Nowy numer 04/2020 Archiwum

Własnym szlakiem

Kornel Morawiecki był może ostatnim romantykiem w polskiej klasie politycznej. Umiał oderwać się od bieżących kalkulacji i myśleć w kategoriach długiego czasu w polityce i historii.

Z pewnością nie będzie uchodził za synonim sukcesu politycznego. Chadzał własnymi drogami, często wbrew opinii publicznej, która jego wyborów nie podzielała. W tym sensie był politykiem wiernym własnym przekonaniom.

Urodził się w 1941 r. w Warszawie, ale dorosłe życie związał z Wrocławiem, gdzie studiował na Politechnice Wrocławskiej. Tam przeżył marzec 1968 r., uczestnicząc w demonstracjach studenckich. Kilka miesięcy później protestował przeciwko udziałowi jednostek Ludowego Wojska Polskiego w agresji na Czechosłowację. Na trwałe wszedł do środowisk opozycyjnych, współredagując „Biuletyn Dolnośląski”, który odegrał w tym regionie ważną rolę w sierpniu 1980 r. Włączył się w ruch Solidarności. Jesienią 1981 r. został delegatem na I Krajowy Zjazd NSZZ „Solidarność”. Wtedy go poznałem. Razem z historykiem dr. Adolfem Juzwenką, dzisiaj dyrektorem Ossolineum, oraz Antonim Lenkiewiczem, prawnikiem i późniejszym działaczem Solidarności Walczącej, tworzyli charakterystyczną grupę „wrocławskich trzech muszkieterów”. Morawiecki w czasie gorącej dyskusji na zjeździe wsparł posłanie do narodów Europy Wschodniej. Przekonywał, że niezależny ruch związkowy, jeśli ma przetrwać, musi szukać sojuszników na Wschodzie. Tego trzymał się później, organizując sieć kontaktów z różnymi środowiskami w Związku Sowieckim.

Pod własnym znakiem

W stanie wojennym nie chciał pozostać w szeregach związkowców, zarzucając działaczom Solidarności kapitulanctwo i marnowanie kapitału społecznego gniewu, nagromadzonego po delegalizacji związku jesienią 1982 r. W czerwcu 1982 r. założył we Wrocławiu Solidarność Walczącą. Jej głównym postulatem było odsunięcie od władzy komunistów oraz przywrócenie Polsce i innym krajom komunistycznym niepodległości. Realizując ten program, Solidarność Walcząca wydawała m.in. biuletyn w języku czeskim, przemycany do Czechosłowacji. Udawało jej się także wysyłać ulotki na Ukrainę. Morawiecki wierzył, że eskalując społeczne protesty, może doprowadzić do strajku generalnego w całym kraju, który następnie rozleje się na cały obóz komunistyczny.

W swej organizacji postawił na budowanie zakonspirowanych struktur oraz rozbudowany ruch wydawniczy. Robił to umiejętnie, a aktywność Solidarności Walczącej zajmowała znaczną część bezpieki, próbującej rozprawić się z podziemiem w stanie wojennym i później. Pomimo wielu wysiłków SB nie udało się rozpracować organizacji na Dolnym Śląsku, choć w innych regionach miała sukcesy. Działacze Solidarności Walczącej potrafili nawet przenikać w szeregi bezpieki, czego dowodem było zdobycie informacji umożliwiających zdemaskowanie groźnej agentury u boku ks. Franciszka Blachnickiego w Carlsbergu.

Nie byłoby prawdą, gdybym napisał, że w stanie wojennym podzielałem oceny środowiska Solidarności Walczącej oraz jej lidera. Morawiecki miał jednak swoje kalkulacje, gdy zachęcał do ulicznych demonstracji i stawiał bardziej na walkę bezpośrednią z reżimem aniżeli na pracę organiczną w środowiskach pracowniczych czy w duszpasterstwie ludzi pracy. Swym radykalizmem pociągał zwłaszcza młodych, którym imponowała jego bezkompromisowa postawa. Był dobrym organizatorem. Wiedzieliśmy, że Kornel stale się ukrywa, ale dopiero niedawno usłyszałem, że konspiracyjny lokal zmieniał blisko 60 razy, a w ukrywanie go były zaangażowane setki ludzi. Pomimo wielkiej ostrożności jesienią 1987 r. został aresztowany. Wtedy przedstawiciele Kościoła pomogli w wysłaniu go za granicę. Przedstawiano to jako akt humanitarny, ale w istocie bardziej chodziło o pozbycie się zawalidrogi przed planowanymi rozmowami opozycji z władzami. „Tych Kornelów nigdzie nie brakuje” – mówił o nim i podobnych mu osobach z irytacją jeden z ważnych hierarchów tamtej epoki. Morawieckiego wysłano z kraju bez prawa powrotu. Nie przeszkodziło mu to jednak nielegalnie wrócić do Polski w sierpniu 1988 r. Formalnie ujawnił się dopiero w czerwcu 1990 r.

Wywrócony stolik

Opinia publiczna poznała go dopiero w III RP. Zapewne nie tylko w mojej pamięci utkwiły ekspresyjne sceny z telewizyjnego studia wyborczego w 1991 r., kiedy zamaszystym ruchem przewrócił stolik, przekonując, że w ten sposób trzeba wywrócić układ Okrągłego Stołu. Dla mnie była to scena groteskowa. Powiedziałem mu o tym, kiedy wiele lat później wspominaliśmy tamto wydarzenie. Wyjaśniał, że szukał jakiejś dynamicznej formy, aby przemówić do wyobraźni widzów, ale przyznał, że niewiele w ten sposób zyskał. Po 1990 r. stanął na czele Partii Wolności, krytykującej ówczesne realia, m.in. nomenklaturową prywatyzację, brak rozliczeń z komunizmem i nieprzeprowadzenie lustracji. Sukcesów politycznych jednak nie miał. W latach 1990 i 2015 chciał wystartować w wyborach prezydenckich, ale nie zebrał wymaganej do zarejestrowania swej kandydatury liczby 100 tys. podpisów. Udało mu się to w 2010 r., a w pierwszej turze wyborów otrzymał 0,13 proc. głosów. Także inne kampanie wyborcze sromotnie przegrywał. Nie oznacza to, że nigdy nie miał racji. Choć nadal jestem przekonany, że wiosną 1989 r. nie było alternatywy dla rozmów z władzami, z pewnością zawarty wówczas kontrakt honorowany był przez stronę solidarnościową zbyt długo.

Marszałek senior

Kornel Morawiecki długo nie potrafił znaleźć środowiska politycznego, z którym mógłby realizować swoje plany. Z politycznego niebytu wyciągnął go dopiero Paweł Kukiz, proponując mu w 2015 r. startowanie do Sejmu z listy ugrupowania Kukiz’15. Morawiecki uzyskał niezły wynik i został posłem, co pozwoliło mu otworzyć obrady Sejmu VIII kadencji jako marszałkowi seniorowi. Wygłosił wówczas ważne przemówienie, które precyzyjnie diagnozowało problemy naszej codzienności, a zarazem było apelem do polityków wszystkich formacji, aby w sprawach najważniejszych umieli się wznieść ponad podziały. Otrzymał za nie wiele pochwał nie tylko ze strony rządzących, ale także od opozycji. Jednak w klubie Kukiz’15 długo nie wytrzymał. Po aferze z głosowaniem „na dwie ręce”, w którym posłanka Małgorzata Zwiercan głosowała za niego podczas wyboru sędziego do Trybunału Konstytucyjnego, Morawiecki odszedł z Kukiz’15 i założył ugrupowanie Wolni i Solidarni.

Był dumny z powierzenia funkcji premiera synowi Mateuszowi. Może w ten sposób zostało zrealizowane jego skryte marzenie, aby mieć władzę i zmieniać kraj. W tegorocznych wyborach miał ubiegać się o mandat senatora z listy PiS, co było pewnym zaskoczeniem, gdyż często ujawniał poglądy dość odmienne od głównej linii propagandowej obozu rządzącego. Był m.in. krytykiem śledztwa smoleńskiego, negatywnie oceniającym obietnice składane przy okazji miesięcznic smoleńskich oraz wskazującym na ich destrukcyjny wpływ na tkankę społeczną w Polsce, a także reperkusje międzynarodowe. Nie należał do obłudników, od których roi się we wszystkich formacjach politycznych. Nigdy nie pchał się do pierwszych ławek kościelnych. Otwarcie mówił o swych słabościach, skomplikowanych relacjach rodzinnych i związkach z kobietami.

Rozmowa w „Gościu”

Wiosną ubiegłego roku Kornel Morawiecki poprosił redaktora naczelnego „Gościa” o rozmowę. Jako lider partii Wolni i Solidarni zabiegał o medialne wsparcie dla swojej formacji. W długiej rozmowie przedstawił swoje credo, sprowadzające się do dwóch konstatacji. W sprawach krajowych – według niego – PiS powinno rozmawiać z innymi podmiotami politycznymi, gdyż prędzej czy później zabraknie tej partii głosów w parlamencie i będzie musiała oddać władzę. Opozycja zaś nie ma programu i zmarnuje dorobek ostatnich lat. W sprawach zagranicznych – twierdził – potrzebny jest przełom w relacjach z Rosją. Putin nie będzie żył wiecznie – mówił – a my powinniśmy mieć dobre relacje z Rosjanami, gdyż są i pozostaną naszymi sąsiadami, a z sąsiadami trzeba mieć dobre relacje. Namawiał nas do podejmowania tej tematyki i zachęcał do udziału w debacie publicznej.

Wyjątkowość Morawieckiego polegała także na tym, że nie szukał w polityce sławy, majątku czy zaszczytów. Zdecydował się działać, kiedy nagrodą za uprawianie polityki nie była dieta, posada w spółce państwowej czy objęcie lukratywnego urzędu. Wtedy „za politykę” trafiało się do więzienia, ryzykowało zrujnowaniem kariery zawodowej, a nierzadko także problemami w życiu osobistym. W III RP płynął pod prąd, zachowując autonomię i prawo do indywidualnej oceny wielu zjawisk. Walczył nie tylko o pamięć o sobie, ale o wszystkich działaczach Solidarności Walczącej. W 2007 r. nie przyjął wysokiego odznaczenia państwowego od prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Uważał, że jego środowisko zasługiwało na Order Orła Białego, podobnie jak przedstawiciele innych nurtów opozycji, honorowani w ten sposób przez kolejnych prezydentów RP. Trzy dni przed śmiercią otrzymał ten order, przyznany przez prezydenta Andrzeja Dudę. Solidarność Walcząca wróciła zaś do głównego nurtu pamięci narodowej.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji