GN 13/2020 Archiwum

Gazowe kleszcze Moskwy

Rosja znacząco przybliżyła się do finalizacji budowy dwóch gazociągów: Nord Stream 2 i europejskiej nitki TurkStream. Pogłębią one energetyczną zależność Unii Europejskiej od Moskwy.

Gazowe kleszcze Rosji 30 października 2019 r. zaczęły coraz mocniej zaciskać się wokół Europy Środkowej. Tego dnia Dania wydała zgodę na budowę przez swoje wody terytorialne ostatniej brakującej części rurociągu Nord Stream 2. W tym samym dniu prezydent Władimir Putin przebywał z wizytą w Budapeszcie, gdzie premier Viktor Orbán ogłosił chęć jak najszybszej realizacji europejskiej odnogi gazociągu TurkStream. Wcześniej zielone światło dla budowy dały Bułgaria i Serbia. Izolacja Rosji przez Unię Europejską pozostaje już tylko iluzoryczna, polityczno-gospodarcze wpływy Kremla na naszym kontynencie znów szybko rosną. Stany Zjednoczone wbrew wcześniejszym zapowiedziom nie będą torpedować rosyjskich projektów. Szczególnie trudna staje się sytuacja Ukrainy, której grożą kolejne zakręcenia gazu przez Moskwę i szantażowanie niekorzystną renegocjacją umów tranzytowych.

Fikcja unijnej solidarności

Historia budowy Nord Stream 2 pokazuje, że gdy w grę wchodzą wielkie pieniądze, kraje tzw. starej Unii ignorują europejską solidarność i przestrzeganie unijnego prawa. Idee, o których tak często lubią przypominać innym krajom, szczególnie Polsce. Nord Stream 2 to projekt szkodliwy dla środowiska i niebezpieczny politycznie. Jego budowa rozpoczęła się w maju 2018 r. mimo obowiązujących w tym czasie unijnych sankcji na Rosję.

Rosja pozyskała do projektu wpływowych partnerów politycznych i biznesowych w Europie Zachodniej: niemieckie koncerny energetyczne Uniper oraz Wintershall, francuskie Engie, brytyjsko-holenderski Shell i austriacki OMV. Dwunitkowy gazociąg o łącznej długości 1230 km, położony na dnie Morza Bałtyckiego, ma mieć moc przesyłową 55 mld m sześc. rocznie.

Gdy na ukończeniu było już 87 proc. gazociągu, projekt zatrzymała Dania. Nie zgodziła się na przebieg rury przez jej wody terytorialne. Kopenhaga od kilku lat ma bardzo chłodne relacje z Moskwą. W 2017 r. Dania oskarżyła Kreml o atak hakerski na jej ministerstwo obrony. Zapowiedziała też zwiększanie swoich wydatków obronnych w związku z rosnącą aktywnością Rosji na Morzu Bałtyckim. Duńczycy obawiają się także dalszej degradacji ekologicznej Bałtyku. Zarówno w przypadku Nord Stream 1, jak i Nord Stream 2 oprócz ogólnikowych deklaracji nigdy nie przedstawiono szczegółowych danych o wpływie tych instalacji na środowisko naturalne. Duński sprzeciw bardzo drogo kosztował inwestorów Nord Stream 2. Koszt budowy gazociągu wzrośnie o ponad 600 mln euro.

Od momentu zablokowania budowy Dania poddawana była silnej presji ze strony koalicji krajów wspierających Nord Stream 2. Rząd w Kopenhadze szukał więc wsparcia w unijnych instytucjach. Kompromis uzyskano 13 lutego 2019 r. – budowa została objęta nadzorem Komisji Europejskiej. Jednakże Angela Merkel stara się osłabić unijny nadzór nad inwestycją. Na żądanie francuskich i niemieckich dyplomatów wprowadzono poprawkę mówiącą, że przepisy UE dotyczą tylko tej części Nord Stream 2, która leży na terenie Niemiec. Resztę ma regulować dwustronna umowa Niemiec i Rosji. Teoretycznie ona też musi być zgodna z unijnym prawem, lecz według krytyków zostawia to pole do nadużyć. Obawy potwierdzają doniesienia niemieckiej gazety „Bild”, która 6 listopada poinformowała, że Bundestag chce zmodyfikować ustawę ratyfikującą Nord Stream 2 w taki sposób, by wyłączyć gazociąg spod jurysdykcji Brukseli.

Po zakończeniu sprawy na forum unijnym władze w Kopenhadze uznały, że wyczerpały się możliwości blokowania decyzji. 30 października Duńska Agencja Energetyczna pozwoliła na budowę brakującego 147-kilometrowego odcinka. Decyzja może wywołać kryzys polityczny w Danii. Zagrożony jest mniejszościowy rząd socjaldemokratów premier Mette Frederiksen.

Prorosyjskie Bałkany

Coraz bliższy realizacji jest też drugi rosyjski gazociąg, okrążający naszą część Europy od południa. TurkStream to owoc rosyjsko-tureckiego sojuszu i potwierdzenie, że obecnie nie ma podstaw do traktowania Turcji jako sojusznika Zachodu. Putin i Erdoğan podpisali umowę w sprawie gazociągu w październiku 2016 r., budowa po dnie Morza Czarnego ruszyła w maju 2017 r. i zakończyła się w listopadzie 2018 roku.

Od początku rozważano poprowadzenie z Turcji nitki w kierunku Europy. Tym razem Rosja chciała uniknąć kosztownych opóźnień jak w przypadku Nord Stream 2 i postanowiła najpierw dokładnie rozeznać teren. Reakcje były jednak entuzjastyczne. Dołączeniem do projektu są zainteresowane: Grecja, Bułgaria, Serbia, Węgry i Austria. Silne poparcie na Bałkanach dla TurkStream to sygnał rosnących tam wpływów Turcji i Moskwy kosztem Unii, która ostatnio robi wszystko, by zniechęcić do siebie tę część Europy. W październiku pod wpływem Francji kolejny raz przełożono rozmowy o kontynuowaniu negocjacji akcesyjnych z Serbią i Macedonią Północną. W tym samym czasie z inspiracji Niemiec znowu odłożono decyzję o włączeniu Bułgarii i Rumunii do strefy Schengen.

Węgry chcą, by budowa TurkStream zaczęła się „najszybciej jak to możliwe”. Deklaracja ta padła 30 października podczas wizyty rosyjskiego prezydenta na Węgrzech. Putin i Orbán kontynuują tradycję corocznych spotkań, nie zmieniła tego nawet agresja na Ukrainę. Budapeszt konsekwentnie zabiega na forum UE o zniesienie sankcji na Rosję.

USA straciły zainteresowanie

Do niedawna wydawało się, że rosyjską ekspansję energetyczną mogą powstrzymać Stany Zjednoczone. Waszyngton stał na stanowisku, że TurkStream i Nord Stream 2 stanowią zagrożenie dla amerykańskich sojuszników w Europie i pogłębią zależność kontynentu od Moskwy. Donald Trump ostrzegał Niemców przed staniem się „niewolnikami Rosji”. 31 lipca Senat USA poparł projekt ustawy o nałożeniu sankcji na firmy stojące za budową gazociągu po dnie Bałtyku.

W październiku sytuacja uległa jednak gwałtownej zmianie, co niestety zaczyna być typowe dla polityki zagranicznej USA. Stało się to po wyjściu na jaw politycznego skandalu. Trump w rozmowie z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim uzależniał wsparcie dla Ukrainy od wydania mu „haków” na Huntera Bidena, który pracował w ukraińskim koncernie energetycznym Burisma. Hunter to syn Joe Bidena, prawdopodobnego rywala Trumpa w najbliższych wyborach. Po wybuchu tej afery i rozpoczęciu procedury impeachmentu amerykański prezydent stracił zapał do zajmowania się europejskimi sprawami. Projekt ustawy o sankcjach nagle utkwił w Izbie Reprezentantów. Zarówno jego pomysłodawca – senator Ted Cruz – jak i nominowany na nowego ambasadora w Rosji John Sullivan przyznają, że jest już za późno na powstrzymanie budowy Nord Stream 2. Pewną rolę odegrała też zapewne presja firm zaangażowanych w inwestycję. Przedstawiciele koncernu Shell otwarcie przyznali, że prowadzili lobbing w Kongresie.

Rychły koniec sankcji

Pogłębianie się zależności biznesowych spowoduje dalszy spadek determinacji Unii do podtrzymywania sankcji na Rosję. Europejskie media od kilku miesięcy piszą, że Emmanuel Macron jest zwolennikiem „resetu” w relacjach z Moskwą, podobnie uważają m.in. Włochy, Austria i Węgry.

Dzięki budowie rurociągów okrążających z obu stron Europę Środkową Putin rozbija solidarność energetyczną Unii. Będzie mógł też stopniowo zmniejszać ilość surowca przesyłanego gazociągami Przyjaźń i Jamał – Europa, biegnącymi przez Polskę i Ukrainę. Teoretycznie nasz kraj chroni wspólna polityka energetyczna UE, tzw. połączenia rewersowe gwarantują nam dostawy z innych krajów w razie problemów z odbiorem gazu ze Wschodu. Jednakże w kontekście Rosji tej jedności wiele razy już zabrakło w UE.

Nic natomiast nie chroni Ukrainy, dla której rosyjska ekspansja gazowa jest bardzo złą wiadomością. Nord Stream i TurkStream pozwolą Moskwie zmniejszyć o prawie jedną trzecią (z 80 mld m sześc. do 30 m sześć) ilość gazu przesyłanego ukraińskim szlakiem. Łączy się to ze znacznym zmniejszeniem opłat tranzytowych płaconych władzom w Kijowie (z 2,5 mld dol. do 1 mld dol.). Rosja chce też zastąpić zawierane dotychczas 10-letnie umowy krótkoterminowymi kontraktami. Mogłaby wtedy zmieniać ceny gazu i grozić zakręceniem kurka w razie odrzucenia stawki. Unię będzie to coraz mniej interesować, bo gaz i tak popłynie innymi szlakami. Co więcej, Kreml zapowiedział, że temat nowej umowy gazowej z Ukrainą chce negocjować „w pakiecie” z innymi tematami, jak status Donbasu. Słabnie pozycja negocjacyjna prezydenta Zełenskiego, a gazowa broń w rękach Putina znów staje się groźna.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Polecamy

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama