Nowy numer 14/2020 Archiwum

Kościół i naród

O właściwej relacji między narodem i Kościołem, naszej otwartości na innych oraz zestawieniu Polak–katolik mówi ks. prof. Piotr Mazurkiewicz.

Bogumił Łoziński: Plakat tegorocznego Marszu Niepodległości przedstawia pięść owiniętą różańcem. Jak Ksiądz Profesor ocenia takie połączenie?

Ks. prof. Piotr Mazurkiewicz: Zaciśnięta pięść była znakiem używanym przez Black Power, ruch na rzecz praw czarnej ludności w USA. Później został on zaadaptowany przez organizacje głoszące wyższość białej rasy. Różaniec jest więc domalowany do symbolu, który został zaczerpnięty z innego kontekstu niż religijny. Ponieważ plakat pojawił się przy okazji Święta Niepodległości, narzuca się pytanie o relację między narodem a religią w ujęciu katolickim oraz o to, kto ponosi główną odpowiedzialność za właściwe powiązanie tych dwóch elementów. W polskiej tradycji czynniki narodowy i katolicki są ze sobą bardzo mocno związane. Ostatecznie jednak to biskupi czuwali nad tym, aby owa relacja nie nabrała pogańskiego charakteru. Wystarczy wspomnieć kard. Stefana Wyszyńskiego czy Jana Pawła II, którzy przemawiali nie tylko w imieniu Kościoła, ale także w imieniu narodu.

Z perspektywy nauczania Kościoła ten plakat nie jest prawidłowy?

Odnośnie do jego symboliki wypowiedział się rzecznik episkopatu, stwierdzając, że różaniec jednoczy z Bogiem i bliźnimi i nie może być używany do wywoływania sporów. Jeśli intencje organizatorów marszu są szczere, to powinni przejąć się głosem rzecznika i pozytywnie zareagować. Każdemu zdarza się popełnić błąd i nie należy natychmiast zakładać, że wynika on ze złej woli. Czasem jest to kwestia niewiedzy czy braku wyobraźni. Jeśli organizatorzy mają dobrą wolę, to nie powinni mieć problemów ze skorygowaniem błędu.

Nie tylko nie korygują, ale odpowiadają, że gest przedstawiany na plakacie jest przejawem wojny, bo na ziemi jesteśmy Kościołem walczącym.

Owszem. Pojęcie Ecclesia militans (Kościół wojujący) jest mi bliskie. Pytanie jednak, z kim walczymy i jakim posługujemy się orężem. Święty Paweł pisze: „Nie toczymy walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich” (Ef 6,12). Inaczej mówiąc, nie walczymy przeciwko ludziom, a to właśnie sugeruje zaciśnięta pięść. Ponieważ walka jest duchowa, to również zbroja musi być duchowa, co św. Paweł wyjaśnia w kolejnych wersetach. Mamy w pamięci teologię wyzwolenia, głoszoną i praktykowaną w Ameryce Południowej. Próbowano w niej połączyć chrześcijańską pobożność i marksistowską rewolucję. Pojawiały się skrajne zjawiska, np. w czasie Mszy św. na ołtarzu umieszczano granaty, a na plakatach Pan Jezus przedstawiany był z karabinem maszynowym. Jest oczywiste, że były to nadużycia, dlatego poruszając się w przestrzeni symboli, trzeba być bardzo ostrożnym. Episkopat w ostatnich latach kilkukrotnie wypowiadał się na temat relacji między chrześcijaństwem a narodem, zwracając również uwagę na ryzyko nieprawidłowości.

Na czym polegają te nieprawidłowości z perspektywy nauczania Kościoła?

Nie wolno absolutyzować narodu. Tam, gdzie naród zastępuje Pana Boga i wchodzi na Jego miejsce, mamy do czynienia z bałwochwalstwem. Z perspektywy etycznej przypisywanie wartości własnemu narodowi jest całkowicie uprawnione, ale to nie oznacza, że inne narody są bezwartościowe. W pogańskich podejściach jeden naród ma prawo do istnienia, a inny nie. Kościół podkreśla, że wspólnoty narodowe mają prawo trwać, rozwijać dobro, a między nimi powinny być możliwie przyjacielskie, a na pewno pokojowe relacje. Kto próbuje wprowadzić do przeżywania narodowej wspólnoty pogański element nienawiści do innych, szkodzi własnemu narodowi.

Jak Ksiądz Profesor ocenia skalę tych nieprawidłowości w Polsce?

Można odnieść wrażenie, że w pewnych sektorach społeczeństwa elementu narodowego jest jakby za dużo, ale zarazem w innych jest go zdecydowanie za mało. Myślę, że zaciśnięta pięść i czekoladowy orzeł to dwa symbole ściśle ze sobą powiązane. W dzisiejszym świecie mamy ideologię multikulturalizmu, która homogeniczne wspólnoty narodowe postrzega jako swojego głównego wroga. I mamy reakcję obronną, choć nie zawsze mądrą. Narody nie chcą umierać. W tzw. szkole kopenhaskiej zwrócono uwagę, że w procesie integracji europejskiej głównymi aktorami są państwa członkowskie i w związku z tym ich trwanie jest stosunkowo dobrze zabezpieczone. Sam proces jest jednak bardzo ryzykowny z punktu widzenia przetrwania w Europie tradycyjnych narodów. Mówiąc w uproszczeniu: choć Dania trwać będzie nadal jako państwo, może w niej już nie być Duńczyków. Jeśli zatem w procesie integracji nie podejmie się świadomych starań zmierzających do zapewnienia narodom poczucia bezpieczeństwa, a zatem gwarancji ich istnienia jako wspólnot kulturowych, ów brak bezpieczeństwa w przyszłości stanie się głównym źródłem konfliktów.

Czy w obecnej Polsce perspektywa utraty tożsamości narodowej jest na tyle realnym zagrożeniem, że trzeba sięgać po niewłaściwe metody?

Nigdy nie wolno sięgać po środki moralnie wątpliwe. Nie dostrzegam w Polsce nacjonalizmu jako problemu społecznego. Gdy pojawia się poczucie zagrożenia utraty tożsamości narodowej, występują reakcje obronne, które nie zawsze są właściwe. Jednak siła polityczna grup, które po takie metody sięgają, jest marginalna, a to oznacza, że poczucie tego zagrożenia nie jest powszechne, choć istnieje. Jeśli rozmawiamy dziś o tych problemach, to raczej nie z powodu plakatu. W Marszu Niepodległości uczestniczy bardzo wielu Polaków. Chodzi o to, aby gromadzili się pod właściwymi symbolami, gdyż m.in. one będą podstawą do interpretowania całego marszu. Pewien belgijski polityk w ubiegłym roku nazwał wszystkich uczestników marszu faszystami, zresztą ma z tego powodu kłopoty prawne, bo słusznie uznano, że jest to obraźliwe. Rozsądek jednak nakazuje, by starać się nie prowokować niemądrych reakcji.

Jednak na Marszach Niepodległości pojawiają się transparenty z napisami: „Europa tylko biała”, „Czysta krew”, „Polska dla Polaków” czy „Biała Europa braterskich narodów”. Oskarżenia o ksenofobię czy rasizm mają podstawy.

Transparenty z tego typu hasłami były – według mediów – pojedyncze. Nie warto przypisywać takim zjawiskom większej wagi, niż mają w rzeczywistości. Tego, co złe, ale marginalne, nie warto promować przez nagłaśnianie. Część haseł, które pan przytoczył, odwołuje się do kategorii rasy, która generalnie kojarzy nam się z rasizmem. To jest kategoria wykluczająca, gdyż wiąże wartościowanie ludzi z ich charakterystyką biologiczną. Ten element nie zależy od woli czy decyzji człowieka, a jednocześnie jednostka nie ma możliwości przekroczenia takiej biologicznie ustanowionej granicy. Tymczasem w polskiej tradycji i w nauczaniu Kościoła naród jest kategorią otwartą. Jest to wspólnota kulturowa i każdy, kto czuje się częścią tej kultury, niezależnie od tego, czy jest biały, czy czarny, może zostać włączony do wspólnoty, tzn. stać się Polakiem. Paradoksem jest, że najbardziej urażony z powodu nazwania uczestników Marszu Niepodległości faszystami poczuł się Polak o ciemnej karnacji i to on podał tego belgijskiego polityka do sądu.

Hasło „Polska dla Polaków” – w sensie dla ludzi, którzy poczuwają się do bycia członkami polskiej wspólnoty kulturowej, można uznać za prawidłowe?

Jeśli ktoś to rozumie w sposób niewykluczający, to tak. Przed 80 laty mieliśmy masową migrację z Niemiec do Polski. Przez sześć lat udzielaliśmy gościny naszym sąsiadom. Polacy wciąż stanowili większość mieszkańców kraju, ale czy Polska była wówczas dla Polaków? Gdy patrzymy na historię polskiej kultury, mamy świadomość, że polską muzykę, architekturę, malarstwo, literaturę tworzyli nie tylko ludzie będący etnicznie Polakami. Podobnie jest z niektórymi dowódcami wojskowymi, i nie mamy problemu, aby uznać ich za członków naszej narodowej wspólnoty. Takie rozumienie narodu wywodzi się w znacznym stopniu z tradycji I Rzeczpospolitej. Również dzisiaj wiele osób przeprowadza się do naszego kraju, są oni Polakami z wyboru. Znam Francuzów, którzy osiedlili się w Polsce, bo stwierdzili, że tu, w polskiej kulturze, czują się najlepiej. Kilka dni temu opublikowano dane Eurostatu odnośnie do liczby wydanych przez państwa członkowskie zezwoleń na pobyt stały. Polska jest na pierwszym miejscu, z największą liczbą zezwoleń. To wszystko pokazuje, że cechą naszej kultury jest otwartość. Jeśli są grupy, które rozumieją polskość w kategoriach ściśle biologicznych, to postępują wbrew polskiej, a także chrześcijańskiej tradycji.

Organizatorzy Marszu Niepodległości chcą zamanifestować, że „nasza tożsamość narodowa jest nierozłączna z wiarą katolicką”. Na to stwierdzenie negatywnie zareagował prezes Polskiej Rady Ekumenicznej i zwierzchnik Kościoła ewangelicko-augsburskiego bp Jerzy Samiec. Stwierdził, że „nie zgadza się na znak równości Polak – katolik. Polskie społeczeństwo jest zróżnicowane”. Czy zestawienie Polak – katolik należy interpretować wykluczająco?

Biskup Samiec ma pełne prawo do własnego zdania, ale wydaje mi się, że jest ono wynikiem nieporozumienia. Rzeczpospolita przez większość swojej historii była państwem wielonarodowościowym i wieloreligijnym, ale zawsze z wyraźną dominantą etosu polskiego i katolicyzmu. Jeśli spojrzymy na okres zaborów, II wojny światowej, komunizmu, to główna odpowiedzialność za wspólnotę narodową, gdy brakowało własnych instytucji państwowych, była ponoszona przez Kościół katolicki. To nie oznacza, że poza Kościołem katolickim nie było Polaków, także takich, którym kwestia niepodległości Polski była bliska. Zestawienie Polak – katolik mówi, że główną wspólnotą niosącą etos narodowy byli w historii Polski katolicy, ale nie wyklucza z tej wspólnoty niekatolików i nie lekceważy ich ofiar.

Weźmie Ksiądz Profesor udział w tegorocznym Marszu Niepodległości?

Nigdy nie byłem na takim marszu i generalnie nie uczestniczę w wielkich manifestacjach. Zdarza mi się brać udział w marszach w obronie życia. Ważne jest to, aby dzień odzyskania niepodległości nas łączył, a nie dzielił, wzmacniał wspólnotę narodową, a nie niszczył. Być może niezadowolenie czy frustrację, podobnie jak podziały polityczne, trzeba odłożyć na inny dzień. Jeśli przeżyjemy 11 Listopada jako dzień, który nas łączy, łatwiej będzie później rozmawiać także o trudnych sprawach. Wszyscy organizujący tego dnia jakieś obchody powinni mieć to na uwadze.•

Ks. prof. Piotr Mazurkiewicz

jest dziekanem Wydziału Społeczno-‑Ekonomicznego UKSW. W latach 2008–2012 pełnił funkcję sekretarza generalnego Komisji Konferencji Episkopatów Unii Europejskiej (COMECE).

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Bogumił Łoziński

Zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Polska”.
Pracował m.in. w Katolickiej Agencji Informacyjnej jako szef działu krajowego, oraz w „Dzienniku” jako dziennikarz i publicysta. Wyróżniony Medalem Pamiątkowym Prymasa Polski (2006) oraz tytułem Mecenas Polskiej Ekologii w X edycji Narodowego Konkursu Ekologicznego „Przyjaźni środowisku” (2009). Ma na swoim koncie dziesiątki wywiadów z polskimi hierarchami, a także z kard. Josephem Ratzingerem (2004) i prof. Leszkiem Kołakowskim (2008). Autor publikacji książkowych, m.in. bestelleru „Leksykon zakonów w Polsce”. Hobby: piłka nożna, lekkoatletyka, żeglarstwo. Jego obszar specjalizacji to tematyka religijna, światopoglądowa i historyczna, a także społeczno-polityczna i ekologiczna.

Kontakt:
bogumil.lozinski@gosc.pl
Więcej artykułów Bogumiła Łozińskiego

 

Zobacz także

  • Dremor_
    07.12.2019 17:13
    Dremor_
    Hasła i retoryka Marszu Niepodległości nawiązuje wprost do okresu II Rzeczypospolitej. Wtedy właśnie wymyślono pojęcie "Polaka katolika" oraz zaczęto utożsamiać polskość z religią katolicką. Działania te wymierzone były w innych mieszkańców Polski, głównie Żydów, ale też Rusinów i Niemców. Myśl ta miała charakter faszystowski i w ten sposób była realizowana.
    doceń 3
Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji