Nowy numer 14/2020 Archiwum

Midway raz jeszcze

Reżyser zrezygnował z banalnych wątków melodramatycznych, z jakimi mieliśmy do czynienia w dotychczasowych produkcjach na temat wojny na Pacyfiku.

Czy widzowie chcą jeszcze oglądać wojenne supergiganty? Czy sukces komercyjny „Dunkierki”, filmu, który zresztą daleko odszedł od konwencjonalnych produkcji poświęconych II wojnie światowej, był wyjątkiem? Wkrótce się przekonamy, bo na ekrany naszych kin wchodzi kolejna amerykańska superprodukcja podejmująca temat wojny z Japonią.

Podobnych filmów powstało w USA sporo, co zresztą nie dziwi, gdyż po raz pierwszy w swojej historii Stany Zjednoczone zostały zaatakowane na własnym terytorium. Szok, jaki wywołał atak na Pearl Harbor, można chyba porównać tylko z tym, co zdarzyło się 11 września 2001 roku, kiedy terroryści zniszczyli World Trade Center. W tym ostatnim ofiar, zarówno śmiertelnych, jak i rannych, było o wiele więcej.

„Tora! Tora! Tora!”, „Bitwa o Midway”, „Pearl Harbor” czy „Listy z Iwo Jimy” to najgłośniejsze z dotychczasowych filmów poświęconych wojnie na Pacyfiku. Swoją wersję wojennych zmagań nakręcili również Japończycy w filmie „Burza nad Pacyfikiem”, gdzie w roli kontradmirała Yamaguchi wystąpił Toshirō Mifune.

Emmerich nie kombinuje

„Midway” Rolanda Emmericha, którego polska premiera kinowa odbyła się równolegle z amerykańską, jest ostatnim i moim zdaniem najlepszym z tych filmów. Jego reżyser jest Niemcem. W latach 90. wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie nakręcił kilka filmowych hitów, w tym „Patriotę” i „Dzień Niepodległości”.

Wielu krytyków zarzucało jego filmom, co ze względu na pochodzenie reżysera zakrawa na paradoks, „nieznośny amerykański patriotyzm”. Prawdopodobnie z najnowszym będzie tak samo, bo od jakiegoś czasu określenie „patriotyzm” nabiera we wpływowych kręgach, nie tylko przecież w Ameryce, znaczenia pejoratywnego. Niektóre z wątków, jakie znajdziemy w filmach reżysera, podkreślały wartość relacji rodzinnych, co również wydawało się paradoksem, bo reżyser jest gejem. Krytyka nie przeszkodziła, by filmy odniosły ogromny sukces komercyjny.

Z projektem filmu o Midway Emmerich nosił się od dawna. Już 20 lat wcześniej zaproponował temat studiu Sony. Właścicielami firmy byli Japończycy, więc nie zależało im na filmie, który pokazywał ich klęskę. – Wydaje mi się, że to właściwy temat w naszych czasach, bo nie ma w nim wątków politycznych. To film o wojennej strategii, a w pewnym momencie zdajemy sobie sprawę, że obie strony konfliktu popełniały pomyłki. Bohaterowie filmu są zwykłymi ludźmi, żaden z nich nie rozpoczął wojny. Wojnę rozpoczęli politycy – powiedział reżyser w wywiadzie dla portalu military.com.

W „Midway”, zgodnie z intencją reżysera, nie ma wielkiej polityki. Tylko w prologu, rozgrywającym się w Tokio na kilka lat przed wybuchem II wojny światowej, w rozmowie amerykańskiego attaché wojskowego i admirała Isoroku Yamamoto, film zarysowuje sprzeczne interesy obu stron, które ostatecznie doprowadziły do wybuchu wojny. Emmerich nie kombinuje. Przedstawia historię z kilku punktów widzenia w sposób prosty i bez udziwnień. Rezygnuje z banalnych wątków melodramatycznych, z jakimi mieliśmy do czynienia w poprzednich produkcjach na ten temat. Z pewnością wyszło to filmowi na dobre, bo pozwala skupić się widzowi na tym, co najważniejsze, czyli tytułowej bitwie morskiej i okolicznościom, jakie do niej doprowadziły.

„Midway” obejmuje szeroką perspektywę czasową, bo chociaż bitwa stanowi kulminacyjną, najobszerniejszą część filmu, przedstawia również sam atak na Pearl Harbor, podjęty kilka miesięcy później odwetowy rajd amerykańskich bombowców na Tokio oraz bitwę na Morzu Koralowym.

Głównymi postaciami są prawdziwi bohaterowie tych wydarzeń po obu stronach konfliktu. Na pierwszym planie znajdują się dwaj oficerowie. Dick Best, który dowodził eskadrą bombową w czasie bitwy o Midway, i Edwin Layton, oficer wywiadu morskiego, który wraz z zespołem złamał japońskie kody, co pozwoliło amerykańskiej flocie wciągnąć Japończyków w pułapkę. Również bohaterowie drugoplanowi to w większości postaci autentyczne. Na ekranie nie mogło również zabraknąć admirała Chestera Nimitza, mianowanego po Pearl Harbor dowódcą floty Stanów Zjednoczonych na Pacyfiku. Stronę japońską reprezentuje w filmie m.in. Isoroku Yamamoto, dowódca japońskiej floty morskiej, twórca planu ataku na Pearl Harbor, a później bitwy o Midway, która miała doprowadzić do zniszczenia floty amerykańskiej na Pacyfiku.

Nie tylko Midway

Sylwetki najważniejszych bohaterów wydarzeń zostały w filmie przedstawione skrótowo, ale wyraziście. W roli admirała Nimitza, autora planu operacji starcia o Midway, wystąpił Woody Harrelson. W jego kreacji admirał, który nominację przyjął bez entuzjazmu, jest człowiekiem, który zdając sobie sprawę ze spoczywającej na nim odpowiedzialności, starannie wyważa decyzje, od jakich zależy los wojny na Pacyfiku. Nie jest herosem, miotają nim wątpliwości. Przede wszystkim musi sobie odpowiedzieć na pytanie, na ile może zaufać informacjom wywiadu, który w okresie poprzedzającym Pearl Harbor zawiódł. Tu kluczowe znaczenie ma oficer wywiadu Edwin Layton zagrany przez Patricka Wilsona. Film przedstawia również działania innych wysokich oficerów marynarki i toczące się w sztabach dyskusje.

Na uwagę zasługuje również sposób, w jaki Emmerich pokazuje drugą stronę konfliktu, czyli Japończyków. Nie demonizuje japońskich dowódców i żołnierzy. W krótkich, ale ważnych scenach przedstawia dyskusje toczące się na najważniejszych szczeblach japońskich władz cywilnych i wojskowych na temat wojny ze Stanami Zjednoczonymi oraz sposobów jej prowadzenia. Zarysowuje również konflikt pomiędzy dowództwem marynarki, której szefem był Yamamoto, a dowództwem wojsk lądowych i premierem Tojo. Paradoksalnie Yamamoto, twórca planu ataku na Pearl Harbor, był przeciwnikiem wojny ze Stanami Zjednoczonymi. Uważał, co zostało zgodnie z prawdą pokazane w filmie, że Japonia nie może wygrać z przeciwnikiem dysponującym o wiele większym potencjałem gospodarczym.

Znając dokonania Emmericha w przedstawianiu widowiskowych scen w filmach katastroficznych, można było się spodziewać, że podobne spektakularne obrazy znajdą się również w „Midway”. Rzeczywiście wszystkie wątki dramatyczne zmierzają do punktu kulminacyjnego, czyli samej bitwy. Odgrywają jednak ważną rolę, bo naświetlają widzowi, który nawet nie orientuje się, co działo się na Pacyfiku od 1941 r., etapy tej kampanii i ich znaczenie. Reżyser, prócz Midway, pokazuje również poprzedzające ją działania marynarek wojennych obu krajów. Znaczące miejsce zajmują tu sceny ataku na Pearl Harbor, chyba najlepsze z tych, jakie dotychczas widzieliśmy w filmach.

W scenach batalistycznych, a szczególnie ataku na Pearl Harbor i bitwy o Midway, Emmerich wykorzystał wszelkie możliwości, jakie współczesnemu kinu oferują nowatorskie techniki komputerowe w zakresie nagrywania i przetwarzania obrazu. Efekty specjalne są imponujące i dają złudzenie rzeczywistości, co nie zawsze udaje się osiągnąć w realizowanych z ich pomocą filmach. Nie mam wątpliwości, że to najlepszy film o wojnie na Pacyfiku. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Dziennikarz działu „Kultura”

W latach 1991 – 2004 prezes Śląskiego Towarzystwa Filmowego, współorganizator wielu przeglądów i imprez filmowych, współautor bestsellerowej Światowej Encyklopedii Filmu Religijnego wydanej przez wydawnictwo Biały Kruk. Jego obszar specjalizacji to film, szeroko pojęta kultura, historia, tematyka społeczno-polityczna.

Kontakt:
edward.kabiesz@gosc.pl
Więcej artykułów Edwarda Kabiesza

Zobacz także

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji