Nowy numer 42/2020 Archiwum

Ostatni przodem

Niezwykły jest upór, z jakim Franciszek stara się zarazić chrześcijan „opcją na rzecz ubogich”. To mówi tyle o papieżu, co o nas samych: widocznie ciągle jesteśmy oporni w uznaniu, że otwarcie na „ostatnich” to papierek lakmusowy naszej wiary.

Po raz trzeci papież napisał specjalne orędzie poświęcone ubogim – bo też 17 listopada przypada ustanowiony przez niego III Światowy Dzień Ubogich. I o ile w wielu kręgach wyczuwalne jest pewne zakłopotanie, co zrobić z tym fantem i jak jeszcze ugryźć temat, o tyle Franciszek ma bardzo konkretne propozycje. Rzecz najważniejsza: nie chodzi tylko o kolejną jednodniową akademię ku czci, widowiskową pokazówkę i silenie się na ckliwe deklaracje solidarności. Owszem, ten dzień jest też po to, by w widzialny, również medialnie, sposób zaakcentować i przypomnieć, że „ubogich mamy u siebie”. Ale papieżowi chodzi o coś więcej niż odfajkowanie w kościelnym grafiku kolejnej akcji charytatywnej. To propozycja pewnego stylu życia i pewnej wrażliwości, która nie tylko przywraca godność potrzebującym, ale również poszerza serca pomagających. Nie w celu poprawienia samopoczucia, ale po to, by dotknąć rzeczywistości królestwa nie z tego świata, w którym ostatni naprawdę będą pierwszymi. Z uporu, z jakim Franciszek podnosi temat ubogich, wynika jedno: „opcja na rzecz ostatnich” nie jest kościelnym fakultetem do wyboru. Jest programem dla całego Kościoła.

Biedak zaufał?

W orędziu Franciszka uderza na wstępie mocne osadzenie w Biblii: „Nie można nigdy ominąć naglącego wołania, które Pismo Święte powierza biednym. Gdziekolwiek na kartach Pisma kieruje się wzrok, tam słowo Boże ukazuje, że biedni to ci, którzy nie mają tego, co konieczne do życia, i zależą przez to od innych (…). »Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili« (Mt 25,40). Uciekać od tego utożsamienia się jest równoznaczne z oszustwem Ewangelii i rozmywaniem Objawienia” – pisze papież.

Cała pierwsza część tekstu opiera się na wybranych fragmentach, ze Starego i Nowego Testamentu, które potwierdzają tę myśl. Ważne jest to, że każdy z nich nie jest echem tylko swojej epoki, ale, zdaniem papieża, również diagnozą współczesności: „Mijają wieki, ale sytuacja bogatych i biednych się nie zmienia, tak jakby doświadczenie wyniesione z historii niczego nas nie uczyło”. Papież używa mocnych słów: „Ci ubodzy często są traktowani jak pasożyty społeczeństwa, które nie przebacza im nawet ich własnej biedy”. Tym bardziej zaskakujący dla czytelnika może być opis ubogiego, jaki papież wyciąga z psalmów: „ubogi to ten, kto ufa Panu, ponieważ ma pewność, że nigdy nie zostanie opuszczony. Biedak w Piśmie Świętym jest człowiekiem zaufania! Autor natchniony daje również powód tego zaufania: biedak »zna swojego Pana«, a w języku biblijnym słowo »znać« wskazuje na osobistą relację uczucia i miłości” – pisze papież. I w pewnym sensie sam daje wyraz swojemu zdumieniu biblijnym ujęciem ubóstwa: „Stajemy przed zdumiewającym opisem, którego byśmy się nigdy nie spodziewali. Opis ten wyraża przede wszystkim wielkość Boga, gdy znajduje się On przed ubogim. Jego siła stwórcza przezwycięża każde ludzkie oczekiwanie i staje się namacalna w »pamięci«, którą On ma o tej konkretnej osobie”.

Chleba i Boga

Prawdopodobnie większość osób ubogich, które spotykamy, nie ma na co dzień takiego mniemania o sobie i swojej sytuacji. W pierwszym więc odruchu mogłyby się nawet obruszyć, że ktoś próbuje dorabiać teologię do w gruncie rzeczy dość przyziemnej rzeczywistości: doświadczenia braku najbardziej podstawowych rzeczy do życia. Franciszek jest jednak ostatnią osobą, którą można by podejrzewać o wykorzystywanie losu ubogich do snucia pogłębionych refleksji. Jednocześnie jest ostatnią osobą, którą można by oskarżyć o redukcjonizm potrzeb człowieka do spraw wyłącznie materialnych. To kompleksowe podejście do problemu wybrzmiewa mocno w nowym orędziu: „Biedni przede wszystkim potrzebują Boga, Jego miłości, która staje się widzialna dzięki świętym osobom, które żyją obok nich i które, w prostocie ich życia, wyrażają i uwydatniają siłę miłości chrześcijańskiej (…). Oczywiście, biedni zbliżają się do nas, ponieważ rozdajemy im jedzenie, ale to, czego naprawdę potrzebują, wykracza poza ciepły posiłek czy kanapkę, którą im ofiarujemy. Biedni potrzebują naszych rąk, aby mogli się podnieść, naszych serc, aby czuć na nowo ciepło uczuć, naszej obecności, aby przezwyciężyć samotność”.

Propozycja papieża przekracza zatem zarówno jednorazowe akcje z okazji Dnia Ubogich, jak i nawet systematyczną pomoc, która byłaby jednak pozbawiona głębszej motywacji i celu. A celem, zdaniem papieża, jest przywrócenie godności i nadziei ubogim: „Czasami wystarczy niewiele, aby przywrócić nadzieję: wystarczy zatrzymać się, uśmiechnąć, posłuchać. Przynajmniej na ten jeden dzień zostawmy na boku statystyki. Biedni to nie są numery, dzięki którym możemy pochwalić się działaniami i projektami. Biedni to osoby, którym należy wyjść na spotkanie. To samotni młodzi i starsi ludzie, których trzeba zaprosić do domu, aby podzielić się posiłkiem. To kobiety, mężczyźni i dzieci, którzy czekają na przyjacielskie słowo. Biedni zbawiają nas, ponieważ pozwalają nam spotkać oblicze Chrystusa”– dodaje odważnie papież. I jakby usprawiedliwiając tę śmiałość, dodaje: „Oczom świata jawi się jako nieracjonalna myśl, że bieda oraz nędza mogą mieć siłę zbawczą. A jednak zapewnia nas o tym Apostoł, kiedy mówi: »Przeto przypatrzcie się, bracia, powołaniu waszemu! Niewielu tam mędrców według oceny ludzkiej, niewielu możnych, niewielu szlachetnie urodzonych. Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć; i to, co nie jest szlachetnie urodzone według świata i wzgardzone, i to, co nie jest, wyróżnił Bóg, by to, co jest, unicestwić, tak by się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga« (1 Kor 1,26-29). Oczami ludzkimi nie potrafimy zobaczyć tej siły zbawczej. Oczami wiary natomiast widzimy tę siłę działającą i w pomocy ubogim doświadczamy jej osobiście”.

Test wiarygodności

W myśli Franciszka o ubogich widać pewną spójność i kompleksowość, której czasem brakuje w praktyce życia Kościoła w różnych częściach świata. W niektórych krajach „opcja na rzecz ubogich” stała się wyłącznie pracą socjalną, która niespecjalnie odróżnia organizacje chrześcijańskie od państwowych. W innych zaś miejscach tak bardzo skupiono się na samej duchowości, że zatracono wrażliwość na tych, którzy może by i dołączyli do rozmodlonych wspólnot, gdyby te dały im najpierw jeść i coś do ubrania, a może nawet pomogły znaleźć pracę, zorganizowały szkolenia. To jasne, że w praktyce jest to trudne, zrozumiałe jest też to, że każda grupa ma swój charyzmat i specyfikę. Papież jednak uparcie powtarza, że żadna „specyfika” nie zwalnia nas z tej wrażliwości, która pozwala Kościołowi doświadczyć swojej tożsamości: „W bliskości biednych Kościół odkrywa, że jest ludem, który (…) jest powołany, aby nie dawał nikomu odczuć, że jest obcy albo wykluczony, ponieważ wszystkich włącza we wspólne kroczenie drogami zbawienia. Sytuacja biednych zobowiązuje, aby nie trzymać na dystans Ciała Pana, który w nich cierpi. Jesteśmy raczej wezwani, ażeby dotykać Jego Ciała, aby zaangażować się osobiście w służbę, która jest autentyczną ewangelizacją. Zaangażowanie, nawet społeczne, na rzecz ubogich nie jest jakąś dodatkową i zewnętrzną działalnością dla Ewangelii, wręcz przeciwnie, ukazuje realizm wiary chrześcijańskiej i jej ważność historyczną. Miłość, która daje życie wierze w Jezusa, nie pozwala uczniom zamknąć się w duszącym indywidualizmie, ukrytym na różnych płaszczyznach duchowej intymności, bez żadnego wpływu na życie społeczne” – pisze papież. Zdaniem Franciszka „opcja na rzecz ostatnich” to warunek wiarygodności naszego świadectwa. Ostatecznie więc nie chodzi tylko o to, czy ubogi dostanie od nas chleb i odzienie, ale że jest to droga, dzięki której może odkryć w nas dobroć samego Boga. „Warunkiem, jaki stawia Pan Jezus uczniom, aby stali się wiarygodnymi ewangelizatorami, jest konieczność rozsiewania widzialnych znaków nadziei” – kończy papież.

Niepokój (nie)posiadania

Przyznajmy, że ta część nauczania Franciszka z jednej strony budzi uznanie dla jego wrażliwości, z drugiej zaś, po cichu, wielu z nas przyznaje, że to tylko opcja dla wybranych. Warto więc wracać do opisu Kościoła z Dziejów Apostolskich: nikt nie cierpiał niedostatku, bo wierni „sprzedawali majątki i dobra i rozdzielali je każdemu według potrzeby”. To był styl życia pierwszych chrześcijan: nikt nie nazywał swoim tego, co miał, bo chciał, żeby każdy we wspólnocie miał zabezpieczone przynajmniej najprostsze potrzeby. I to sprowadza się do konkretów. Arcybiskup Grzegorz Ryś, jeszcze jako krakowski biskup pomocniczy, mówił: „Parafia to jest wspólnota braci i sióstr. Wiecie, kto w waszej parafii przymiera głodem? Znacie dzieci z parafii, które nie mają obiadów? Nie znacie? I możecie spokojnie mieć to, co macie?”. Kardynał Konrad Krajewski, papieski jałmużnik, często powtarza, że nie da się pomagać ubogim, nie znając ich realnych potrzeb. Wspomina przy tym sytuację, gdy jeden z bezdomnych nie przyjął jego zaproszenia na obiad w restauracji. „Bo śmierdzę, nikt mnie nie wpuści do restauracji” – powiedział kardynałowi. „Wtedy dopiero zrozumiałem to, co mówił mi papież: bądź z nimi, a będziesz wiedział, czego potrzebują. Oni potrzebują się umyć. Stąd te prysznice pod kolumnadą w Watykanie. A jak się umyje, to potrzebuje się przebrać. Trzeba dać mu możliwość zbadania się. Fryzjera. Jak już jest umyty, przebrany, ostrzyżony, idzie do lekarza, trzeba dać mu leki” – wylicza kardynał Krajewski. To konkrety. Kosztują niewiele. Nie licząc naszej wygody.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama