Nowy numer 04/2020 Archiwum

Franciszek w Krainie Uśmiechu

Kościół w Tajlandii jest niewielką wspólnotą misyjną w świecie buddyjskim. Obok głoszenia Ewangelii katolicy prowadzą liczne dzieła charytatywne i edukacyjne. Papieska pielgrzymka umocni ich w wierze i rozbudzi zapał misyjny.

OTajlandii było głośno w ubiegłym roku za przyczyną grupy kilkunastoletnich piłkarzy, którzy wraz z trenerem zaginęli w czasie wycieczki i dopiero po trzech tygodniach poszukiwań i brawurowej akcji ratunkowej zostali oswobodzeni z zalanej wodą jaskini. Przez ten czas u jej wejścia trwała modlitwa za chłopców. Dziękując za ocalenie życia, chłopcy odbyli tygodniowy nowicjat w buddyjskim klasztorze, a jedyny w tym gronie chrześcijanin spędził ten czas na modlitwie w swojej parafii. – Oddaje to ducha naszego kraju, gdzie religia przenika życie społeczne, a buddyści szanują chrześcijan, których jest dosłownie garstka – mówi ks. John Phongphan Wongarosa, pierwszy tajski kapłan w Papieskim Instytucie Misji Zagranicznych, odkąd ponad pół wieku temu zaczął on prowadzić działalność misyjną w Tajlandii.

Kościół migrantów

W 69-milionowym społeczeństwie katolików jest 390 tys., co stanowi 0,58 proc. populacji. – To przede wszystkim Kościół migrantów, ludzi uciskanych z powodu wiary w sąsiednich krajach. Są to głównie Chińczycy, którzy na przełomie XIX i XX w. zbiegli do Tajlandii przed prześladowaniami. Jest też grupa katolików przybyłych z Wietnamu i Birmy, a ostatnio z Pakistanu. Wyznawcami Chrystusa są też członkowie plemion górskich zamieszkujących północ kraju – mówi o. Honorat Ćwikła, franciszkanin, który pracował w Tajlandii. Rodowici Tajowie raczej nie zostają katolikami. Oni mają bardzo silną tożsamość i mocno łączą z nią wartość buddyzmu jako religii. Bycie Tajem jest równoznaczne z byciem buddystą. Jest to rodzaj wewnętrznego przymusu, który sami sobie kulturowo narzucają.

Najwięcej chrztów jest wśród odciętych od świata górskich plemion, które są bardziej otwarte na Ewangelię. Niektóre z nich (np. Kareni) prawie w całości stają się katolickie. Ich pierwotne warunki życia są totalnie odmienne od splendoru stołecznego Bangkoku czy innych wielkich nowoczesnych miast, w których jest coraz mniej miejsca dla Boga. Członkowie tych plemion nie uważają się do końca za Tajów. Mają własną tożsamość, swój język, swoje tradycje, własny alfabet, a nawet kalendarz. Wśród nich przez ponad 47 lat pracował zmarły niedawno włoski misjonarz o. Giovanni Zimbaldi. Pochowany został przy parafialnym kościele w Fang, a wierni opłakiwali go jak ojca. – Najtrudniejsze było nauczenie się ich języków (plemion Lahu i Akha), a najważniejsze bycie z tymi ludźmi i odpowiadanie na ich potrzeby zarówno duchowe, jak i materialne. Doskonałą drogą ewangelizacji stały się otwierane przez nas punkty szkolne, co przy ogromnym zacofaniu edukacyjnym odgrywało istotną rolę. Dzieci przyprowadzały do Kościoła swoich rodziców. Katechumenat przed chrztem trwa u nas co najmniej trzy lata – wspominał w jednym z wywiadów. To on był jednym z pionierów formowania świeckich katechistów i tzw. liderów modlitwy, a także troski o to, by we wspólnotach obecne były siostry zakonne.

Śladami Jana Pawła II

Jako pierwsi do Krainy Uśmiechu, jak nazywana jest Tajlandia, dotarli w XVI w. dominikanie, a po nich franciszkanie i jezuici. Głoszenie Ewangelii zostało tu potwierdzone krwią męczenników. Jednym z nich był bł. Mikołaj Bunkerd Kitbamrung, który pracował na pograniczu z Birmą. W czasie antykatolickich prześladowań został skazany na 15 lat więzienia. Gdy zachorował na gruźlicę, przeniesiono go do szpitala i umieszczono wśród chorych na malarię. Troskliwie się nimi opiekował, 68 z nich ochrzcił, a wielu innych katechizował.

350 lat temu utworzono pierwszy wikariat apostolski Siam (Franciszek przyjeżdża, by uczcić ten jubileusz), co dało początek strukturom Kościoła na tym terenie. Dziś liczy on 12 diecezji, 436 parafii (posługuje w nich 662 księży) i jedno seminarium duchowne, w którym formują się zarówno księża diecezjalni, jak i zakonnicy z całego kraju. Jubileuszowym obchodom towarzyszą słowa: „Uczniowie Chrystusa, uczniowie misjonarze”, które są zarazem mottem papieskiej podróży.

35 lat temu Tajlandię odwiedził Jan Paweł II. – To była wielka podróż misyjna. Papież Polak zachęcał nas, byśmy odważnie dzielili się radością Chrystusa z tymi, którzy Go nie znają, a zarazem umacniali w wierze tych, którzy przyjęli Ewangelię. Ogromne wrażenie wywarły na wszystkich odwiedziny papieża w obozie dla uchodźców i jego dobitne upomnienie się o przestrzeganie ich praw oraz poszanowanie godności, co tutaj nie jest oczywiste – wspomina obecny bp Joseph Chusak, jeden z 23 kapłanów wyświęconych przez Jana Pawła II w czasie tamtej pielgrzymki.

– Wizyta Jana Pawła II spotkała się ze sprzeciwem radykalnych środowisk buddyjskich. By uspokoić nastroje, zainterweniował ówczesny król Rama IX, który nazwał papieża „swoim osobistym, czcigodnym gościem”, co zakończyło protesty – mówi abp Paul Tschang In-nam, nuncjusz apostolski w Tajlandii. Kolejne lata zaowocowały zacieśnieniem relacji katolicko-buddyjskich (choć był czas, że buddyjscy radykałowie dążyli do utworzenia państwa wyznaniowego), co sprawia, że Franciszek oczekiwany jest nie tylko jako głowa Kościoła, ale i światowy lider duchowy, który przyniesie temu krajowi przesłanie pokoju i miłosierdzia.

Kościół miłosierny

Kościół w Tajlandii prowadzi wiele przedszkoli, 350 szkół i dwa katolickie uniwersytety, które uchodzą za najlepsze w kraju. Ponad 90 proc. ich uczniów i studentów to buddyści. – Cenią wysoki poziom nauczania, a zarazem wychowanie, jakie proponujemy. Wielu naszych wychowanków to ludzie zajmujący najwyższe stanowiska w kraju, którzy są nam wdzięczni za szansę na lepsze życie, jaką dostali dzięki edukacji – podkreśla abp Tschang In-nam.

Dla tajskich buddystów katolicyzm kojarzy się przede wszystkim z miłosierdziem – troską o ludzi ubogich i niepełnosprawnych, a także porzucone osoby starsze. Z tego powodu buddyści bardzo szanują katolików. – Prowadzimy wiele hospicjów dla chorych na AIDS, ośrodki dla ludzi niewidomych i niepełnosprawnych oraz dla kobiet pragnących wyjść z prostytucji, będącej plagą tego kraju – mówi o. Giovanni Contarin, kamilianin. Zasłynął on tym, że w latach 90., kiedy władze Tajlandii nie dostrzegały problemu AIDS, a leki antyretrowirusowe były bardzo drogie, uprawiał, jak mówi, misyjną kontrabandę, przemycając je z sąsiednich krajów.

Katolicy aktywnie włączają się też w pomoc dzieciom ulicy. Są to dzieci, które żyją na wysypiskach śmieci, nie chodzą do szkoły, nie mają opieki medycznej, nie mają aktów urodzenia. Jest ich około pół miliona. Kościół otwiera ochronki, internaty, szkoły, próbując zapewnić im normalne dzieciństwo i dać szansę na godne życie. Jednym z najpilniejszych nowych wyzwań staje się powstawanie karteli narkotykowych, które zaopatrują głównie chiński rynek, ale i rozprzestrzenianie się narkomanii wśród Tajów. Episkopat wydał rozporządzenie, na mocy którego osoby handlujące narkotykami – bez wyraźnego nawrócenia – nie mogą przystępować do sakramentów, ponieważ byłoby to powszechnym zgorszeniem. W szczególnie ostrych przypadkach zaleca też odmawianie katolickiego pochówku. – Narkotyki generują przestępczość, państwo nie radzi sobie z tą plagą albo i nie chce, bo samo czerpie zyski z handlu narkotykami – mówi przewodniczący tajskiego episkopatu abp Louis Chamniern Santsuniram.

Karmel w sercu wielkiego miasta

Bangkok, który odwiedzi papież, jest jedną z najnowocześniejszych metropolii świata. W jego sercu, pośród drapaczy chmur, domów ze szkła i ekskluzywnych restauracji, znajduje się pulsujące serce tajskiego Kościoła – kontemplacyjny klasztor karmelitanek bosych. Jego przyszłość jest zagrożona, ponieważ znajduje się na terenie bardzo atrakcyjnym dla deweloperów. – Zabiegani ludzie wpadają do nas na chwilę modlitwy, przychodzą także po radę, bo nie wytrzymują wyścigu szczurów. Są to zarówno chrześcijanie, jak i buddyści. Normalne na przykład jest, że gdy buddyjska kobieta towarzyszy mężowi katolikowi i ochrzczonym dzieciom podczas Mszy św., to w czasie Komunii składa ręce na piersi i podchodzi do księdza po błogosławieństwo – mówi przeorysza Mui Hua See Heen. Jej rodzina ma chińskie korzenie. Karmelitanki poznała, kiedy jej ojciec pielęgnował ich ogród. – Kiedy powiedziałam, że wstępuję do zakonu, moi rodzice – mimo że byli katolikami – zaprotestowali. Nie widzieli sensu w takim życiu. Gdy byłam w postulacie, mój brat przyszedł do klasztoru z pistoletem i groził siostrom, by mnie wydały. Z czasem rodzina zobaczyła sens w moim powołaniu – wyznaje karmelitanka. W Tajlandii są trzy karmelitańskie klasztory, w których żyje ok. 60 mniszek.

– Z papieżem będziemy dziękować Bogu za owoce ewangelizacji i modlić się o zapał ewangelizacyjny na wzór pierwszych heroicznych misjonarzy – mówi nuncjusz apostolski. – Nasz Kościół będący „małą garstką” bardzo potrzebuje papieskiego umocnienia.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama