Nowy numer 32/2020 Archiwum

Jej Królewska (nie)moc

Czy Elżbieta II mogłaby zatrzymać brexit? Po co premier Wielkiej Brytanii co tydzień raportuje królowej sytuację w kraju? I jak to się ma do faktu, że w rankingu 100 najbardziej wpływowych osób na Wyspach miłościwie panująca zajmuje 100. miejsce?

Gdy premier Boris Johnson zwrócił się do królowej Elżbiety z prośbą o jej zgodę na chwilowe zawieszenie parlamentu, a królowa taką zgodę wydała, wiele osób zadawało sobie pytanie, czy monarchini mogła premierowi odmówić. Wszak ciągle mamy do czynienia z Rządem Jej Królewskiej Mości, a nie odwrotnie. Niektórzy jednak nie kryli zdziwienia, że do takiej sytuacji – prośby o zgodę – w ogóle doszło. Przecież, zgodnie z obowiązującą formułą, królowa „panuje, ale nie rządzi”.

Posłuszny Winston

Wbrew pozorom odpowiedzi nie da się sprowadzić do prostego stwierdzenia: to tylko tradycja i formalność. Przypomniałem sobie znakomitą netflixową „Koronę”, jeden z tych seriali, które jeszcze ratują honor coraz bardziej skrzywionej ideologicznie platformy filmowej. W „Koronie” szczególną uwagę zwracają wątki związane z niezwykłą relacją między Elżbietą II a Winstonem Churchillem. Legendarny premier, doświadczony i wyrachowany polityk, w kontakcie z uczącą się wszystkiego od podstaw, ale pewną swojego autorytetu i misji królową sprawia wrażenie raz zakłopotanego ucznia, raz taktownego nauczyciela. A i królowa wypada w tym duecie wyjątkowo uroczo, z jednej strony ze swoją nie zawsze sprawnie skrywaną niewiedzą, z drugiej z niezwykłą jak na brak obycia w świecie intuicją wytrawnego polityka. Widać wyraźnie, że Elżbieta, przy świadomości ograniczeń swoich prerogatyw w brytyjskim ustroju, nie chce być tylko maskotką monarszej tradycji, ale świadomym uczestnikiem życia politycznego i zarazem gwarantem ciągłości i niezachwianej pozycji monarchii. Wszystko to sprawia wrażenie jakiegoś przedziwnego teatru, ze scenariuszem piszącym się na bieżąco. Tak jest nie tylko w serialu, ale też w rzeczywistości. Niezależnie od tego, kto urzęduje przy Downing Street 10. Wszyscy uczestnicy tego spektaklu mają świadomość ról, które odgrywają, a zarazem traktują je „śmiertelnie” poważnie. Tym samym charakter brytyjskiej Korony w pewnym sensie różni się od innych współczesnych monarchii parlamentarnych. Duża w tym zasługa Elżbiety II, która nadała jej oryginalny rys.

Obrońca Wiary XXI

W monumentalnym dziele „Wyspy” brytyjski (a dokładnie walijski) historyk Norman Davies przytacza taki fragment Kodeksu pracowników służby państwowej (z 1999 r.): „Urzędnicy służby państwowej pozostają w służbie Korony”. Davies dodaje od siebie komentarz: „Można by uznać, że twierdzenie tego rodzaju podkreśla kluczową rolę monarchii w ustroju Wielkiej Brytanii. W rzeczywistości jednak abstrakcyjne pojęcie »Korony« mogłoby istnieć nadal, gdyby monarchii zabrakło”. Davies w tych słowach w pewnym sensie obnaża największe napięcie, jakie istnieje w brytyjskim ustroju: z jednej strony podległość rządu wobec królowej jest bezdyskusyjna, z drugiej zaś i tak wszyscy wiemy, że królowa niczego rządowi narzucić nie może. Ba, nie powinna – i tego Elżbieta II trzyma się konsekwentnie – w żaden sposób swojej dezaprobaty wobec rządu publicznie wyrażać.

Można by wszystko sprowadzić do stwierdzenia, że to faktycznie tylko i wyłącznie sprawa tradycji oraz przywiązanie do symboli. To jednak zdecydowanie coś większego. Widać to dobrze na przykładzie tytułu, jaki nosi każdy kolejny brytyjski monarcha, od Henryka VIII aż do obecnej królowej Elżbiety II: Fidei Defensor, czyli Obrońca Wiary. Tytuł został nadany Henrykowi VIII przez papieża Leona X w 1521 r. To prawdziwy paradoks, że przyznano go monarsze za „zwalczanie protestanckich herezji” w napisanym przez niego traktacie w obronie siedmiu sakramentów. Ten sam monarcha ponad dekadę później zerwie z Rzymem ze względu na brak zgody papieża na pogwałcenie przez króla sakramentu małżeństwa. I choć tytuł Obrońca Wiary miał przysługiwać tylko Henrykowi, to po zerwaniu z Rzymem i ogłoszeniu się głową Kościoła anglikańskiego król uczynił tytuł dziedzicznym. Norman Davies trafnie zauważa: „Trudno też nie dostrzec absurdalności jego konsekwencji. Minęło prawie 500 lat (…), a królowa Elżbieta II, która nadal ma obowiązek przestrzegać praw protestanckiej sukcesji, wciąż jeszcze nosi papieski tytuł, nadany w nagrodę za mężny sprzeciw wobec twórcy protestantyzmu [Lutra – J.Dz.]”.

Wojna królowej

Przywołuję ten wątek, bo dobrze oddaje on ducha brytyjskiej Korony i pozycji królowej: tradycja jest tu czymś zdecydowanie większym niż polityczną cepelią czy rytuałem. Ta ciągłość i przywiązanie nawet do nieaktualnych już tytułów jest czymś w rodzaju materiału budowlanego, który pozwala trwać i funkcjonować państwu i społeczeństwu. Ten budulec jest do tego stopnia ważny, że Brytyjczykom nie przeszkadza nawet wewnętrzna niespójność, niejasność królewskich prerogatyw ani liczne paradoksy (jak w przypadku Obrońcy Wiary), które stanowią część Korony. Z jednej strony królowa może swojemu premierowi doradzać, może go przed czymś przestrzegać lub do czegoś zachęcać (to też znakomicie pokazuje wspomniany na początku serial), ale to zapewne dzieje się wyłącznie za zamkniętymi drzwiami. Podobnie jak wgląd królowej w najważniejsze, w tym również tajne sprawy państwowe. To wszystko pozostaje jednak między premierem a królową, oboje niczego publicznie o swoich rozmowach nie mówią. Wiedza Elżbiety II o sprawach państwa nie ogranicza się tylko do krótszych lub dłuższych spotkań z premierem – ciekawe jest to, że każdego dnia na jej biurku lądują raporty z poszczególnych resortów. I, jak twierdzą znający dwór od środka, królowa spędza nad nimi nawet kilka godzin dziennie. Najbardziej niezwykłe jest to, że Elżbieta II mogłaby zarówno rozwiązać parlament, jak i odwołać premiera, nawet wypowiedzieć wojnę lub doprowadzić do jej zakończenia, ale jednocześnie wiadomo, że nigdy z tych uprawnień nie skorzysta, w myśl zasady, która obowiązuje co najmniej od dwóch stuleci, że to rząd podejmuje wszelkie decyzje, a monarcha je zatwierdza.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także