Nowy numer 14/2020 Archiwum

Daleko do brzegu

Brytyjczycy pójdą na drugie referendum brexitowe. Będą nim de facto przyspieszone wybory parlamentarne.

Trudno powiedzieć, czy to odcinek 131, czy może już 1131 trwającego ponad 3 lata serialu pt. „Brexit”, ale dla zagorzałych fanów tego „tasiemca” jest dobra wiadomość: tu nadal wszystko jest możliwe. W jedną i drugą stronę. I nie chodzi wyłącznie o sam brexit, ale również o kierunek, w jakim Wyspy popłyną w najbliższych latach.

Gramy va banque

Rozstrzygające będą przyspieszone wybory parlamentarne, zaplanowane na 12 grudnia. Dla zmęczonych serialem „Brexit” wisząca ciągle w powietrzu możliwość rozstrzygnięcia w jedną lub drugą stronę nie jest dobrą wiadomością. Bo mimo triumfu w sondażach partii premiera Johnsona wszystko może się zdarzyć – wygrać może również opozycja, a wtedy… serial zacznie się od początku. I to mimo nowej umowy brexitowej, wynegocjowanej w Brukseli przez Borisa Johnsona, którą obecna Izba Gmin zaakceptowała. Wygrana opozycji oznaczałaby kolejne opóźnienie, a nawet zatrzymanie brexitu. Co więcej, ewentualne przejęcie władzy przez Partię Pracy Jeremy’ego Corbyna oznacza prawdziwy przewrót kopernikański w brytyjskiej polityce. Johnson, decydując się na przyspieszone wybory, postawił wszystko na jedną kartę, jak parę lat wcześniej David Cameron, który rozpisał referendum brexitowe. Johnson jest pewny zwycięstwa Partii Konserwatywnej i chce w ten sposób umocnić swoją pozycję jako lidera i autora cywilizowanego rozejścia się Wielkiej Brytanii z Unią Europejską. Cameron również był pewny zwycięstwa przeciwników brexitu, więc wygrana zwolenników opuszczenia UE zmusiła go do dymisji. Johnson ryzykuje jeszcze więcej: zmianę politycznych paradygmatów, niekwestionowanych na Wyspach od czasów Margaret Thatcher.

Not sure…

Przypomnijmy: premier Boris Johnson osiągnął niedawno niemały sukces, uzyskując w końcu aprobatę Izby Gmin dla nowej umowy brexito­wej z Unią. To był przełom w brexito­wym pacie. Nowa umowa pozwala uniknąć stworzenia twardej granicy między pozostającą w UE Irlandią a należącą do brytyjskiej Korony Irlandią Północną – w zamian zakłada przesunięcie kontroli celnej na granicę między Irlandią Północną a resztą Zjednoczonego Królestwa. Ale zwycięstwo Johnsona w Izbie Gmin było tylko częściowe, bo choć umowa została przyjęta, to jednocześnie premier nie uzyskał zgody na przyspieszenie prac nad ustawami brexitowymi, co uniemożliwiło spełnienie jego obietnicy, że 31 października Wielka Brytania opuści UE. Z tego też powodu Londyn musiał zwrócić się do Brukseli z prośbą o kolejne odroczenie brexitu. Ostatecznie 27 krajów członkowskich zgodziło się na przesunięcie go do końca stycznia przyszłego roku. Teoretycznie wszystko wydaje się jasne i ustalone, a partia Johnsona prowadzi w sondażach, więc brexit powinien być kwestią dosłownie 12 tygodni. A jednak w powietrzu wisi pewna… niepewność.

Pogoda na jutro

Wynika ona i z ordynacji wyborczej na Wyspach (okręgi jednomandatowe), i z charakteru Brytyjczyków, których deklaracje sondażowe bardzo często zmieniają się już przy urnach wyborczych. Na Wyspach robienie przedwyborczych sondaży jest tak ryzykowne jak próba prognozowania pogody na listopad przyszłego roku. Wszystkie ostatnie wybory w Wielkiej Brytanii pokazały, że wyborcy są tak kapryśni, iż możliwa jest zmiana decyzji w ostatniej chwili nawet u połowy uprawnionych do głosowania! I często są to zmiany wymykające się wszelkim próbom logicznego ułożenia mapy preferencji wyborczych. Dlatego też obecne sondaże, dające Partii Konserwatywnej nawet ponad 40 proc. poparcia, są zachęcające dla Borisa Johnsona, by scementować swoją pozycję, ale nikt, kto śledzi wybory na Wyspach od dłuższego czasu, nie da głowy za ostateczny wynik. Chodzi także o możliwości, jakie stwarzają jednomandatowe okręgi wyborcze – w wielu regionach Wielkiej Brytanii jest możliwe zawiązanie takich sojuszy między partiami opozycyjnymi, że nawet dominująca w sondażach partia może w danym okręgu przegrać. Ale również w sytuacji, gdy nie dojdzie do sojuszu między partiami (np. między laburzystami i liberałami), a w danym okręgu o mandat będą walczyć trzy lub więcej partii, to może się zdarzyć, że mandat zdobędzie ugrupowanie, które nie prowadziło w sondażach ogólnokrajowych. Może więc dojść do sytuacji patowej, gdy żadna partia nie zdobędzie zdecydowanej większości w skali kraju. A może być i tak, że szalę przeważy wynik liberałów, którzy są potencjalnym koalicjantem Partii Pracy – suma wyników obu ugrupowań może sprawić, że wygrywająca o włos Partia Konserwatywna będzie musiała oddać władzę.

Referendum II

Niepewność tym razem jest jeszcze większa, bo przyspieszone wybory będą de facto nieformalnym drugim referendum w sprawie brexitu. Owszem, zmęczeni ponadtrzyletnim chaosem Brytyjczycy mają również inne sprawy do rozwiązania, w tym m.in. zapaść służby zdrowia czy kierunek polityki socjalnej (tutaj partia Corbyna ma duże pole do popisu), ale brexit pozostaje kluczową kwestią, która zadecyduje o poparciu dla poszczególnych partii. A że sondaże wskazują tym razem na przewagę zwolenników pozostania w UE, jest niemal pewne, że opozycja mocno zaakcentuje w kampanii wyborczej propozycję nowego oficjalnego referendum brexitowego. Jeremy Corbyn zadeklarował już, że w razie wygranej doprowadzi do wynegocjowania kolejnej umowy z UE, po czym podda ją pod głosowanie nie tylko w Izbie Gmin, ale w ogólnokrajowym referendum (inna sprawa, że stosunek samego Corbyna do brexitu nie jest czytelny – wielu komentatorów na Wyspach mówi, że tak naprawdę i on chce wyjść z UE).

To wszystko łącznie sprawia, że Boris Johnson i torysi nie mogą spać spokojnie i jest oczywiste, że kampania wyborcza będzie wyjątkowo ostra. Zwłaszcza że walka toczy się nie tylko o brexit, ale także o kształt Zjednoczonego Królestwa. Pomińmy na razie problem możliwego rozpadu Korony, głównie ze względu na dominujących już wśród Szkotów zwolenników niepodległości (zerwania trwającej od ponad 300 lat unii z Londynem i pozostania samej Szkocji w UE), ale i ze względu na niewykluczone w przyszłości zjednoczenie Zielonej Wyspy (czyli oderwanie się od Korony Irlandii Północnej i połączenie z Republiką Irlandii). Zwróćmy uwagę na problem, który w dyskusji nad brexitem pozostaje w cieniu: niewykluczona wygrana Jeremy’ego Corbyna oznacza niemal ustrojowe zmiany w Wielkiej Brytanii.

Janosik Corbyn

W Europie, w tym w Polsce, do dziś dominuje przekonanie, że Partia Pracy pod przewodnictwem Corbyna to ciągle ta sama partia, którą przez długie lata prowadził premier Tony Blair – może i socjaldemokrata, ale jednocześnie realista, który w praktyce nie kwestionował najważniejszych osiągnięć rewolucji konserwatywnej Margaret Thatcher (konserwatywnej głównie w sensie gospodarczym). Tymczasem jeśli różne deklaracje Corbyna brać na serio, to okazuje się, że Brytyjczycy wybierają dziś między centroprawicową (czy raczej centroliberalną) polityką torysów a skrajnie socjalistyczną (żeby nie powiedzieć: komunizującą) opcją laburzystów. Owszem, Partia Pracy to nie jest monolit, co pokazały także głosowania nad umową brexitową, ale jednocześnie z jakiegoś powodu to jednak Corbyn został wybrany na jej lidera i to on pozostaje jej twarzą. Słuchając jego zapowiedzi zmian w polityce podatkowej czy socjalnej, duża część Brytyjczyków powinna łapać się za portfele. I nie chodzi tylko o najbogatszych milionerów (choć trudno zrozumieć, dlaczego to oni zawsze muszą być karani przez socjalistyczne państwo za przedsiębiorczość, wypracowane zyski… i stworzone miejsca pracy), ale i dużą część właścicieli firm, którzy na dzień dobry mieliby płacić niemal o połowę wyższe podatki niż obecnie. A to i tak tylko próbka możliwości, które Jeremy Corbyn chciałby pokazać, gdyby przejął władzę na Downing Street 10.

Może to wszystko naraz – niepewność co do brexitu i potencjalna wygrana skrajnego socjalisty – sprawia, że coraz więcej Brytyjczyków osiedla się w krajach unijnych? Najnowsze dane Oxford University pokazują, że trwa największa od dekady emigracja w tym kierunku: z Wielkiej Brytanii do innych krajów UE. Tylko w tym roku było to już blisko 85 tys. osób, niemal dwukrotnie więcej niż w 2012 r. Jedno jest pewne: Wielka Brytania jeszcze przez lata będzie dostarczać całej Europie wielu emocji – z brexitem lub pozostając w UE, z Corbynem lub Johnsonem na pokładzie.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Zobacz także

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji