Nowy Numer 38/2019 Archiwum

Korona z głowy

Zjednoczonemu Królestwu Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej grozi albo pokojowy rozpad, albo wrogie trwanie w przymusowej jedności.

Oba scenariusze – każdy w różnym stopniu – są możliwe w przypadku brexitu. A nowy premier Boris Johnson zapewnia, że doprowadzi do wyjścia Wielkiej Brytanii z UE do 31 października – niezależnie od tego, czy zdoła zawrzeć nową umowę z Brukselą, czy też dokona się to bez żadnego porozumienia. Jest oczywiście jeszcze trzeci scenariusz, o którym wolelibyśmy nawet nie myśleć: rozpad Zjednoczonego Królestwa w warunkach niespecjalnie pokojowych. A od scenariusza drugiego – wrogie trwanie w przymusowej jedności – droga do niego nie jest już daleka. Scenariusz czwarty – zachowanie status quo – wydaje się coraz mniej możliwy.

Od 3 lat w temacie brexitu ta sama zadyszka. I końca nie widać. A coraz bardziej prawdopodobny brexit tylko otworzy kolejne batalie – tym razem o jedność lub rozkład brytyjskiej Korony.

Gwizdy mówią wszystko

Nie trzeba było szkockich gwizdów na widok nowego premiera Wielkiej Brytanii, by mieć świadomość, że Szkocja jest pierwsza w kolejce do secesji w razie brexitu. Ale na wypadek, gdyby ktoś miał jeszcze wątpliwości, Szkoci zgotowali Borisowi Johnsonowi niezbyt przyjemne powitanie: został wygwizdany w Edynburgu przed, spotkaniem z pierwszą minister Szkocji i szefową Szkockiej Partii Narodowej Nicolą Sturgeon. Ona sama zadbała, by jej rodacy nie obdarzyli kredytem zaufania nowego lokatora Downing Street 10 w Londynie. – Johnson jest jednym z tych polityków, którzy są w największym stopniu odpowiedzialni za bagno, w którym znaleźliśmy się z powodu brexitu. To ten, który oszukał ludzi w kampanii przed referendum rozwodowym i który dziś jest gotowy wyprowadzić kraj z Unii bez żadnego porozumienia. Dla większości mieszkańców Szkocji to jest przerażająca perspektywa – mówiła Sturgeon tuż przed spotkaniem z Johnsonem. Żeby jeszcze podnieść temperaturę, pierwsza minister Szkocji straszyła, że twardy brexit jest „niemal nieunikniony” i że będzie „skrajnie niebezpieczny dla Szkocji i w istocie dla całego Zjednoczonego Królestwa”.

Johnson starał się robić dobrą minę do złej gry: – Przyjechałem dziś do Szkocji, aby jasno zadeklarować, jak wielkim jestem zwolennikiem utrzymania naszej unii. To jest nasz wspólny atut, dzięki któremu jesteśmy silniejsi, bezpieczniejsi, bogatsi – zapewniał w czasie konferencji prasowej. To nie pomogło. Protesty i gwizdy sprawiły, że siedzibę pierwszej minister Szkocji Johnson musiał opuścić tylnymi drzwiami.

Związek bez uczuć

Problem polega na tym, że parcie Szkotów do niepodległości jest wprost proporcjonalne do deklaracji Johnsona, iż do brexitu i tak dojdzie, nawet bez porozumienia z Brukselą. Przypomnijmy, że w referendum w 2016 r. tylko 38 proc. Szkotów opowiedziało się za wyjściem z UE, więc brexit odbyłby się wbrew woli zdecydowanej większości z nich. I choć zwolennicy niepodległości Szkocji przegrali referendum w 2014 r., gdy niespełna 45 proc. głosujących opowiedziało się za wyjściem ze Zjednoczonego Królestwa, to jednak perspektywa brexitu zmienia wszystko. Pokazują to zresztą niedawne sondaże, z których wynika, że ponad 50 proc. chce powtórzenia referendum niepodległościowego i że rośnie liczba zwolenników opuszczenia unii z Anglią i tym samym pozostania w Unii Europejskiej. To też kość niezgody między panią Sturgeon a nowym premierem Wielkiej Brytanii: pierwsza twierdzi, że Szkoci powinni dostać prawo do ponownego głosowania w sprawie niepodległości, Johnson zaś upiera się przy zdaniu, że głosowanie z 2014 r. rozwiązało tę kwestię na najbliższe pokolenie. Nie docenia chyba determinacji zwolenników separacji: ci już po przegranym referendum 5 lat temu obiecali, że nie złożą broni. O ileż większa musi być wola powtórzenia referendum w obliczu brexitu, którego Szkoci sobie nie życzą.

Cały ten spór tylko wzmocnił istniejące „od zawsze” niesnaski szkocko-angielskie. „Na całym świecie nie słyszano o silniejszym związku politycznym, w którym byłoby tak mało związku uczuciowego” – te słowa angielski pisarz Daniel Defoe wypowiedział w 1707 r., gdy doszło do formalnej unii Anglii i Szkocji, która dała początek Zjednoczonemu Królestwu. Warto przypomnieć, że o unii z Anglią (tym „silnym związku bez uczuć”) w 1707 r. przesądziło... przekupienie części szkockich posłów. Faktem jest, że ani wtedy, ani przez kolejnych 300 lat „sytuacja uczuciowa” tego związku nie uległa specjalnej zmianie. Szkoci pamiętali wielowiekowe najazdy Anglików i własną obronę niepodległości, Anglicy uważali, że Szkoci są na ich utrzymaniu. Jeśli dodać do tego obecny pat wokół brexitu, wydaje się, że już tylko cud może uratować ten związek.

Irlandia na granicy

Prawdziwa bomba jednak tyka w Irlandii Północnej. Johnson już po objęciu urzędu powtórzył, że nie planuje wznowienia rozmów dwustronnych z UE w sprawie brexitu, o ile Bruksela nie ustąpi w kwestii kontrowersyjnego mechanizmu awaryjnego dotyczącego Irlandii Północnej, tzw. backstopu. Przypomnijmy, że mechanizm ten miałby na czas bliżej nieokreślony pozwolić uniknąć przywrócenia granicy między Irlandią a Irlandią Północną w razie brexitu. Na to nie chciała zgodzić się Izba Gmin, trzykrotnie odrzucając porozumienie zawarte przez Theresę May. Z kolei wprowadzenie granicy w przypadku twardego brexitu oznacza odgrzanie starego konfliktu, który cudem udało się zażegnać ponad 20 lat temu. Zresztą deklaracje czołowych polityków irlandzkich nie pozostawiają wątpliwości. I tak na przykład liderka partii Sinn Fein Mary Lou McDonald w czasie rozmów nowego premiera Wielkiej Brytanii Borisa Johnsona z przedstawicielami pięciu irlandzkich partii, do których doszło w Irlandii Północnej, zażądała od brytyjskiego premiera, by jego przygotowania do brexitu bez umowy przewidywały przeprowadzenie referendum ws. zjednoczenia Irlandii – informuje Sky News.

Johnson składa pierwszą wizytę w Irlandii Północnej jako premier. Spotkał się już z przedstawicielami pięciu partii, z którymi rozmawiał o przełamaniu impasu w Irlandii Północnej, gdzie – w związku z konfliktem między największymi siłami politycznymi w kraju – od 2017 r. nie udało się powołać rządu (Irlandia Północna cieszy się autonomią w ramach Wielkiej Brytanii). Po rozmowach Mary Lou McDonald poinformowała, że w razie twardego brexitu będzie domagać się referendum ws. zjednoczenia Irlandii. – Postawiliśmy sprawę jasno: twardy brexit będzie katastrofą dla irlandzkiej gospodarki, irlandzkich gospodarstw domowych, naszego społeczeństwa, naszej polityki i porozumienia pokojowego – mówiła McDonald. Zwłaszcza to ostatnie zabrzmiało jak groźba: i wcale nie trzeba sięgać daleko pamięcią, by zrozumieć, że to groźba realna.

Niedawne upiory

Ten konflikt zżerał Europę „od zawsze”. Na obrzeżach zjednoczonej i demokratycznej Europy rozgrywał się dramat ludzi, którzy nie potrafili przezwyciężyć wzajemnej nienawiści. Zamachy bombowe, bezsensowna śmierć i argument siły – to codzienne obrazki z wysp, które należały już do Wspólnot Europejskich. Dopiero w Wielki Piątek 10 kwietnia 1998 r. podpisano porozumienie, które otworzyło nowy rozdział w historii poranionej wojną domową wyspy. Dla Irlandczyków (katolików) najważniejsze było otwarcie furtki do przyszłego zjednoczenia wyspy. Wprawdzie porozumienie mówiło wyraźnie, że Irlandia Północna pozostaje częścią Korony Brytyjskiej, ale kolejne plebiscyty miałyby rozstrzygnąć kwestię ewentualnego odłączenia się prowincji od Zjednoczonego Królestwa. Jeśli w głosowaniach większość będzie chciała przyłączenia do niepodległej już Irlandii, to Londyn podda się temu werdyktowi. I na tę część porozumienia powołują się teraz, w obliczu brexitu, liderzy głównych partii północnoirlandzkich. – Po decyzji w sprawie brexitu rząd w Londynie powinien rozpisać referendum, w którym mieszkańcy Irlandii Płn. zdecydują, czy Ulster [jedna z prowincji całej Irlandii, pokrywająca się terytorialnie właśnie z Irlandią Płn. – J.D.] ma wystąpić ze Zjednoczonego Królestwa i połączyć się z republiką Irlandii – oświadczył wiceszef lokalnego rządu Martin McGuinness już parę godzin po ogłoszeniu wyników referendum w 2016 r. – Rząd brytyjski nie ma już demokratycznego mandatu do reprezentowania poglądów Północy w jakichkolwiek przyszłych negocjacjach z Unią Europejską – mówił dalej McGuinness.

Niesamowite jest to, jak brexit ożywił na nowo wszystkie animozje, które jakimś cudem udawało się w ostatnich dekadach przykryć codziennym pragmatyzmem (bycie częścią Zjednoczonego Królestwa jednak się opłaca). Dziś widać wyraźniej niż dotąd, jak bardzo różnorodne i podzielone jest Zjednoczone Królestwo. I jak niewiele dzieli je od faktycznego rozpadu.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

Pierwsze doświadczenia dziennikarskie zdobył w liceum, biorąc udział w konkursie Ośrodka „Karta” i Fundacji Batorego „Historia Bliska” (I wyróżnienie zespołowe za reportaż historyczny). Przez dwa lata pracował w Wielkiej Brytanii, m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie jako events programmer, odpowiedzialny m.in. za organizację festiwalu filmowego „Across the borders” i współpracę z brytyjskimi instytucjami kulturalnymi. Autor wywiadu rzeki z ks. Henrykiem Bolczykiem „Mocowałem się z Bogiem” oraz współautor zbioru reportaży „W drogę ze św. Pawłem” (Syria, Cypr, Turcja). Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka za tekst "My som stond". Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, psychologią i teologią. Kocha fotografię, jazdę konną i rowerową, turystykę górską, Francję i Bałkany. Jego Obszar specjalizacji to publicystyka, wywiady, reportaże i analizy z dziedziny polityki (krajowej i zagranicznej), spraw społecznych, życia Kościoła i teologii.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Zobacz także

Komentowanie dostępne jest tylko dla .

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji