Nowy numer 28/2020 Archiwum

Europa według Macrona

Francuski prezydent wieści koniec NATO i zgłasza ambicje politycznego przewodzenia Europie.

Aktualnie obserwujemy stan śmierci mózgowej NATO (…) nie ma koordynacji decyzji między Stanami Zjednoczonymi a ich sojusznikami – to słowa Emmanuela Macrona. Francuski prezydent swoim głośnym wywiadem opublikowanym w magazynie „The Economist” sprawił, że zbliżający się szczyt Paktu Północnoatlantyckiego (3–4 grudnia 2019 r. w Londynie), przypadający w 70. rocznicę powołania sojuszu, przebiegać będzie w napiętej atmosferze. Macron swoje kontrowersyjne tezy uzasadnia troską o przyszłość naszego kontynentu i zaniepokojeniem działaniami USA i Turcji na Bliskim Wschodzie. Są one jednak również związane z ambicjami francuskiego prezydenta, który chce zastąpić Angelę Merkel w roli najważniejszego europejskiego polityka. Kolejne działania i publiczne wystąpienia Macrona coraz pełniej odsłaniają jego wizję Europy. Budzi ona zaniepokojenie w Polsce i krajach naszego regionu – to wizja Europy dwóch prędkości, zamkniętej na dalsze rozszerzenie, nieufnej wobec Stanów Zjednoczonych, za to gotowej do odwilży w relacjach z Rosją.

W kontrze do USA

„Po raz pierwszy w historii amerykański prezydent nie podziela naszej wizji Europy” – skarżył się Macron w rozmowie z „The Economist”. To nie pierwszy raz, gdy francuski prezydent ostro krytykuje Donalda Trumpa. Teraz zarzuty dotyczyły głównie jednostronnych działań w Syrii: porzucenia Kurdów i pozwolenia Turcji na prowadzenie inwazji militarnej. Słuszne pretensje stały się dla Macrona punktem wyjścia do krytyki całego Paktu Północnoatlantyckiego. Nie tylko stwierdził, że NATO jest w stanie „śmierci mózgowej”, ale też zakwestionował to, czy dziś, w razie zagrożenia, zadziałałby artykuł piąty – fundamentalna zasada sojuszu, mówiąca o wzajemnym udzielaniu pomocy w razie zbrojnej napaści na któregoś z członków.

Publiczne podważanie sensu istnienia NATO w czasie, gdy Europa Środkowo-Wschodnia odczuwa narastające zagrożenie ze strony Rosji, spotkało się z krytyką innych krajów członkowskich. Odcięła się od tego Angela Merkel, premier Mateusz Morawiecki określił wypowiedź francuskiego prezydenta jako „nieodpowiedzialną”, zaś sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg zwrócił uwagę, że dystansowanie się od USA „nie tylko osłabi sojusz, ale też Europę”.

Macron w miejsce jego zdaniem słabnącego NATO postuluje większe zaangażowanie się w powołaną w grudniu 2017 r. inicjatywę PESCO – współpracę strukturalną państw UE w kwestii obrony i bezpieczeństwa, a także w Europejski Fundusz Obronny. Francja planuje budowę wspólnie z Niemcami nowego czołgu i nowego myśliwca wielozadaniowego.

Apel o większą troskę UE o własne bezpieczeństwo w coraz bardziej niestabilnym świecie wydaje się słuszny. Ale jedynie Macron stawia te postulaty w kontrze do Paktu Północnoatlantyckiego. Inni przywódcy podkreślają, że unijne programy obronne powinny mieć charakter komplementarny do NATO.

Chęć przewodzenia nowemu europejskiemu sojuszowi obronnemu nie wypada zbyt wiarygodnie, biorąc pod uwagę, że Francja dalej nie wypełnia zobowiązań członków NATO dotyczących wydatków na obronność w wysokości minimum 2 proc. PKB. Często podkreślany przez Francuzów fakt ich militarnej obecności w różnych częściach świata też opiera się na logistycznej zależności od Amerykanów. Dochodzące zaś co jakiś czas z Paryża głosy o gotowości do zastąpienia USA w Syrii nie mają pokrycia w rzeczywistości.

Pierwsi do resetu

„Dobrze powiedziane (...) prawdziwe słowa będące dokładnym opisem obecnego stanu NATO” – Rosjanie, przez rzeczniczkę MSZ Marię Zacharową, ochoczo podchwycili narrację Macrona. Dla Kremla francuski prezydent odgrywa pożyteczną rolę osoby rozbijającej jedność Paktu Północnoatlantyckiego. Wspólne stanowisko Europy względem Moskwy słabnie z każdym miesiącem, o czym świadczą postępy w realizacji rosyjskich gazociągów NordStrem i TurkStream, a także zgoda na przywrócenie Rosji do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Za ociepleniem relacji najsilniej opowiada się właśnie Francja. W sierpniu 2019 r. Macron gościł Władimira Putina w swojej letniej rezydencji w Brégançon. Przy okazji spotkania francuski prezydent stwierdził: „Izolowanie Rosji to głęboki, strategiczny błąd”. Pretekstem do pełnej reaktywacji współpracy rosyjsko-francuskiej stała się wymiana jeńców na linii Kijów–Moskwa we wrześniu 2019 r. Drobny gest, za którym nie poszła żadna zmiana w podejściu Rosji do Ukrainy, został przez francuskiego ministra spraw zagranicznych J.Y. Le Driana wyolbrzymiony do miana „nowej sytuacji niewidzianej od lat” i „właściwego momentu do redukcji napięcia między Rosją a Europą, które powinny być strategicznymi i gospodarczymi partnerami”. Jeszcze tego samego miesiąca Macron wysłał na rozmowy do Moskwy dwóch ministrów – spraw zagranicznych i obrony.

Dążenie do ocieplenia relacji z Rosją wiąże się również z nadal silnym u Francuzów przekonaniem o szczególnym geopolitycznym znaczeniu ich kraju. Macron chce wspólnie z Moskwą rozwiązywać problemy w Syrii, Libii czy Afryce Subsaharyjskiej. Wierzy w to, mimo że Rosjanie nigdy nie dali znać, że mają zamiar cokolwiek konsultować z Paryżem.

Zakładnicy ambicji Macrona

Kolejnym elementem walki Macrona o polityczne przywództwo w Europie jest forsowanie reformy UE, mającej na celu pogłębienie integracji europejskiej, ale tylko w ramach strefy euro, z wiodącą rolą Francji. Stanowiłoby to ucieleśnienie wizji Europy dwóch prędkości.

Zakładnikami ambicji Macrona stały się kraje Bałkanów. Prezydent blokuje przejście do dalszego etapu negocjacji akcesyjnych z Macedonią Północną i Albanią oraz rozpoczęcie rozmów z Serbią, Kosowem oraz Bośnią i Hercegowiną (Macron otwarcie nazywa ten kraj „tykającą bombą zegarową”). Uważa, że dopóki nie zostanie przeprowadzona głęboka reforma Unii, kolejne rozszerzenie będzie „absurdalne”. Nie zmienił swojej postawy na ostatnim szczycie UE w październiku. Samotnie zablokował kontynuację rozmów z bałkańskimi kandydatami, choć później przekonywał, że „połowa krajów UE schowała się za Francją”.

Prezydentem Francji kieruje obawa przed „zanikiem geopolitycznego znaczenia UE”, ale na razie jego działania tylko pogłębiają słabość wspólnoty. Zamieszanie wokół Bałkanów negatywnie wpłynęło na reputację unijnych instytucji. Komisja Europejska postawiła konkretne warunki: Macedonia Północna miała zakończyć spór z Grecją o nazwę kraju, a Albania – przedstawić konkretne kroki w walce z korupcją. Oba kraje podjęły wysiłki na rzecz wykonania zadań. Przez Macrona zostały jednak z niczym, co zresztą przyznali unijni liderzy. Jean-Claude Juncker mówił o „ciężkim historycznym błędzie”, Donald Tusk dodał: „W pełni rozumiem waszą frustrację, wykonaliście waszą część pracy, a my nie”. Coraz głębszy zwrot krajów bałkańskich ku Rosji i Turcji staje się faktem, czego dowodem są m.in. kolejne umowy wojskowe Serbii i Rosji oraz powszechne zainteresowanie udziałem w turecko-rosyjskim projekcie energetycznym Turkstream.

Sojusznicy i przeciwnicy

Czy Emmanuel Macron ma realne szanse na przeforsowanie swojej wizji Europy? Niewątpliwie na Starym Kontynencie nastał dla niego sprzyjający czas. Angela Merkel wkracza w schyłkowy okres rządów, a notowania CDU nieustannie spadają. Wielka Brytania sama wypisała się z unijnej polityki, Hiszpania i Włochy tkwią w permanentnej politycznej niestabilności.

Nowe rozdanie na najwyższych stanowiskach w Brukseli także sprzyja Macronowi. Od 1 grudnia Donalda Tuska zastąpi na stanowisku przewodniczącego Rady Europejskiej znacznie bardziej profrancuski Charles Michel – były premier Belgii. Szefową banku centralnego została Francuzka Christine Lagarde, a w nowej Komisji Europejskiej francuski komisarz – Thierry Breton – będzie m.in. odpowiadać za projekty związane z obronnością. Frakcja liberałów w europarlamencie też znacznie zyskała w wyborach w 2019 r., a macronowskie ugrupowanie „En Marche” jest największą z formacji wchodzących w jej skład.

Z drugiej strony Macron najpierw będzie musiał mocno zawalczyć o zapewnienie sobie reelekcji. Pierwsza połowa jego prezydentury, która właśnie dobiegła końca, była bardzo niespokojna. Dopiero niedawno ucichły protesty ruchu „żółtych kamizelek”. Wskaźniki poparcia utrzymują się na niskim poziomie, pod koniec października tylko 30 proc. Francuzów pozytywnie oceniało prezydenta. Macron ma też liczne grono przeciwników wśród przywódców unijnych. Przede wszystkim w Europie Środkowo-Wschodniej niezmiennie chłodne są jego relacje z Polską. Oprócz wspomnianej niechęci do Paktu Północnoatlantyckiego i parcia do resetu z Rosją irytację budzi też jego styl uprawiania polityki, odbierany jako arogancki i paternalistyczny. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama