Nowy numer 42/2019 Archiwum

Wybory w cieniu zimnej wojny z LGBT w tle

Na początku przyszłego roku na Tajwanie zetrą się siły wpływu Chin i Ameryki. W obliczu narastającego konfliktu między nowym i starym mocarstwem, wybory na „zbuntowanej” wyspie nabierają światowego charakteru.

Tajwan, czyli poprawnie rzecz ujmując, Republika Chińska, jest uznawany zaledwie przez 17 państw na świecie. Są to przede wszystkim niewielkie państwa Pacyfiku i Ameryki Łacińskiej. Niezależność Republiki Chińskiej uznaje też Watykan. Cała reszta uważa Tajwan po prostu za część Chin. Mimo to, Tajwan posiada wszelkie atrybuty państwa niepodległego: własną konstytucję, własną walutę, własną armie i wybierane w sposób demokratyczny władzę. Nad tą wyspą swój parasol ochronny trzymają Stany Zjednoczone. Jednak Chiny kontynentalne nie chcą pogodzić się z niezależnością Tajwanu. W dobie wzmożonej rywalizacji Pekinu i Waszyngtonu, wyspa staje się więc polem politycznego starcia potęg.

Niebiescy czy zieloni?

Najważniejszą kwestią polityczną na Tajwanie jest stosunek do Chin kontynentalnych. Oczywiście, większość Tajwańczyków to zwolennicy niepodległości wyspy. Nie bardzo chcą oni zamieniać wyspiarskiej demokracji na kontynentalny komunizm. Jednak kwestia relacji z Pekinem nie jest taka prosta. Największym partnerem handlowym Republiki Chińskiej jest właśnie Chińska Republika Ludowa. Chińczycy wyspiarscy bardzo dużo zyskali na współpracy z przeżywającymi boom gospodarczy Chińczykami kontynentalnymi. Konflikt z Pekinem mógłby źle wpłynąć na gospodarkę Tajwanu.

Na kwestie geopolityczne i gospodarcze nakładają się kwestie społeczne. Część Tajwańczyków jest potomkami przybyłych w 1949 r. uciekinierów z komunistycznych Chin. Wielu z nich czuje się po prostu częścią chińskiego narodu i pozytywnie patrzy na kwestię współpracy z Chinami kontynentalnymi. Popierają oni głównie prawicowy Kuomintang, czyli niebieskich. Partia ta pozytywnie odnosi się do rozwijania współpracy z Pekinem. Duża cześć Tajwańczyków, których przodkowie przybyli na wyspę wieki temu, popiera centrową Demokratyczną Partię Postępową. Partia ta sceptycznie odnosi się do komunistycznych Chin.

Pierwsze loty do Chin i pierwsza kobieta-prezydent

W latach 2008-2016 władzę na Tajwanie sprawował Ma Ying-jeou, z Kuomintangu. Za jego rządów uruchomiono pierwsze w historii bezpośrednie połączenie lotnicze między Tajwanem a Chinami kontynentalnymi. Ma, jako pierwszy w historii przywódca Republiki Chińskiej, spotkał się z przewodniczącym Chińskiej Republiki Ludowe, Xi Jinpingiem. Prowadził on też politykę otwarcia gospodarczego na Pekin, co miało zdynamizować wzrost gospodarczy na Tajwanie.

W 2016 r. wybory wygrała Tsai Ing-wen, stając się pierwszą kobietą w fotelu tajwańskiego prezydenta. O jej wygranej zdecydowały problemy gospodarcze wyspy. Spowolnienie wzrostu gospodarczego wywołało rozczarowanie gospodarczym otwarciem na Chiny kontynentalne. Tai nie potrzebowała nawet rozbudowanych obietnic wyborczych, aby wygrać z kandydatem Kuomintangu.

Trump, Hongkong i LGBT

Tajwańczycy wezmą udział w wyborach prezydenckich w styczniu 2020. Naprzeciwko urzędującej prezydent stanie wystawiony przez Kuomintang, popularny burmistrz Kaohsiung, Han Kuo-yu. Han jest przez wielu zagranicznych komentatorów przedstawiany jako populista i polityk prochiński. W 2018 r. wygrał niespodziewanie w Kaohsiungu, dotychczasowej twierdzy Demokratycznej Partii Postępowej. W sondażach Tsai i Han wymieniają się na pozycji lidera.

Wybory na Tajwanie będą miały miejsce w momencie nasilonego konfliktu na linii Pekin-Waszyngton. Donald Trump rozpoczął „zimną wojnę handlową” z Chinami. Jednym z pól konfliktu jest właśnie Tajwan. USA zwiększają współpracę militarną z tym krajem, na co prezydent Tsai ochoczo przystaje. Wywołuje to nerwowe reakcji Chin.

Na korzyść obecnej prezydent Tajwanu działają ostatnie wydarzenia w Hongkongu. To właśnie funkcjonowania tego miasta w ramach komunistycznych Chin, miało być przykładem dla Tajwanu. Wyspa miałaby zjednoczyć się z Chinami kontynentalnymi w ramach  doktryny „Jeden kraj, dwa systemy”, tej samej, jaka obowiązuje Hongkongu. Jednak zamieszki w tym mieście wywołane zakusami komunistycznych władz na niezależność miasta, skutecznie odstraszają Tajwańczyków od współpracy z Pekinem.

Wybory na Tajwanie odbywają się też w cieniu dyskusji o kwestii LGBT. W 2017 r. sąd konstytucyjny Tajwanu postanowił wymusić na parlamencie wprowadzenie na wyspie „małżeństw homoseksualnych”. Tajwańczycy w referendum zdecydowanie sprzeciwili się takiemu wymuszeniu. 70 proc. z nich zagłosowało za uznaniem małżeństwa tylko jako związku kobiety i mężczyzny. Jednak rządząca na wyspie DPP wprowadziła tam „małżeństwa homoseksualne”, a sam prezydent Tsai deklaruje się jako zwolennikiem ruchu LGBT.

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Bartosz Bartczak

Redaktor serwisu gosc.pl

Ekonomista, doktorant na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach specjalizujący się w tematyce historii gospodarczej i polityki ekonomicznej państwa. Współpracował z Instytutem Globalizacji i portalem fronda.pl. Zaangażowany w działalność międzynarodową, szczególnie w obszarze integracji europejskiej i współpracy z krajami Europy wschodniej. Zainteresowania: ekonomia, stosunki międzynarodowe, fantastyka naukowa, podróże. Jego obszar specjalizacji to gospodarka, Unia Europejska, stosunki międzynarodowe.

Kontakt:
bartosz.bartczak@gosc.pl
Więcej artykułów Bartosza Bartczaka

Zobacz także

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji