła mnie więcej teologów niż osób wierzących w istnienie Boga? Dotarłem nawet do środowiska, które utworzyło nową specjalizację teologię polityczną. Cóż dewaluacja pojęć nie ominęła i tego wyrazu. Teologia (gr. θεος, theos, „Bóg”, + λογος, logos, „nauka”) – dyscyplina wiedzy rozwinięta w chrześcijaństwie . Pierwotnie była opisem interwencji Boga w życie ludzkiej społeczności i była ściśle związana z liturgią. Współcześnie, naukowość teologii bywa kwestionowana przede wszystkim przez uczonych przyjmujących pozytywistyczny punkt widzenia. Poddaje się w wątpliwość zasadność uznawania pytań o Boga za naukowe. W Polsce stanowiska są podzielone. Teologia znajduje się na liście dziedzin naukowych ustalonej w 2005 r. przez Centralną Komisję do Spraw Stopni i Tytułów. Jednak część uczonych chce usunięcia teologii z klasyfikacji dziedzin naukowych. Część uczonych chce chyba aby teologii nie było, część chce rozłączenia członów θεος, theos, „Bóg”i λογος, logos, „nauka”. Może zatem trzeba by utworzyć nowe słowo teohobby? A może część nie tylko naukowców coraz bardziej rozmija się z logiką i nauką?
  • CSOG
    27.11.2019 13:02
    Nieograniczone możliwości dyskusji o cierpieniu.
    Można mi nie wierzyć, albo nie, ale cieszy mnie świadomość niektórych osób, że „ich zdanie nie jest w pełni zgodne z obowiązującą nauką Kościoła”. Bowiem wbrew pozorom taka świadomość nie zawęża lecz rozszerza możliwości dialogu. Czasami zdarzają się osoby które rękawicę lub ręcznik walkowera, rzucają szybciej niż potrafią rzucić wyzwanie w stylu: „jesteś w stanie podjąć temat?” Chodziło o temat „unikania cierpienia” potraktowanego jako cel nadrzędny. Przypomnę, że dyskutujemy na portalu który w regulaminie zaznacza: „Gospodarzami portalu jednak są katolicy”. Warto zatem mieć na uwadze w dyskusji, że część osób swoje poglądy i światopoglądy opiera o naukę Kościoła Katolickiego i jest zanurzona w rzeczywistości chrześcijańskiej. A cóż takiego chrześcijaństwo mówi o cierpieniu? Jaki ma do niego stosunek? Czy w chrześcijaństwie unikanie cierpienia jest wartością nadrzędną zwłaszcza przeciwstawione piątemu przykazaniu? Zostawmy na chwilę katolików i chrześcijaństwo , bo oni nie jedyni na tym świecie. Popatrzmy jakie bywa podejście do unikania cierpienia jako wartości, po za obszarami katolików i chrześcijan. Zwróćmy wzrok w stronę innych wspólnot ludzkich, które są w jakikolwiek społeczny sposób związane więzami wzajemnej solidarności. Jak zachowują się na przykład agenci wywiadów, żołnierze służb specjalnych pojmani przez przeciwnika i poddawani psychicznym i fizycznym cierpieniom? Czy uznają unikanie cierpienia za wartość naczelną i przewyższającą inne wartości jak: lojalność, wierność, odpowiedzialność za innych? Cierpienie czasami bywa nierozłączne z poświęceniem. Można to odnaleźć w postawach zwykłych żołnierzy decydujących się postawi ć na szali lub wręcz zdecydować się na cierpienie, a nawet utratę życia, w obronie innych bliskich osób. Taka postawa nazywana jest altruizmem i jest przeciwstawna znaczeniowo egoizmowi. Cóż z ryzykiem cierpienia podejmowanym przez strażaków i ratowników? Obszarów altruizmu i bezinteresownego poświęcenia z narażeniem na cierpienie można naprawdę znaleźć tysiące. Również po za chrześcijaństwem i katolicyzmem. Wszystko to skupia się w wyborze pomiędzy altruizmem a egoizmem. Unikanie cierpienia nie w każdej sytuacji i nie zawsze jest wartością najwyższą.

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji