Nowy numer 27/2020 Archiwum

Dogmat o politykowaniu

Myśl wyrachowana: Chrześcijaństwo ma związek z polityką, bo polityka ma związek z człowiekiem.

Nie spodziewałem się, że mój felieton sprzed tygodnia wzbudzi duże emocje. A wzbudził. Przypomnę, że zakwestionowałem obowiązujący w niektórych środowiskach dogmat o „nadmiernym rozpolitykowaniu Kościoła”. Zwróciłem też uwagę na fakt, że liczba wytykających to Kościołowi „krytyków katolickich” pokrywa się z liczbą tzw. katolików niepraktykujących, którzy są zdani na „wiedzę” o Kościele czerpaną z mediów.

No i odezwały się nożyce. Że biskupi, że księża, że to i tamto, normalnie jakbym „Wyborczą” czytał. Ale konkrety? No, nie bardzo. W kółko tylko dwa, trzy nazwiska, z o. Rydzykiem na czele. Nawet gdyby w paru przypadkach było coś na rzeczy, to jak się to ma do życia polskiego Kościoła w ogólności?

Generalnie wygląda na to, że teza o nadmiernym zaangażowaniu politycznym polskich duchownych jest dla jej głosicieli nienaruszalna. To taka swoista święta krowa, jak na Zachodzie LGBT. Nie wolno twierdzić przeciwnie. Kto spróbuje, nie usłyszy zbyt wiele rozsądnych argumentów, dowie się za to sporo o sobie.

Ja jednak uparcie podtrzymuję twierdzenie, że zarzut o kościelnym rozpolitykowaniu jest mocno przesadzony. Oczywiście zdarzają się nieprawidłowości, ale nie tak często, jak się to sugeruje. A sugeruje się, bo za politykę bierze się często zwykłą wierność Ewangelii. Kto ją na serio traktuje, nie może na przykład pochwalać promocji seksualnej rozwiązłości. Wystarczy, że ksiądz o tym powie – i już „politykuje”. Tyle że twierdzą tak z reguły ci, którym w tej kwestii sumienie nie daje spokoju.

Pozwolę sobie przypomnieć, że to Kościół sam siebie ograniczył w zaangażowaniu politycznym. To z woli samego Kościoła duchowni nie mogą należeć do partii politycznych. To sam Kościół dyscyplinuje tych, którzy przekraczają w tej dziedzinie miarę. Ksiądz jednak to taki sam obywatel jak każdy inny i państwo nie ma prawa zakazywać mu bezpośredniego udziału w życiu politycznym. Księża mogliby więc być czynnymi politykami, zasiadać w parlamencie i pełnić funkcje państwowe, jak to bywa w innych wyznaniach. Jeśli tak się nie dzieje, to dlatego, że Kościół tak zdecydował i tego pilnuje. I chwała Bogu, bo to dla głoszenia Ewangelii dużo lepsze. W społecznej świadomości jednak zatarło się, z czyjej inicjatywy tak się dzieje. W efekcie pojawiają się postawy roszczeniowe względem ludzi Kościoła, tak jakby oni, mówiąc „politycznie”, łamali prawo państwowe. Ba, dochodzi czasem nawet do tego, że świeckich dziennikarzy katolickich mediów próbuje się oskarżać o jakoby nieuprawnione komentowanie spraw politycznych. Tymczasem akurat świeccy katolicy są wręcz zobowiązani do zajmowania się polityką – tak, aby i ona bardziej przybliżała królestwo Boże, niż je oddalała. Bo ostatecznie zawsze o to chodzi.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także