Nowy numer 28/2020 Archiwum

Nędzne usługi Planned Parenthood

O organizacji dostającej pół miliarda dolarów rocznie, inspiracji dla pracowników przychodni aborcyjnych i skutkach filmu „Nieplanowane” mówi Abby Johnson.

Jakub Jałowiczor: Co sądziła Pani o aborcji, kiedy pracowała Pani w Planned Parenthood?

Abby Johnson: Podjęłam tę pracę, bo wydawało mi się, że realnie pomagam kobietom w podjęciu najlepszego dla ich dalszego życia wyboru. Kiedy byłam młodsza, nie uważałam, że aborcja jest dla kobiety dobrym rozwiązaniem, ale skoro prawo na nią zezwala, to musi być OK. Wychodziłam z założenia, że lepiej, aby była legalna niż w podziemiu. Byłam przekonana, że Planned Parenthood naprawdę chce zmniejszenia liczby niechcianych ciąż, a co za tym idzie – zmniejszenia liczby aborcji. I pewna, że dobrze robię. Broniłam tego i wierzyłam w swoją pracę. Byłam prawdziwym adwokatem „wyboru”. Kłóciłam się z ludźmi stojącymi po drugiej stronie ogrodzenia. Przekonywałam o prawie do aborcji każdego, kto chciał mnie słuchać. Wspinałam się po szczeblach kariery w Planned Parenthood. W 2008 r. przyznano mi tam nagrodę Pracownika Roku. To było moje życie. Kochałam swoje zajęcie i ludzi, którymi się zajmowałam.

Opowiada Pani w swoich wspomnieniach o pracownikach Planned Parenthood, którzy twierdzą, że w zasadzie są przeciwni aborcji, ale przeprowadzają ją, bo czasem nie ma lepszego wyjścia. Inni przekonują, że pozbycie się dziecka to błogosławieństwo. Jak to właściwie jest – pracownicy organizacji aborcyjnych żyją w rozdwojeniu jaźni czy po prostu mówią każdemu to, co chce on usłyszeć?

Najczęściej ludzie podejmują pracę w przychodniach aborcyjnych, bo chcą pomagać kobietom. To był powód, dla którego sama związałam się z Planned Parenthood. Jednak czasem ludzie zatrudniają się tam, bo nie mają świadomości, że w przychodni dokonuje się aborcji. Natomiast nawet jeśli pracownica sama nie chciałaby tego, to sądzi, że robi coś dobrego dla kobiet. A są i tacy, którzy rzeczywiście wierzą, że to błogosławieństwo.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama