Nowy numer 42/2020 Archiwum

Przywieziemy nieco ciszy

O kontaktach brata Rogera z Polską, o ikonie jasnogórskiej na burgundzkim wzgórzu i polskiej „inwazji” na wioskę w ubiegłym stuleciu opowiada brat Marek ze Wspólnoty z Taizé.

Agata Combik: W pobliżu Kościoła Pojednania w Taizé zobaczyć można kapliczkę Matki Bożej Częstochowskiej. Skąd się tu wzięła?

Brat Marek: Kopię jasnogórskiej ikony namalował jeden z braci, Amerykanin. Nawiasem mówiąc, tak dobrze to zrobił, że poproszono go potem o jeszcze jedną kopię do jednej z parafii amerykańskich. Kapliczka powstała w latach 80., po którymś pobycie br. Rogera [założyciela Wspólnoty z Taizé] na pielgrzymce mężczyzn w Piekarach. Brat leciał zwykle do Warszawy samolotem, a potem samochodem jechał do Katowic. Podróżując w ten sposób, widział ludzi uczestniczących przy kapliczkach przydrożnych w nabożeństwach majowych. Dostrzegł w tym znak żywej wiary Polaków. I tak po powrocie z jednej z piekarskich pielgrzymek stwierdził, że dobrze by było postawić taką kapliczkę w Taizé – zwłaszcza że Polacy zaczęli coraz częściej tu przyjeżdżać.

Tętniło przy niej życie…

Początkowo przy tej kapliczce br. Roger spotykał się co tydzień z Polakami, czego zresztą wówczas nie czynił wobec innych grup narodowościowych. Potem, gdy zaczęły przyjeżdżać ogromne tłumy naszych rodaków, spotkania przeniosły się do którejś z części Kościoła Pojednania. W okresie stanu wojennego młodzi Europejczycy, solidaryzując się z Polakami, przed kapliczką Matki Bożej Częstochowskiej (którą pobłogosławił ks. Józef Michalik, jeszcze zanim został biskupem) układali krzyż z kwiatów. Trzeba jednak powiedzieć, że obecnie mamy w Taizé drugą kopię jasnogórskiej ikony. Polacy naprawdę gorąco czcili Matkę Bożą. W soboty, w szczególności po Nabożeństwie Światła, obstawiali ją świeczkami i kiedyś… Matka Boża po prostu spłonęła. Brat John musiał namalować kolejny wizerunek.

Założyciela Wspólnoty z Taizé łączyła z Polską szczególna więź.

To prawda. Początkowo myślałem, że ta więź narodziła się dzięki wizytom w Polsce, gdzie br. Roger kilkakrotnie gościł na zaproszenie biskupa katowickiego. W 1973 r. po raz pierwszy uczestniczył we wspomnianej pielgrzymce mężczyzn do Piekar Śląskich; potem brał w nich udział jeszcze trzykrotnie. Przy okazji tych wizyt organizowaliśmy specjalne spotkania dla młodzieży.

Jednak nie tylko tu leży źródło sympatii br. Rogera do Polski. Kiedy odbywało się spotkanie w Genewie, pewien starszy pan przyniósł nam list, który br. Roger napisał do swojego przyjaciela 19 września 1939 r., wkrótce po wydarzeniach 17 września. „Moja dusza jest smutna aż do śmierci” – pisał w nim. Widać więc, że od dawna miał świadomość, jak trudne są dzieje naszego kraju.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama